Samoocena

Dlaczego tak wiele osób ma problemy z zaniżoną samooceną?

W przedszkolu opiekunka zorganizowała konkurs. Dzieci z zawiązanymi oczyma miały odgadywać, jakie przedmioty wsunięto im do rąk.  Komentarze wychowawczyni – „Jasiu na pewno nie zgadnie” i „Julcia poradziłaby sobie, ciekawe czy Asia też” – według mnie mogą przynieść skutek odwrotny od zamierzonego, a więc zdemotywować dzieci. Wypowiedziane przez autorytet mogą także zapisać w dzieciach negatywne informacje na własny temat. Scenka ta przypomniała mi klimat mojej szkoły podstawowej. Tak zaczyna się łańcuszek niskiej samooceny, o którym napiszę niebawem.

Kocia wolność

Podwórko, na którym się wychowywałem pełne było kotów. W większości dzikie, wiodły swoje kocie życie obok naszego. Z czasem to współistnienie przerodziło się w ciekawość, a ta w sympatię. Nocami dokarmiałem je. Schodziły się zatem w letnie noce przed moje okno z coraz większą ufnością. Jedna z odważniejszych samic oswoiła się na tyle, że wchodziła na parapet okienny. Od tej pory jej brzuszek nigdy nie był pusty. Pewnego ranka, gdy cały świat jeszcze spał, obudziła mnie miauczeniem. Gdy wyjrzałem przez okno okazało się, że przyprowadziła do mnie swoje kocięta. Pomyślicie, że zwariowałem, ale poczułem się zaszczycony. Jedna z jej córek była później stałym gościem w naszym domu. Nazwaliśmy ją Wścieklizną. Chyba trochę na przekór, bo była niezwykle przyjaznym pieszczochem.
Koty są miłe w dotyku, ładnie pachną i zazwyczaj są urocze. Ich sprężyste ciała – przystosowane do akrobatycznych wyczynów niedostępnych innym stworzeniom ? poruszają się płynnie, miękko, z gracją. Bywają też bardzo zabawne i figlarne. Są przy tym inteligentne. To, że nie można nauczyć ich aportowania, czy innych psich sztuczek nie wynika z braku talentu, a dużego poczucia niezależności. One nie są zainteresowane tego typu rozrywką. Właśnie ta niepohamowana wolność fascynuje mnie w kotach najbardziej.  Nawet te hodowane w domach chadzają własnymi drogami, mają swoje nawyki i nigdy do końca nie podporządkowują się woli właścicieli. Zdarzają się tak silne kocie osobowości, że można zastanowić się, czy to ludzie mają kota, czy kot ma ludzi. 🙂 Znałem koty, które mieszkały w dwu domach. Oczywiście ich ?właściciele? nie wiedzieli o sobie nawzajem. Uznawali, że zniknięcia pupilka na kilka dni to koci obyczaj. Nieprawdą jest jednak to, że koty nie przywiązują się do ludzi. Są oddane i hojne. Nieraz widziałem, jak przynosiły swoim wybrańcom złowione gryzonie i ptaki. Obrzydliwe? Nie w oczach futrzastego myśliwego. Ich tajemnicze oczy oczarowały niejednego artystę. A ich bliskość chroni nas przed plagami gryzoni, z którymi przybywają choroby. Pomyślcie o tym zanim na widok kota skrzywicie się z niechęcią.

Ważniak

Czasem mężczyzna musi pokazać światu, jak dobrze radzi sobie w swoim środowisku naturalnym. No może nie całemu światu, a grupie przyjaciół. I nie w dżungli dzikiej i niebezpiecznej, czy choćby w lesie gęstym, a spokojnym miasteczku. Niezależnie od okoliczności efekt takowej bufonady łatwy jest do przewidzenia – żenada i śmieszność.
Wkradliśmy się na ostatnie, niewykorzystywane piętro nowo wybudowanej części wielkiej plebanii. Po omacku poznawaliśmy labirynt korytarzy o surowych ścianach i puste, pachnące zaprawą pokoje. W mroku wyłonił się otwór drzwiowy, lecz bez drzwi. Ciekawe co jest w tej czarnej czeluści. Podszedłem bliżej i niezbyt oryginalnie zawołałem „echo”. Zewsząd usłyszeliśmy odbite od gołych ścian „echoooo”. Podniosłem znaleziony na betonowej podłodze kamyk i rzuciłem w otchłań. Nie usłyszałem dźwięku upadku. Dumnie wypiąłem pierś do przodu i z szelmowską miną warszawskiego cwaniaka zawyrokowałem: „To jakiś długi korytarz”, po czym zdecydowanym ruchem wszedłem w nieznane. Błysk tysiąca piorunów rozświetlił świat. Gdy oprzytomniałem na mojej głowie pulsował olbrzymi guz, a przyjaciele zanosili się od śmiechu. Później dowiedzieliśmy się, że tajemniczy otwór, to zamurowane przejście do starej części plebanii.

Jesienna nostalgia w dwu odsłonach

Jako nastolatek bardzo interesowałem się historią, zwłaszcza mojego miasta. Nie pociągały mnie daty, ważne wydarzenia polityczne, a codzienność sprzed wieków. Spacerując ulicami czułem niemal obecność dawnych mieszkańców. Każdy dotknięty zabytek był jak magiczny przedmiot, świadectwo istnienia tych, którzy odeszli. W moim ukochanym Chełmnie wrażliwość odbiorcy pozwala na łatwe odczuwanie współistnienia teraźniejszości i światów już minionych. Oglądając zdjęcia sprzed wieku rozpoznajemy nie tylko architekturę, ale także detale życia codziennego ? płoty, szyldy, bramy i kute klamki. Szczególnie ciekawe wydają mi się ślady niemieckich mieszkańców miasta, gdyż dotyczą nie tylko innych czasów, ale także innej kultury. Aby dotknąć czasów zamierzchłych wystarczyło udać się do Góry Św. Wawrzyńca ? pierwszej lokalizacji miasta ? by na polu odnaleźć łupki glinianych naczyń, fragmenty wisiorów, czy kościanych grzebieni.
Dziś podobną fascynację wywołują u mnie losy poszczególnych ludzi. Każdy człowiek ma swoją opowieść wartą wysłuchania. Każdy człowiek (niezależnie od pozycji i majątku), to szereg zdarzeń, emocji, uczuć: miłości, nienawiści, wierności, zdrady, sukcesów, porażek, zwycięstw i przegranych. Patrząc w oczy przechodniom zastanawiam się, jaka historia kryje się za nimi.

Jadąc rano do pracy przez most na Wiśle poprzez poranną mgłę dostrzegłem piaszczyste wysepki oblężone przez ptaki. Zastanowiło mnie dlaczego nocują w tak chłodnym i wilgotnym miejscu, podczas gdy na suchym lądzie jest dużo przyjemniej. Po chwili przyszło olśnienie – czują się bezpiecznie tam, gdzie nie podejdzie żaden drapieżnik – kot, pies, czy lis. Podobnie bywa z ludźmi. Tylko, że oni nie mają skrzydeł, by rankiem odfruwać z wyspy.

Skóra, fura i komóra

W różnych czasach różne atrybuty towarzyszyły mężczyźnie. Chyba najstarszym znanym jest maczuga, później broń wszelaka nie zawsze do walki służąca, rumak wierny i bardziej nowoczesne środki lokomocji, czyli wszystko to, co zdaje się oznajmiać – Patrzcie kobiety, jam jest samiec co się zowie!? 🙂 Marnej kondycji była męskość jeszcze dekadę temu, skoro jej oznaką był mały, plastikowy gadżet – telefon komórkowy. Bawiła mnie owa moda, a zwłaszcza jeden z jej wyznawców. Dnia pewnego zadzwonił przy mnie do wspólnego znajomego: „Waliza? Cześć. Słuchaj, jadę jutro na szkolenie i tam laski są niezłe. Weź ty zadzwoń do mnie o jedenastej, bo akurat będę miał z nimi zajęcia”.  Najwyraźniej podryw „na komórę” był na tyle skuteczny, że wyrobił w nim nawyk – do dziś na widok panien ponętnych przychodzi nań ochota na rozmowę telefoniczną. Oczywiście z obowiązkową pozą „łokciem na zewnątrz”. 🙂
Pół roku temu zabytkowy już niemal aparat zamieniłem na nowoczesny z kamerą. Jej działanie sprawdzałem w pracy na kolegach. Niedawno odkryłem w telefonie te fotki, o których istnieniu zapomnieli już także fotografowani. Idealna okazja do robienia psikusów. Dla przykładu jedną z „ofiar” uchwyciłem z dumnie trzymaną w ręku kartką. Naniosłem na niej nowy napis: „Oświadczam, że całą wypłatę przeznaczam na ciasto dla kolegów z pracy”. Innego kolegę  uwieczniłem w czasie zapinania rozporka. Dorobiłem więc „chmurkę” i wypełniłem ją myślą: „Cholerka, gdzie on jest?!” Oczywiście plakaty te trafiały na tablicę ogłoszeń ku uciesze załogi.

Nowe prawo

Na jednym z portali ukazała się informacja: ?Polska, wzorem innych krajów na świecie, będzie miała prawo antyterrorystyczne – zbiór specjalnych przepisów do zwalczania zagrożeń terrorystycznych. I będzie to prawo restrykcyjne – wynika z informacji „Dziennika”.
Pozwoli służbom swobodniej inwigilować i zatrzymywać podejrzanych bez wyroku sądu na co najmniej 72 godziny. Chociaż nie dopuści do stosowania tortur, to prawdopodobnie umożliwi wywożenie podejrzanych do państw takich jak np. Egipt, gdzie tortury przy przesłuchaniach mogą być stosowane.”
Znamiennym jest, że pod tym tekstem znalazł się baner z nagłówkiem: ?Pamiątki po PRL-u?
W kraju, w którym nie ma terroryzmu wprowadzenie takiego prawa to rzeczywiste zagrożenie dla swobód obywatelskich. Zwłaszcza, że pod pojęciem terroryzmu można rozumieć wszelkie działania skierowane przeciwko władzom.
Kto zatem w Polsce jest potencjalnym terrorystą? Pani jest, pan jest i pani też.

Czarny humor

W Chełmnie są dwa cmentarze – stary i nowy. Co roku pierwszego listopada wędrowaliśmy z grupą przyjaciół na nocną wyprawę po starej nekropolii. W blasku tysięcy zniczy miejsce to zamienia się w mroczną, ale piękną krainę. W tym roku wraz z przyjacielem postanowiliśmy uwiecznić ów widok na fotografiach. Zatrzymawszy się w dogodnym miejscu kolega zaczął rozstawiać statyw fotograficzny informując mnie o tym słowami: „Tutaj się rozłożę”. Przekornie stwierdziłem: „Albo na nowym cmentarzu”. 🙂