Skóra, fura i komóra

W różnych czasach różne atrybuty towarzyszyły mężczyźnie. Chyba najstarszym znanym jest maczuga, później broń wszelaka nie zawsze do walki służąca, rumak wierny i bardziej nowoczesne środki lokomocji, czyli wszystko to, co zdaje się oznajmiać – Patrzcie kobiety, jam jest samiec co się zowie!? 🙂 Marnej kondycji była męskość jeszcze dekadę temu, skoro jej oznaką był mały, plastikowy gadżet – telefon komórkowy. Bawiła mnie owa moda, a zwłaszcza jeden z jej wyznawców. Dnia pewnego zadzwonił przy mnie do wspólnego znajomego: „Waliza? Cześć. Słuchaj, jadę jutro na szkolenie i tam laski są niezłe. Weź ty zadzwoń do mnie o jedenastej, bo akurat będę miał z nimi zajęcia”.  Najwyraźniej podryw „na komórę” był na tyle skuteczny, że wyrobił w nim nawyk – do dziś na widok panien ponętnych przychodzi nań ochota na rozmowę telefoniczną. Oczywiście z obowiązkową pozą „łokciem na zewnątrz”. 🙂
Pół roku temu zabytkowy już niemal aparat zamieniłem na nowoczesny z kamerą. Jej działanie sprawdzałem w pracy na kolegach. Niedawno odkryłem w telefonie te fotki, o których istnieniu zapomnieli już także fotografowani. Idealna okazja do robienia psikusów. Dla przykładu jedną z „ofiar” uchwyciłem z dumnie trzymaną w ręku kartką. Naniosłem na niej nowy napis: „Oświadczam, że całą wypłatę przeznaczam na ciasto dla kolegów z pracy”. Innego kolegę  uwieczniłem w czasie zapinania rozporka. Dorobiłem więc „chmurkę” i wypełniłem ją myślą: „Cholerka, gdzie on jest?!” Oczywiście plakaty te trafiały na tablicę ogłoszeń ku uciesze załogi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.