Klimaty cz. 11 AMUSED TO DEATH – ROGER WATERS

Ktoś zapytał mnie, czy wiem dlaczego rodzice nadali mi takie, a nie inne imię. Zdziwiło mnie ono i mocno zastanowiło. Nadając dziecku imię określamy jego funkcję w naszym życiu. Nie chodzi przecież tylko o brzmienie słowa, a o skojarzenia z kimś kogo lubimy, postacią literacką, naszymi wyobrażeniami… Moje pojawienie się miało uratować małżeństwo. Plan nie powiódł się. Z czasem nabrałem przekonania, że tylko ja sam mogę wyznaczyć sobie drogę. Zmieniłem imię.
Podobno jestem idealistą, podobno wierzę w to, że płatki róż spadają na głowy nic nie podejrzewającym przechodniom. Podobno…
Powołując do życia nową istotę stajemy się na moment bogami życia. I tylko od nas zależy, czy nie staniemy się złośliwymi bożkami wyznaczającymi innej istocie rolę, która już na zawsze rzutować będzie na jej los. To tak jakby noworodkowi powiedzieć: „Witaj, jesteś tu po to, bym miał wsparcie na starość” albo „Witaj, jesteś tu, by Twój starszy brat miał się z kim bawić”. A może: „Cześć, jesteś by ratować nasze małżeństwo”. Nie najlepszy pomysł. Co zatem można powiedzieć? Nic. Dobrym powodem jest „bo tak wyszło”, „bo tak czułem”. Bo wbrew słowom Rogera Watersa bogowie nie zawsze dostają to, czego pragną.

Wiadomości z Osetii

Mój synek bardzo emocjonalnie reaguje na oglądane w TV bajki. Gdy bohaterowi kreskówki wydarzy się coś niemiłego, to Jędruś jest smutny, a nawet płacze. Zadziwia mnie to, gdyż mam do czynienia z empatią w czystej, wrodzonej postaci.
Niestety, z wiekiem większość z nas zatraca tę cechę. Można rzec, że świat dorosłych jest ubogi we współodczuwanie i to zarówno na poziomie jednostki jak i zbiorowości. Przykładem są obecne wydarzenia w Gruzji. Doprawdy trudno jest mi wyobrazić sobie koszmar przerwanej przez wojnę normalności; koszmar życia zdominowanego przez strach, cierpienie i śmierć. Nie ma dla mnie znaczenia racja żadnej ze stron konfliktu – historia uczy, że kosztem zwykłych zjadaczy chleba załatwiane są interesy możnych tego świata. Ci nie znają współczucia.

"Ja jestem macho" :)

Na plotkarskim portalu zobaczyłem fotkę mężczyzny wytaczającego się z super auta (chyba Lamborgini). Tak tak, wytaczającego się, a nie wysiadającego. Być może użyty czasownik sugeruje niektórym z Was, że ów człowiek zażył ognistego trunku i dlatego miał kłopoty z poruszaniem. Otóż nie. Trzeba mieć dużo samozaparcia i ekonomiczną budowę ciała, by swobodnie użytkować ten cud techniki. Lub pracować w cyrku jako człowiek-guma. 🙂 Czemu zatem służą takie super auta, skoro jego wartość użytkowa poza torem wyścigowym jest tak niska? Przychodzi mi do głowy jedno słowo – prestiż. Za naturalną uważam potrzebę akceptacji ze strony otoczenia. Miło też jest być podziwianym. Jednak ów podziw, tę zauważalność w stadzie można zdobyć na różne sposoby – bądź poprzez bycie osobą niebanalną, bądź też strosząc piórka. Często ten drugi sposób idzie w parze z problemami z samooceną, a zawsze z wysokimi kosztami. I nie chodzi tylko o koszty finansowe – czyż znoszenie niewygód wspomnianego wozu warte jest wywołanego efektu. I na kim można zrobić wrażenie w ten sposób? Zatem nie wezmę wysokiego kredytu w banku, by postawić przed domem machowóz, sąsiedzi lubią mnie i bez tego. 🙂

Pozdrawiam słonecznie

„Ja jestem macho” :)

Na plotkarskim portalu zobaczyłem fotkę mężczyzny wytaczającego się z super auta (chyba Lamborgini). Tak tak, wytaczającego się, a nie wysiadającego. Być może użyty czasownik sugeruje niektórym z Was, że ów człowiek zażył ognistego trunku i dlatego miał kłopoty z poruszaniem. Otóż nie. Trzeba mieć dużo samozaparcia i ekonomiczną budowę ciała, by swobodnie użytkować ten cud techniki. Lub pracować w cyrku jako człowiek-guma. 🙂 Czemu zatem służą takie super auta, skoro jego wartość użytkowa poza torem wyścigowym jest tak niska? Przychodzi mi do głowy jedno słowo – prestiż. Za naturalną uważam potrzebę akceptacji ze strony otoczenia. Miło też jest być podziwianym. Jednak ów podziw, tę zauważalność w stadzie można zdobyć na różne sposoby – bądź poprzez bycie osobą niebanalną, bądź też strosząc piórka. Często ten drugi sposób idzie w parze z problemami z samooceną, a zawsze z wysokimi kosztami. I nie chodzi tylko o koszty finansowe – czyż znoszenie niewygód wspomnianego wozu warte jest wywołanego efektu. I na kim można zrobić wrażenie w ten sposób? Zatem nie wezmę wysokiego kredytu w banku, by postawić przed domem machowóz, sąsiedzi lubią mnie i bez tego. 🙂

Pozdrawiam słonecznie