Układ

Jemma Griffiths w piosence They pyta kim i gdzie są ONI ? osoby i grupy mające wpływ na życie innych. Na każdym poziomie życia społecznego mamy do czynienia z układami ? od układów międzyludzkich (na przykład w małżeństwie, pracy…), poprzez układy korporacyjne, aż do polityki zagranicznej państw. Mimo tak dużej rozpiętości obserwowanych poziomów wysnuwam przypuszczenie, iż cierpienie jednostki/jednostek pojawia się wtedy, gdy w danym układzie pojawia się zależność jednej ze stron nad drugą. Zatem zamiast układu partnerskiego, opartego na wspólnym dobru i jednolitych celach pojawia się egoistyczna dominacja, która prowadzi do relacji paraniewolniczych, a nawet niewolniczych.
Wiele przykładów z życia zdaje się potwierdzać ową teorię. W mikroskali dobrym przykładem są układy małżeńskie, w naszej kulturze często oparte na dominacji mężczyzny. Gdy dominacja owa przekracza standardy ról społecznych przypisanych żonie i mężowi (ona opiekunka ciepła domowego, on żywiciel obrońca) dochodzi do odindywidualizowania jednego z małżonków i relacji niemal niewolniczych. Co ciekawe ofiara ucisku często godzi się ze swym losem przyjmując bierną postawę ? a to z przyzwyczajenia, a to dla dobra potomstwa, a czasem zwyczajnie z niezaradności i strachu przed samodzielnością. O zgrozo spotkałem się z uzasadnieniem finansowym godzenia się na małżeńską tyranię – „bo on zarabia więcej”!
W większej skali przykładem może być dominacja jednych państw nad drugimi. Tego tematu chyba nie trzeba rozwijać. Wystarczy przyjrzeć się historii wyboru samolotu F-16 dla Polskich Sił Powietrznych.
Według mnie w każdej skali najkorzystniejszym dla wszystkich uczestników układu jest wzajemny szacunek i zmierzanie do dobra wspólnego.  Ale to już zupełnie inna opowieść.

JEM – THEY

Who made up all the rules
We follow them like fools
Believe them to be true
Don’t care to think them through

I’m sorry so sorry
I’m sorry it’s like this
I’m sorry so sorry
I’m sorry we do this

And it’s ironic too
Cos what we tend to do
Is act on what they say
And then it is that way

I’m sorry so sorry
I’m sorry it’s like this
I’m sorry so sorry
I’m sorry we do this

Who are they
where are they
how can they possibly
know all this
Who are they
where are they
how can they possibly
know all this

Do you see what I see
Why do we live like this
Is it because it’s true
that ignorance is bliss

Who are they
where are they
how do they
know all this
I’m sorry so sorry
I’m sorry it’s like this

Do you see what I see
Why do we live like this
Is it because it’s true
that ignorance is bliss

who are they
where are they
how can they
know all this
And I’m sorry so sorry
I’m sorry we do this

Zaduszki

Zbliża się Dzień Wszystkich Świętych. Rewia mody cmentarnej, gra pozorów, żniwo dla handlarzy nekro-gadżetami, ale i przypomnienie o tych, którzy byli. I przypomnienie o tym, że i nas nie będzie. Dla wielu myśl o tym, co przecież nieuchronne, jest nie do zniesienia. Czy ta amnezja codzienna jest dobra dla nich? To zależy. Jeżeli świadomość przemijania i końca prowadziłaby do przerażenia, to lepiej zapomnieć, udawać, nie dopuszczać i odrzucać, by za życia nie położyć się w trumnie mentalnej, by nie zwariować. Niepamięć owa może być jednak powodem stagnacji dla tych, którzy wierząc we własną nieśmiertelność odkładają życie na później. A przecież czas nam tu dany jest krótki i w nim musimy zdążyć zrealizować marzenia i zaznać szczęścia. Jutra nie będzie!
Dwa momenty życia jawią mi się jako wyjątkowo przerażające i przepełnione samotnością – narodziny i śmierć. Nie bez powodu noworodek wita świat wrzaskiem. Do tej pory utulony w miękkim i ciepłym posłaniu słyszał kojące bicie serca matki i stłumione głosy z zewnątrz, by po chwili znaleźć się w chaosie i zimnie.
Zbyt często dotykałem śmierci – w pracy, w rodzinie, w życiu. Nie ma ona w sobie nic z lirycznej opowieści artystów. Światła nie przygasają, brzozy nad konającym żołnierzem nie wirują, białe dymki dusz nie unoszą się, a świat nie spowalnia biegu. Śmierć jest prosta i brutalna. Sina i zimna, pełna wydzielin, charczenia. I ten dziwny zapach, jak gdyby strach wydzielał woń. W poczuciu bezsilności i niesprawiedliwości także nie ma romantyzmu. Najgorsza jest jednak dogłębna samotność. Choćby tłum przyjaznych ludzi towarzyszył konającemu, to na drugą stronę przechodzi on zupełnie sam.
Druga strona. Czy tam coś jest? Cierpliwości, dowiemy się. 🙂

Wojna samolotowa

Nigdy nie przyszło mi do głowy kibicowanie któremuś z bijących się pod sklepem monopolowym kloszardów. Bójka taka znacząco różni się od zmagań sportowych bokserów czy karateków. Nie tylko stylem, ale także motywacją. Obserwując z wielkim zdziwieniem ostatnią odsłonę konfliktu między premierem i prezydentem odnoszę wrażenie graniczące z pewnością, że poziom ich wymiany ciosów, choć tak różny technicznie, niczym nie różni się od stylu i motywacji czcicieli tanich win. A jednak dotarła do mnie informacja, która sprawiła, iż jeden z uczestników burdy wydał mi się żałośniejszy od drugiego. Jak donosi Gazeta.pl:

Na kilka minut przed rozpoczęciem obrad premier Donald Tusk i prezydent Lech Kaczyński zasiedli obok siebie. Po kilku minutach miejsce Kaczyńskiego zajął minister Rostowski, bo rada zajęła się tematami finansowymi. Prezydent wyszedł.

Cóż to oznacza? Że mały (duchem) zakompleksiony człowieczek rozpętał burzę, wydał masę publicznych pieniędzy, by… pokazać się. I powinienem współczuć człowiekowi, który ma tak duży problem z samym sobą, gdyby nie to, że chybiona terapia odbywa się kosztem całego kraju. 🙁

Brukselska uprzejmość

Zbiegły się dzieci z całego podwórka. -Chłopaki, choćta, biju siem! ? krzyczą radośnie długi Antek i mały Przemek. I rzeczywiście tumult był taki, że piaskownica zatrzęsła się w posadach, a drewniane burty trzeszczały pod naporem skłębionych ciał. Regularna bitwa dwóch hersztów ? Kiełkowskiego i Gęsińskiego ? zwróciła uwagę nauczycielek. Czym prędzej podbiegły do zgromadzonych i z mistrzowską wprawą rozdzieliły walczących znanym od wieków chwytem pedagogicznych sztuk walki – Zau-cho.
-O co poszło? – spytała zirytowana pedagog? pedagorz? wychowawczyni.
-A bo szem pani Kiełek powiedział, że tylko on i chłopaki z jego bandy będą w trójce klasowej – zgodnie z prawdą wyjaśnił Antek.
-Gupi jesteś ? błyskotliwie zaoponował Tomcio Arabek ? wasze jest boisko, a nasza klasa? a trójka siedzi w klasie!
-Dość tego, znajdziemy sposób. Od dziś w skład trójki klasowej będą wchodziły cztery osoby, was trzech i Gęsiński ? głosem nie znoszącym sprzeciwu oznajmiła nauczycielka.
Mali brojarze rozeszli się w swoje strony. Tylko druga z pań ze zdumieniem przypatrywała się pustej piaskownicy.
-Czterech hultajów zamiast trzech? Jesteś pewna? ? spytała z niedowierzaniem.
-Pomyśl, tych trzech naciskałoby na nas, przekładało klasówki, pyskowało, organizowało dyskoteki. W czwórkę zajmą się sobą. A gdy oni będą się spierać, to my? – wypowiedź dokończyła szelmowskim uśmiechem.

Chip, chip, hurra

Z niepokojem obserwuję proces, który w większym stopniu może dotyczyć pokolenia mojego synka niż mojego. Oglądając Discovery Chanel natknąłem się na reportaż o ludziach z wszczepionymi chipami identyfikacyjnymi. Docelowo urządzenia takie mają pełnić funkcję dowodu osobistego, nadajnika pozwalającego na odnalezienie osoby w każdym miejscu na świecie, karty kredytowej, pamięci stanu zdrowia i wielu innych danych dotyczących nosiciela. Wydawałoby się, że to bardzo pożyteczne i wygodne urządzenie. Jest tylko jedno ALE ? organizacja obsługująca, czy raczej nadzorująca system informatyczny będzie miała nieograniczoną wręcz kontrolę nad ?nosicielami?. Namiastkę tego, co to oznacza dla ludzkości mamy już dziś.
Wokół jest masa kamer, w praktyce można podsłuchiwać rozmowy telefoniczne programami reagującymi na określone ciągi słów, jesteśmy prześwietlani na lotniskach, a w wielu państwach zarówno zachodu jak i wschodu ograniczane są prawa jednostki w imię bezpieczeństwa i walki z terroryzmem. Magiczne słowo ?bezpieczeństwo? to obecnie słowo wytrych, sprawiające iż współczesną politykę można nazwać erą straszenia wyborców. Czy rzeczywiście jest bezpieczniej? Nie! Tylko gruntowne przebudowanie systemów politycznych na rzeczywiście demokratyczne może doprowadzić do zmian moralnych przy jednoczesnym liberalizmie życia społecznego, czy raczej przy jednoczesnym wzmacnianiu modelu obywatelskiego. Ale na tym elitom politycznym w rzeczywistości nie zależy, bo straciłyby narzędzie kontroli.
Owa wszechobecna kontrola systemu nad jednostkami w połączeniu z postępującym odintelektualnieniem mas (np. za sprawą szkolnictwa i TV) prowadzi nieuchronnie do średniowiecznego modelu układów społecznych. A wtedy nie będzie już opozycji, ruchów społecznych i rzetelnej świadomości wyborczej.

Jest jednak obszar trudny do kontrolowania, oaza wolnomyślicieli – sieć.

Dopisane 10.10.2008

Niejako na potwierdzenie moich obaw w Onecie pojawił się artykuł, którego część zacytuję:

„Kongres Stanów Zjednoczonych rozpatruje zarzuty wobec Narodowej Agencji Bezpieczeństwa, która rzekomo podsłuchiwała obywateli amerykańskich mieszkających poza granicami kraju. Przedstawiciele komitetów nadzorujących Kongresu poinformowali, że taka praktyka obejmowała między innymi oficerów wojskowych przebywających w Iraku, którzy dzwonili do swoich przyjaciół oraz rodzin w Stanach Zjednoczonych.

Oskarżenia te zostały wysunięte wczoraj wieczorem w informacjach telewizyjnych przez dwoje byłych pracowników wojskowych zajmujących się działalnością podsłuchową w armii.

Program inwigilacji terrorystów, wprowadzony przez administrację Busha, pozwala służbom wywiadowczym monitorować rozmowy telefoniczne prowadzone między Stanami Zjednoczonymi a innymi państwami, bez nakazu sądowego. Służby mogą to robić tak długo, jak długo jedna ze stron prowadzących rozmowę może być uznana za osobę podejrzaną o działalność terrorystyczną.

Adrienne Kinne, biegle znająca język arabski, pracowała kiedyś dla amerykańskich rezerw wojskowych, a teraz powiedziała ABC News, że Narodowa Agencja Bezpieczeństwa (National Security Agency ? NSA) podsłuchiwała rozmowy prowadzone przez amerykańskich wojskowych, dziennikarzy oraz pracowników agencji pomocowych. Podsłuchiwani przebywali za granicą, ale rozmawiali „o prywatnych, osobistych sprawach z Amerykanami, którzy ? w żaden sposób ? nie są związani z działalnością terrorystyczną”.