Ptasiek

Szum na korytarzu. Dźwięki nerwowe, szybkie, mające w sobie coś niepokojącego. Wyszedłem. Sąsiedzi szorują schody. To niezwykłe w środku tygodnia. Poinformowali mnie, z niekłamaną dezaprobatą mojej postawy, o kolędzie. Przyjdzie ksiądz, klatka schodowa musi lśnić.
To tylko jeden, nader banalny, przykład wtulenia się w kraty cywilizacyjnej klatki. Bezrefleksyjne, wygodne trwanie w zastanym. Nieczęsto efekty bywają korzystne. Poza pozornym poczuciem bezpieczeństwa prowadzą do odmóżdżenia i zniewolenia. A charyzma, innowacyjność, postęp wynikają z wolności? a to wymaga odwagi i poczucia własnej indywidualności.
Kto zatem jest szaleńcem. Czy aby na pewno Ptasiek?

Mały astronom

Lubię płatać psikusy. Nie jest to jednak wrodzona złośliwość, a zemsta za lata niedoli. 🙂 Dzieciństwo u boku dorastających braci i ich kolegów bywa nieznośne. Razu pewnego, miałem wtedy może z pięć lat, brat i jego goście rozciągnęli rękaw kurtki celując nim w niebo i każdy po kolei podziwiał, patrząc przezeń, odległe planety i gwiazdy niczym przez teleskop. Zachwytów było przy tym i westchnień co niemiara. W końcu ubłagałem ich o dostęp do tego cudu techniki. Przykryli mnie kurtką jak osłoną starodawnego aparatu fotograficznego, naciągnęli rękaw i kazali wypatrywać Twardowskiego na księżycu. Wytężałem wzrok, ale nic nie  dostrzegłem poza czernią nieprzeniknioną. Nagle w oczy i twarz chlupnęła mi zimna ciecz, a wokół rozległ się gromki śmiech. Tak moja ciekawość ugaszona została szklanką wody.