Strach

Strach powinien być dla istot go odczuwających mechanizmem obronnym. Działa poprzez dwa kanały: instynkty i doświadczenie. Zarówno zwierzęta, jak i ludzie wyczuwają niebezpieczeństwa kryjące się w naturze i bez wcześniejszego kontaktu unikają istot posiadających barwy ostrzegawcze ? na przykład jaskrawe kolory mówiące o potencjalnej jadowitości. Doświadczając nieprzyjemnych bodźców uczymy się, by je unikać. Korzystamy też z doświadczeń innych ? np. ucząc się od członków rodziny. Niestety, bardzo często obserwuję rodziców, którzy swoje nieracjonalne lęki przekazują potomstwu i (o zgrozo!) takich, dla których strach jest najlepszą, bo najwygodniejszą metodą wychowawczą.  Gęsiej skórki dostaję, gdy słyszę: ?bo pan cię weźmie?, ?gwiazdor zbije cię rózgami?, ?nie idź tam, bo tam jest baba?? Za to bawi mnie święte zadziwienie owych geniuszy tym, że ich pociechy są zalęknione i boją się niemal wszystkiego. Szczytem głupoty była dla mnie scenka, w której dorośli straszyli dziecko dla zabawy!
Przeczytałem dziś, że rodzice wysyłają do stacji BBC skargi w sprawie niepełnosprawnej prezenterki. Twierdzą, że widok kobiety bez ręki straszy ich dzieci. Najwyraźniej sami mają z tym problem i przerzucają go także na dzieci, które na życie będą patrzyły przez pryzmat fobii i uprzedzeń tak, jak ich rodzice.

Kryzys

Kryzys, recesja, spowolnienie.  To już nie jest informacja medialna, to nalot dywanowy. Analitycy wychodzą z siebie, by uprzytomnić nam, ciemnej ludzkiej masie, w jakim niebezpieczeństwie się znajdujemy, po jak cienkim lodzie stąpamy. Paradoksalnie, jeśli im się to uda, to ciemna ludzka masa przestanie kupować, inwestować, obracać i przewracać? a trup wyskoczy z szafy z okrzykiem ?TADAM! Ten proces zresztą już się rozpoczął – kryzys to dobry pretekst dla dystrybutorów, by podwyższyć ceny produktów; pracodawców by ograniczyć zatrudnienie niezależnie od wyników firmy…
Czy powinniśmy bać się kryzysu? Cóż, w miarę własnych, niestety skromnych, możliwości przygotowuję się do niego. Jednak strach jest mi obcy. Odkąd sięgam pamięcią słyszałem o kryzysie, stagnacji i niezbędnych reformach. W latach siedemdziesiątych ważniejszym dla mnie był piasek w wiaderku niż sytuacja gospodarcza. Jednak lata osiemdziesiąte to już dostrzegalna, nawet przez dziecko, walka o przetrwanie. Kilometrowe kolejki, niedostatki jedzenia i opału, znoszone ubrania. I euforia po otrzymaniu darów ze zgniłego, kapitalistycznego zachodu. Pamiętacie smak tamtejszych cukierków i słonego masła? Ohyda! Nawet w czasie bumu lat dziewięćdziesiątych mówiło się o zaciskaniu pasa, kryzysie i balcerowiczowskich eksperymentach na żywym organizmie społecznym. Ostatnia dekada przyniosła ożywczy oddech gospodarki, lecz z drugiej strony pogłębiła dysproporcje społeczne, co wpłynęło na daleką od zadowolenia ocenę sytuacji gospodarczej przez społeczeństwo.
Kilkanaście dni temu Wyspy Brytyjskie sparaliżowane zostały przez kilkunastocentymetrową warstwę śniegu. Coś, co na nas nie robi wrażenia, zatrzymało nieprzystosowany naród w domach. Czy podobnie będzie z kryzysem? Świetnie odnajdujemy się w trudnych sytuacjach. Czy ponownie działki zapełnią się chlewikami, podwórka kurami, a piwnice klatkami z królikami? Mym ojcem kryzys, matką recesja, a bratem spowolnienie. Więc czegóż  nieznanego, my Polacy, mamy się bać?  🙂

Wyjście awaryjne

Istnieją różne – czasami zabawne, a czasami żenujące – sposoby pomijania kulturowych ograniczeń. Wszystkie one są jednak tym samym: oszukiwaniem samego siebie w celu zachowania zgodności z nabytymi w drodze socjalizacji  normami. Często normy te po kilkusekundowej refleksji stają się nic nie znaczącym absurdem. Uważam, że dla wielu osób takim wyjściem awaryjnym są akty. Ktoś, komu w dzieciństwie wpojono, iż nagość jest niestosowna bądź zła miota się między tabu i naturalnymi popędami. Jak poradzić sobie w erze wszechogarniającej internetowej nagości z rozedrganiem moralnym? Ależ to proste ? ubierając modelkę bądź modela w artystyczną woalkę. Lecz nawet intelektualne, czy może raczej pseudointelektualne, dysputy na temat gry świateł i dynamiki ujęcia nie ukryją szybszego oddechu, wypieków na twarzy i zapewne wzwodu tych „znawców sztuki”. Męczą się przy tym zarówno oglądający, jak i pozujący. Bo w czym lepszy jest widok kobiety w nienaturalnej pozie, z miną femme fatale, w półmroku, na szarym i nieciekawym tle od tej samej naturystki sfotografowanej na słonecznej, radosnej łączce?  Oglądając akty czuję niemal fizycznie niewygody, które musi znosić artystka. I jedyne, co przychodzi mi do głowy, to słowa: wyluzuj dziewczyno, wyluzuj, bo coś Ci zaraz pęknie. 🙂

Czarne motyle

Jest taki czas, gdy światy spotykają się.
Słońce pozostawia czerwony ślad tuż nad horyzontem. Mija upalny dzień, nadchodzi ożywczy chłód zmierzchu.

Wychodzę na taras. Z otwartych okien unosi się zapach zmęczenia niesiony przez dźwięki z głośników. Sąsiadka w zapomnieniu śpiewa miłosną pieśń. Wtórują jej piski jaskółek. Krążą między murami niczym na cyrkowej arenie. Ich skrzydła szumią tuż przy moich uszach. Gdy wychylam się przez barierkę, czuję ich powiew. Po chwili na szarym tle nieba pojawiają się nowi tancerze. Ich lot jest cichszy, a pozbawione piór ciała równie zwinne jak ich partnerek – nocni królowie nieba. Czerń przetacza się z wolna nad sceną. Kształty zlewają się w ruchu. Tancerze stali się ornamentami nieba? czarnymi motylami żyjącymi na skraju dwu światów.
Gdy spotykają się dwa żywioły ich mieszkańcy mogą być ozdobą nieba.

Słodko-kwaśna opowieść

Istnieją miliony takich planet, jak ziemia. Miliardy różnych istot na nich, biliony ich spraw i biliardy lat do końca wszechświata.

Istnieją miliony takich planet, jak ziemia, lecz świat jest taki, jakim go znasz. Innego nie ma, bo nienazwane nie istnieje. Jeśli zmieniasz coś w sobie, zmieniasz cały kosmos.
Miliardy różnych istot jest tak podobnych do Ciebie. Takie same radości, ten sam ucisk w mostku, gdy boli.
Biliony spraw, a każda równie ważna i zupełnie bez znaczenia zarazem. Pomyśl o tym, zanim przytłoczy Cię Twój garb. Znajdziesz spokój i wolność.
Biliardy lat do końca wszechświata, lecz Twoja wieczność to zaledwie mrugnięcie powiek. Nie trać szans.

W biurze

Do biura przyszły dwie kobiety. Od wejścia zauważyłem, że są radośnie nastawione do życia, bo frywolnie żartowały. Jedna z nich miała do załatwienia jedną z tych spraw, które teoretycznie do załatwienia nie są. Tłumaczę, że nie będzie prosto, że nie powinienem… Kontrargumentowała stwierdzeniem, że jest bliską przyjaciółką mojego znajomego, pana Iksińskiego. Domyślając się sporych pokładów poczucia humoru zaryzykowałem. Zrobiwszy marsową minę wycedziłem przez zęby: ?Iksiński?! Nie lubię go! Jak go pani spotka, to proszę mu przypomnieć, że wisi mi kilka tysięcy, od kilku lat!? Biedaczka zamieniła się w purpurowe zmieszanie. Długo nie wytrzymałem powagi i wybuchnąwszy śmiechem uświadomiłem ?przyjaciółce znajomego?, że to tylko żart.  Wyszły rozbawione i z rozwiązanym problemem.

Malkontenctwo

Odkąd toruńskie pierniki ustąpiły miejsca pewnemu kontrowersyjnemu duchownemu, warszawska Syrenka cyrkowi na ulicy Wiejskiej, a z Jasia i Małgosi odpadła farba, nie ma już w świadomości nowych pokoleń symboli turystycznych. Tymczasem miasta na zgniłym zachodzie potrafią rozsławiać się (i zarabiać) na święcie dyni, muzeum Barbie, czy innych cudach natury.
Od kilku lat Chełmno promowane jest jako miasto zakochanych. W wielu miejscach pojawiają się ozdoby w kształcie serc. W parku zaprasza zakochanych przeznaczona dla nich ławka. Na innej – przy rzeźbie przedstawiającej narzeczonych – turyści robią pamiątkowe zdjęcia. Zwieńczeniem akcji są huczne obchody Dnia Św. Walentego. Z tej okazji organizowane są konkursy, koncerty, pokazy. W tym roku wydana zostanie okazjonalna moneta ?7 Walentynek Chełmińskich? i znaczki pocztowe. Pretekstem do takiej formy rozsławiania grodu jest znajdująca się w jednym z kościołów relikwia patrona zakochanych. Opinie turystów i wielu mieszkańców wskazują, iż jest to trafiona inicjatywa. Osobiście uważam, iż miło jest funkcjonować w scenografii przyozdobionej dobrze kojarzącym się symbolem. Niestety, jest też spore grono malkontentów, którzy mówią o przesadzie i kiczu. Nie przemawia do mnie argument w stylu ?Rzygam już tymi serduszkami?, zwłaszcza w ustach ludzi, którzy nie robią nic dla miejsca, w którym mieszkają.