Ważniak

Czasem mężczyzna musi pokazać światu, jak dobrze radzi sobie w swoim środowisku naturalnym. No może nie całemu światu, a grupie przyjaciół. I nie w dżungli dzikiej i niebezpiecznej, czy choćby w lesie gęstym, a spokojnym miasteczku. Niezależnie od okoliczności efekt takowej bufonady łatwy jest do przewidzenia – żenada i śmieszność.
Wkradliśmy się na ostatnie, niewykorzystywane piętro nowo wybudowanej części wielkiej plebanii. Po omacku poznawaliśmy labirynt korytarzy o surowych ścianach i puste, pachnące zaprawą pokoje. W mroku wyłonił się otwór drzwiowy, lecz bez drzwi. Ciekawe co jest w tej czarnej czeluści. Podszedłem bliżej i niezbyt oryginalnie zawołałem „echo”. Zewsząd usłyszeliśmy odbite od gołych ścian „echoooo”. Podniosłem znaleziony na betonowej podłodze kamyk i rzuciłem w otchłań. Nie usłyszałem dźwięku upadku. Dumnie wypiąłem pierś do przodu i z szelmowską miną warszawskiego cwaniaka zawyrokowałem: „To jakiś długi korytarz”, po czym zdecydowanym ruchem wszedłem w nieznane. Błysk tysiąca piorunów rozświetlił świat. Gdy oprzytomniałem na mojej głowie pulsował olbrzymi guz, a przyjaciele zanosili się od śmiechu. Później dowiedzieliśmy się, że tajemniczy otwór, to zamurowane przejście do starej części plebanii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.