Pies kontra ja – 0:1 :)

Kilka razy w tygodniu po zapadnięciu zmroku wyruszam rowerem na podbój okolicznych wsi. Towarzyszy mi przy tym dobra muzyka i oświetlenie godne świątecznej choinki. Jedyną bolączką tych wyczerpujących, lecz niezwykle przyjemnych wypraw jest dzika bestia wypadająca na jezdnię z wrót jednego z gospodarstw, niczym ujadająca czarna dziura pragnąca wchłonąć moje łydki? No dobrze, może nieco mnie poniosło ? kundel ów nie należy do gigantów świata kynologii, niemniej spotkania z nim nie należą do przyjemnych. Po dzisiejszym ataku postanowiłem przejść do ofensywy. Z przydrożnych chaszczy urwałem długą i cienką witkę, co by kundlowi futro odkurzyć, krzywdy zarazem nie czyniąc. Wsiadłem tedy na mojego stalowego cyklopa, który okiem reflektora wroga szukał i ruszyłem na bój. Ku mojemu zaskoczeniu na sam widok uzbrojenia napastnik ogon skulił i uciekł w popłochu. Pewnikiem razów w przeszłości zaznał.

Jak każda przyzwoita opowieść tak i ta zmierza do puenty. Z natury przyjazny jestem jak pająk chwat wszystkich brat (bywałem zresztą i tak w przeszłości nazywany). Niestety świat pełen jest ludzi, których zachowanie przypomina mi gonitwę wspomnianego kundelka. Naturę moją uznając za słabość próbują gryźć mnie. Co dziwne, zachowanie ich często jest nieuświadomione, wynikające z przyzwyczajenia do panujących w ich życiu praw dżungli. Czasami zwyczajnie próbują dowartościować się moim kosztem. Bywa też, że cele ich są równie abstrakcyjne i nieodgadnione jak psa, który przepędza mnie ze ?swojego? kawałka jezdni. Kolega Grzegorz zwykł mawiać o takich twardzielach ?wilcy to, nie ludzie?. O jakże wielkie zdziwienie, oburzenie, a najczęściej skulenie ogona wywołuje moja reakcja obronna zgodna z zasadą lustra, gdy na agresję, arogancję, ignorancję, złośliwość, wrogość i zgrywanie się na twardziela reaguję uzbrojeniem w behawioralną witkę. Rację ma mój kolega Alex radząc, by czasu i energii nie tracić na takowych osobników i do swojego ogródka ich nie wpuszczać. Niestety nie zawsze jest to możliwe do natychmiastowej realizacji. Na przykład, gdy dotyczy to współpracowników. A znamy przecież takich, którzy zamiast chodzić do pracy, idą co rano na wojnę.

Czyż nie byłoby przyjemniej, gdyby ludzie byli po prostu dla siebie mili?

Czego starym zwyczajem Wam i sobie życzę. 🙂

PS Wrodzona uczciwość 🙂 nakazuje mi dodać, że i ja zapewne w przeszłości owym kundlem bywałem o czym szaaaa, bo wstyd wielki.

Konformizm

Konformizm jako sposób realizacji społeczeństwa uznaję za konieczny. Jednak w XXI wieku bezrefleksyjny konformizm w skrajnej i powierzchownej postaci jest wg mnie zwyczajnym odindywidualizowaniem i działaniem jednostki na własną szkodę. Wprowadziłem w tym tekście pojęcie własnego autorstwa ? konformizm powierzchowny. Jest nim taka zmiana zachowania na skutek rzeczywistego bądź też wyimaginowanego wpływu grupy odniesienia, która dotyczy sfery życia jednostki bezpośrednio i stale kontrolowanej przez otoczenie (dotyczy fasady), a nie wartości i norm obowiązujących w danym społeczeństwie i mających istotny wpływ dla spójności danej grupy. Ta zawiła z pozoru definicja sprowadza się do prostych przykładów. Choćby osoby, która swój ubiór dostosowuje do panującej mody i daty (a nie warunków meteorologicznych) jednocześnie mając w pogardzie tak istotne normy społeczne, jak wierność małżeńska. Przykład ten jest o tyle ciekawy, że w swym groteskowym dążeniu do zadowolenia otoczenia (?bo co ludzie powiedzą? ) w żaden sposób jednostka nie dba o swoje długoterminowe interesy.

Nonkonformizm, jako przeciwległy biegun w skrajnej postaci (antykonformizm) może prowadzić do anomii z wszystkimi jej konsekwencjami, czego oczywiście nie polecam. Jednak zdrowa dawka indywidualizmu jest źródłem innowacji prowadzącej do postępu w życiu jednostki, a czasem (w przypadku silnych, charyzmatycznych osobowości) także i społeczeństwa.

Zatem trochę rozsądku ? nie dbajmy tak bardzo o opinie sąsiadów. 🙂

Niedźwiadek

Grupa turystów zabiła niedźwiadka. Można skomentować to zdarzenie jednym – niekoniecznie parlamentarnym – stwierdzeniem. Mnie jednak zastanawia skąd bierze się w ludziach tak bezgraniczne okrucieństwo – grupowe (niekoniecznie związane z osobistym doświadczeniem, gdzie grupa ma silny wpływ na jednostkę) i indywidualne (np. pasja myśliwska i swoista radość zeń płynąca). Można mówić o wpływie telewizji i gier komputerowych, ale w starożytnym Rzymie nie było takowych, a rodzaj empatii widzów Koloseum jest dla mi niezwykle daleki (czy aby na pewno?). Kto jest dzikszym zwierzęciem – niedźwiedzie, czy ludzie?

Nie czuję się twardzielem, nigdy nim nie byłem i nie chcę być, czego i Wam życzę drodzy czytający. Stawiajmy na ucywilizowanie, a wszystkim –  także zwierzętom –  będzie się lepiej żyło.

Zeitgeist

Koleżanka podesłała mi link do ciekawego filmu: http://video.google.com/videoplay?docid=-5870901554543719947 (Pani Karolino, dziękuję za pamięć).

Part I

Oglądałem tę część z zapartym tchem, gdyż? w dużym stopniu zgadza się z moimi obserwacjami i przemyśleniami. A zaczęło się od czytania dziejów Kriszny w wieku pacholęcym. Niezwykle znajomy wydał mi się ów bóg. Potem było zaczytywanie się w Biblii, poznawanie mitologii związanej z Tarotem i wyszukiwanie potwierdzenia tego, co czułem od dawna ? religia jest wielką mistyfikacją. Daleki jestem od spiskowej teorii dziejów. Nie wierzę w istnienie organizacji sterującej z ukrycia światem. Myślę jednak, że nasza historia opiera się na wykorzystywaniu gotowego, odziedziczonego po poprzednikach sposobu wpływania na społeczeństwa ? religię. Co więcej ? wielu z tych, którzy wykorzystywali/wykorzystują religię do własnych celów wierzy w nią i nie ma świadomości fałszu. Zatem nie tylko fałszerze tworzą fałsz, ale i fałsz tworzy fałszerzy. I to ten mechanizm ? moim zdaniem ? sprawia, iż mistyfikacja trwa nieprzerwanie od tysiącleci.

Part II

Mam zbyt małą wiedzę, by wierzyć lub nie we współudział CIA w zamachu z 11 września, ale… Jestem pasjonatem lotnictwa. Jestem modelarzem. Widziałem z jaką siłą uderza mały model samolotu w grupę ludzi, przy czym skrzydła są prawie tak samo niebezpieczne jak kadłub. Krótko po 9/11 oglądałem w sieci wiele fotek Pentagonu. Na ścianach gmachu nie było śladów skrzydeł. Podobnie na trawniku. Tłumaczenie, że skrzydła ?złożyły się? obraża moją inteligencję. Albo fotki były retuszowane, albo coś tu brzydko pachnie. 🙂

Przestrzegam jednak przed bezkrytycznym przyjmowaniem spiskowych teorii dziejów. W swej sensacyjności są atrakcyjne, w swej atrakcyjności mogą być równie fałszywe, co rzeczywiste spiski. Czasami lepiej powiedzieć ? NIE WIEM.

Part III

Podatki Teoria mówi, że społeczeństwo godzi się (?) na pewne formy ograniczenia wolności osobistej (w tym finansowej) w zamian, za usługi ze strony państwa ? np. poczucie bezpieczeństwa (istnienie wojska, służb ratowniczych, porządkowych). O ile Skandynawowie mogą uznać, iż teoria wcielona jest w praktyce, o tyle wielu Polaków czuje dysproporcję między tym co daje, a tym, co otrzymuje w zamian.

Wojna Wspomniane poczucie dysproporcji narasta w związku z obecnością naszych wojsk w Iraku i Afganistanie. Cóż realnie zyskujemy za przelaną krew i stracone fundusze? A może pytanie powinno brzmieć ? kto na tym zyskuje? Ale czy możliwe jest, by korporacje manipulowały rządami w kierunku akcji zbrojnych? Skoro możliwy był Stalinizm, gdzie okrucieństwa ?firmował? jeden człowiek, to dlaczego nie ?korporacjonizm?, gdzie odpowiedzialność moralna nie obciąża jednej osoby, a całe grupy, czy instytucje.

TV Kiedyś kontrola społeczna opierała się na religii. Teraz na konformizmie medialnym. Pytanie ? czy społeczeństwo może istnieć bez jakiejś formy kontroli? Zapewne nie. A brak społeczeństwa to chaos. Zatem zmienia się medium, nie mechanizm. Problem polega na tym, że kultura masowa w jeszcze większym stopniu odmóżdza jednostkę, a co gorsze wywołuje patologię w relacjach międzyludzkich. Istnieje też zjawisko centralizacji kontroli, gdzie „naturalne” mechanizmy kontrolne zastąpią sztuczne normy służące określonym interesom. Mamy z tym do czynienia w swoim życiu – wielu z nas ubiera się modnie, wybiera polityka z błękitnymi źrenicami, nienawidzi arabów nie znając żadnego.

Rząd światowy A może to jest wyjście ? jeden rząd, jedna armia, jeden bank. Pytanie tylko o cele tego rządu, armii i banku.

Ciekawy film, warty refleksji. Zapewne pomocny jest w uświadomieniu sobie, że w ramach danej sytuacji zewnętrznej mamy olbrzymi wpływ na swoje życie. To od nas zależy, czy media zniszczą w nas indywidualizm. To nasz intelekt jest najlepszą obroną przed fałszem (przecież jest tak wiele rzeczy, które spędzają nam sen z powiek, a są w istocie bzdurami, wytworami cywilizacji i mrzonkami), a nasza wola przed odmóżdzeniem.

Jesień

„Idzie lasem Pani Jesień” tysiąc smutków w koszu niesie. Zimno, szaro, krótkie dni, długie wieczory… czas debetu endorfiny w banku życia. Co roku marzę o cieplejszym miejscu. Niestety budżet domowy nie przewiduje długich zimowych wakacji w tropikach. 🙂 Moja była szefowa powiedziała mi kiedyś, że potrafię znaleźć pozytywne strony sytuacji, na które nie mam wpływu. I niech to stwierdzenie będzie moim mottem na szary czas. Przecież tak na prawdę dni nie są krótsze, to tylko dziwna bariera psychiczna, która sprawia, że czynności które latem wykonywaliśmy popołudniu zimą odkładamy „bo dziś jest już za późno”. Dlaczego nie jeździć po zmierzchu rowerem, skoro mam silną lampkę? Oczywiście nie polatam modelami, ale jest wiele innych ciekawych zajęć, które mogę wykonywać z moim synkiem. No i będę miał więcej czasu na czynności zaniedbywane w lecie – np. szlifowanie angielszczyzny, czy budowa modeli. A co ze wspomnianym niedoborem endorfin? Najlepszym sposobem jest kuracja czekoladą. 🙂

Pozdrawiam

Łódź sportowa

Kolega kupił ślizg Speed Boat 2 na silnik klasy 400 wyprodukowany przez firmę Jamara (fot. 1). Po obejrzeniu nabytku doszedłem do wniosku, że jest to świetna baza do zbudowania modelu za rozsądną cenę. 🙂 Niewiele elementów fabrycznego osprzętu uda się wykorzystać (fot. 2), ale kadłub jest obiecujący. Lista przeróbek jest długa i obejmuje m. in. wymianę elektroniki, wymianę steru, wymianę wału i sprzęgła, wymianę silnika i zasilania, wykonanie chłodzenia wymuszonego (chłodzenie powietrzem za pomocą wentylatorka). Zacząłem od usunięcia niestabilnego, posiadającego spore luzy steru (fot. 3) i siłownika udającego serwo, a będącego w rzeczywistości silniczkiem (jakaż strata energii!!!). W dnie kadłuba wywierciłem otwór i wkleiłem tuleję steru (fot. 4). Z plastikowej płytki wykonałem podpórkę steru, łącząc go z rufą (fot. 5 i 6). Wzmocnienie takie jest niezbędne, gdyż ster w momencie zarycia w dno jeziora działa jak dźwignia i mógłby wyrwać tuleję z dna łodzi. Kadłub usiany jest słupkami/wspornikami do których przykręcany był osprzęt. Wykorzystałem jeden z nich, inny wyciąłem i przykleiłem w innym miejscu – tak powstało mocowanie serwa Hs 55 (fot. 7). Większość z pozostałych wsporników usunę. Teraz wystarczy wsunąć ster w tuleję, przykręcić orczyk do osi steru, połączyć go z dźwignią serwa i układ sterowania gotowy (fot. 8). Wolne miejsca z prawej i lewej strony tulei steru zajmą odbiornik i regulator obrotów. Przed serwem nad wałem znajdzie się długi pokład, na którym umieszczony będzie pakiet zasilający. Takie rozmieszczenie osprzętu pozwoli na łatwe wyważenie łodzi poprzez przemieszczenie akumulatora do przodu i tyłu. To jednak jeszcze przed nami. 🙂

Pokład wykonałem z pudełka CD, tak, by był on przezroczysty. Płytkę solidnie trasowałem skalpelem, po czym pękała niczym nacięta szyba (fot. 9). Dzięki „szklanemu” pokładowi widoczny będzie wał znajdujący się pod nim – to na wypadek jakiś nieszczelności. Obecnie nie jest to zbyt ciekawa część łodzi – wał jest osadzony niefachowo i nieestetycznie – ale poprawię to przy montowaniu nowego wału. W płytce wywierciłem dwa otwory pasujące do słupków w dnie łodzi (fot. 10) – po przytwierdzeniu pakietu przyciskany nim pokład nie będzie się przesuwał. Będzie to więc stabilna, chociaż nie przyklejana platforma dla akumulatora. W dwu drewnianych listwach wywierciłem otwory, w które wkleiłem przygotowane ze szprychy rowerowej haczyki (fot. 11). Po pomalowaniu wkleiłem listwy w dno łodzi (fot. 12) Gdzie stanowią lekkie (4 gramy całość), trwałe i wygodne mocowania pakietu (fot. 13). Jak widać na fotce pozbyłem się też oryginalnego wału.

Nie mam jeszcze wału, więc mogę pobawić się w eksperymentatora. Silniki łodzi często chłodzone są za pomocą wody lub zwykłego radiatora. Mnie zamarzyło się coś oryginalnego – chłodzenie powietrzem. 🙂 Z wiatraczka komputerowego i małego silniczka wykonałem nawiew przytwierdzony do górnej części kadłuba za pomocą aluminiowego łącznika – żółty element na fotce 14. W kadłubie umieściłem wtyczkę, włącznik i okablowanie (fot. 15 i 16). Akumulatorek umieszczony będzie na rufie przy osi steru za pomocą rzepu krawieckiego. Nawiew skierowany jest na radiator silnika i regulator (po namyśle postanowiłem umieścić go przed silnikiem, by był oddalony od odbiornika). Myślę, że będzie to wydajny system chłodzący – wiatraczek daje spory strumień wiatru. Gdyby jednak próby wodne wykazały, że silnik grzeje się nadmiernie lub że ze zdemontowanym chłodzeniem łódź jest szybsza (waga układu to około 40g) to w każdej chwili mogę zrezygnować z wentylatora. Jedynym elementem zamocowanym na stałe jest lekkie mocowanie silniczka. Mogę zainstalować chłodzenie wodne, do którego mam wszystkie elementy.

Wykonałem próbę działania systemu chłodzenia. Czujnik temperatury ładowarki Pulsar umieściłem w miejscu silnika łodzi i włączyłem wiatrak. Temperatura szybko spadła o kilka stopni, po czym spadek był wolniejszy. Zatem działa. 🙂

Dotarł przecudnej urody wał MP Jet z kielichem dostosowanym do silnika klasy 400 (fot. 18). Podziurawiłem ów kielich tak, by nie zasłonić nawiewów powietrza znajdujących się na silniku – fotki 19 i 20.

Przygotowany wał wkleję jutro, a dziś… okazało się, że nie mam dźwigni steru. 🙁 Skonsultowałem się z sobą i wykonałem taką dźwignię z dźwigni serwa i połowy zacisku z kostki elektrycznej, które to elementy połączyłem za pomocą żywicy (fot. 21 i 22)

Prace tuningowe nabrały tempa. Pozbyłem się okropnie nalepionych naklejek, dla ochrony polakierowałem kadłub lakierem akrylowym – ten plastik wchodzi w reakcję nawet ze spirytusem, którym usuwałem klej z naklejek. Przygotowałem chłodzenie silnika z oryginalnego radiatora do silników i przeciętego na pół radiatora komputerowego (fot. 23), przy czym połączenia między radiatorami i między radiatorem, a silnikiem posmarowałem warstewką specjalnej maści przewodzącej ciepło, normalnie używanej w komputerach. Wkleiłem wał (fot. 24) zmniejszając, na ile to było możliwe, kąt między nim, a kadłubem. Różnicę w ustawieniu wału widać na fotkach 8 i 26. Za radą kolegów z forum szkutniczego wkleiłem też wręgę silnikową, znajdującą się między wałem a silnikiem i zapobiegającą tendencji silnika do obracania tuleją wału. Jest to niewielka blaszka aluminiowa, którą wkleiłem w dno łodzi, przedłużając jej ramie działania poprzez wklejenie dwu prętów węglowych – lekkie i trwałe rozwiązanie (fot. 25). Zarówno wręga, jak i kielich wału przyklejone są do dwu wsporników/słupków, co stanowi solidne wzmocnienie osadzenia silnika (fot. 24 i 25). Z kompletnym osprzętem łódź waży 520g. Ta waga wzrośnie o kilka gram, gdyż muszę zainstalować maszt anteny odbiornika. Mimo dość ciężkiego układu chłodzenia jest to świetny wynik w porównaniu do 800g podawanych przez producenta. 🙂

Model jest wyposażony. Na fotografiach 27 i 28 widać osprzęt w kadłubie – po środku pakiet Li-Pol 3P1S, w lewej części rufy odbiornik z masztem anteny. Odbiornik przymocowany jest za pomocą rzepa krawieckiego, ale poprzez podkład z gąbki tłumiącej drgania. W prawej części rufy znajduje się akumulatorek wentylatora mocowany na rzep. Regulator zaś znajduje się przed silnikiem. Cięgno łączące ster z serwem wykonałem z pręta węglowego.

jak każdy szanujący się szkutnik przed wyjściem w teren wykonałem próbę wannową (fot. 29). Model jest szczelny, ster działa w dobra stronę, ciąg jest taki, że woda kipi w wannie, zatem mogę dokonać wodowania. A po nim malowanie i nadanie nazwy OKIJA. Zastanawiałem się nad nazwą i wtedy żona zaproponowała, że nazwiemy łódź słowem, które pierwsze wypowie nasz półtoraroczny synek. No i jest nazwa, oryginalna, prawda? 🙂 Martwi mnie tylko rozmiar śruby – około 30mm i duży skok, muszę zatem pomyśleć o mniejszej.

Łódź zwodowana. Na wodzie zachowuje się jak paralityk w czasie ataku, zatem nie spełniła moich nadziei. Czas zatem zbierać fundusze na kadłub laminatowy klasy ECO400 – fotki 30-33.

boat1.jpg boat2.jpg boat3.jpg
boat4.jpg boat5.jpg boat6.jpg
boat7.jpg boat8.jpg boat9.jpg
boat10.jpg boat11.jpg boat12.jpg
boat13.jpg boat14.jpg boat15.jpg
boat16.jpg boat17.jpg boat18.jpg
boat19.jpg boat20.jpg boat21.jpg
boat22.jpg boat23.jpg boat24.jpg
boat25.jpg boat26.jpg boat27.jpg
boat28.jpg boat29.jpg boat30.jpg
boat31.jpg boat32.jpg boat33.jpg

"Proście, a będzie wam dane."

Czy znacie kogoś, kto ma problem z braniem? Z pozoru dziwne pytanie. Jest wokół mnie kilka osób, które nie potrafią brać nawet wtedy, gdy taka pomoc może ułatwić im życie, a darczyńcy sprawić przyjemność. Zdawałoby się, iż jest to tylko ich, jako obdarowywanych, problem. Otóż nie. Gdy nie otrzymuję czegoś o co proszę, to jest to dla mnie sytuacja dyskomfortowa, ale nie musi mieć długotrwałego złego wpływu na moje samopoczucie. Gdy jednak spotykam się z odmową przyjęcia prezentu lub pomocy może oznaczać to, że:

-obdarowywany nie ufa mi i nie chce czuć się wobec mnie zobowiązany (osobiście unikam przyjmowania pomocy i prezentów od osób, którym nie ufam)

-obdarowywany jest chorobliwym materialistą i czymś niestosownym jest dla niego przyjęcie prezentu/pomocy

-obdarowywany ma problemy natury emocjonalnej i wybujała ambicja lub kompleksy każą mu osiągać cel tylko opierając się o własne zasoby, nawet jeśli to oznacza drogę wyboistą i okrężną.

Szczególnie bolesne jest, gdy nasz przyjacielski gest odrzuci ktoś, kogo uważamy za przyjaciela i komu sami wiele zawdzięczamy. A czym byłby ten świat i jak wyglądałoby życie na nim bez wzajemnego wspierania się?

Pozdrawiam

PiotrP

„Proście, a będzie wam dane.”

Czy znacie kogoś, kto ma problem z braniem? Z pozoru dziwne pytanie. Jest wokół mnie kilka osób, które nie potrafią brać nawet wtedy, gdy taka pomoc może ułatwić im życie, a darczyńcy sprawić przyjemność. Zdawałoby się, iż jest to tylko ich, jako obdarowywanych, problem. Otóż nie. Gdy nie otrzymuję czegoś o co proszę, to jest to dla mnie sytuacja dyskomfortowa, ale nie musi mieć długotrwałego złego wpływu na moje samopoczucie. Gdy jednak spotykam się z odmową przyjęcia prezentu lub pomocy może oznaczać to, że:

-obdarowywany nie ufa mi i nie chce czuć się wobec mnie zobowiązany (osobiście unikam przyjmowania pomocy i prezentów od osób, którym nie ufam)

-obdarowywany jest chorobliwym materialistą i czymś niestosownym jest dla niego przyjęcie prezentu/pomocy

-obdarowywany ma problemy natury emocjonalnej i wybujała ambicja lub kompleksy każą mu osiągać cel tylko opierając się o własne zasoby, nawet jeśli to oznacza drogę wyboistą i okrężną.

Szczególnie bolesne jest, gdy nasz przyjacielski gest odrzuci ktoś, kogo uważamy za przyjaciela i komu sami wiele zawdzięczamy. A czym byłby ten świat i jak wyglądałoby życie na nim bez wzajemnego wspierania się?

Pozdrawiam

PiotrP