Run Forrest, run

W powietrzu unosi się zapach wiosny. Po zimowym letargu – częściowo spędzonym na siłowni, a częściowo w łóżku z powodu nękających mnie przeziębień ? przygotowuję się do nowego sezonu. Kończę budowę nowego szybowca i zbieram siły do wiosennych treningów biegowych. O modelarskiej pasji możecie przeczytać w wielu miejscach tej witryny. Dziś przedstawię Wam króla wszystkich sportów.
Bieganie jest, poza chodzeniem, najnaturalniejszą formą aktywności fizycznej. Dlatego dużą wagę przywiązuję do wsłuchiwania się w swoje ciało w czasie treningu. Wybieram trasy, które oprócz odpowiedniej nawierzchni zapewniają mi świeże powietrze i przyjemne widoki. Wyjeżdżam zatem za miasto na miejsce startu. Należę do osób, które rozgrzewkę przed biegiem traktują po macoszemu ? kilka przysiadów, rozciągnięcie mięśni. Za to pierwsze kilometry pokonuję w ślimaczym tempie, pozwalając ciału wejść w nowy rytm i przygotować się do intensywniejszego wysiłku. Ten etap kończy się zaskakująco wyrazistym przypływem energii i chęci. Mimo odczuwanego zmęczenia i bólu mięśni pokonywanie kolejnych prostych i zakrętów, kolejnych ścieżek leśnych, kolejnych łąk sprawia dużo przyjemności. Rozkładam siły tak, by móc powrócić do auta, ostatnie 200-300 metrów przemierzając szaleńczym i  wyczerpującym sprintem.
Bieganie, oprócz oczywistych zalet uprawiania sportu, pozwala na odcięcie się od codzienności, relaksuje. Jest to też świetna okazja do zrobienia tego, na co na ogół ma się mało czasu –  podumania i posłuchania ulubionej muzyki, wręcz skupieniu się na niej. Muzyka zresztą ma wielki wpływ na mój sposób biegania ? nadaje rytm i motywuje. Styl w jakim biegam ukształtował się już w szkole podstawowej. Moja sylwetka jest prosta, pierś wypięta, a mięśnie działają wybiórczo ? pracują tylko te niezbędne w danym ruchu. Widziałem wiele razy przygarbionych i spiętych biegaczy ? jest to nieefektywne i kontuzjogenne.
Biegam 2-3 razy w tygodniu na dystansie 8km. Używam pulsometru Sigma PC-15 i  buty biegowe firmy Joma.
Zachęcam wszystkich do ruszenia w teren!

Kilka rad dla adeptów biegania:
-Uprawiając jakiś sport, warto przyswoić podstawową wiedzę na jego temat, na temat racjonalnego odżywiania, stosowanego sprzętu i procesów zachodzących w ciele w czasie treningu. Cudownym źródłem informacji jest Internet i prasa fachowa.
-Trening nie jest pokutą! Nie przesilaj się, nie próbuj dorównać innym. Może Cię to tylko zniechęcić. Niech bieganie przynosi Ci radość. Nawet jeśli na początku więcej maszerujesz niż biegniesz, to jest to stan przejściowy. Z czasem będziesz coraz sprawniejszy/a, a po kilku miesiącach wyciskanie z siebie siódmych potów będzie przynosiło doznania nie znane ?kanapowcom?.
-Biegaj w butach do tego przeznaczonych. Posiadają one systemy amortyzacji, stabilizacji, wentylacji. Dzięki temu unikniesz kontuzji.
-Jeśli to możliwe, to unikaj biegania po twardych nawierzchniach, np. asfalcie. Stawy tego nie lubią.
-Lepiej spisują się słuchawki z pałąkiem niż wciskane do uszu.
-Nie objadaj się na krótko przed treningiem. Ja jadam co najmniej godzinę przed bieganiem węglowodany o niskim indeksie glikemicznym.

POWODZENIA!

Proces twórczy

Zaczyna się od bezsennej nocy. Nie mogę zasnąć, wiercę się, mruczę coś pod nosem. W końcu wstaję, wertuję książki, buszuję po sieci, robię notatki i nieco spokojniejszy idę spać. Kolejne dni to rozrysowywanie wymyślonej konstrukcji, obliczenia, główkowanie. Jestem wtedy cichy, zamyślony, a kontakt z otoczeniem jest nieco ograniczony. Wtedy też zbieram materiały – biurko zapełnia się deskami, foliami, listwami… I pierwsze cięcia balsy, klejenie dociętych elementów, szlifowanie… sterta deseczek zamienia się w bryłę coraz bardziej przypominającą samolot. Po zamontowaniu elektroniki i napędów odbywa się pierwsze uruchomienie modelu w domu – to ważny moment. Ale najważniejszy jest dzień oblotu: marzenie (czy wręcz natrętna myśl) zrodzone w bezsenną noc zmaterializowało się w niemal żywą istotę, która porusza się, wydaje dźwięki i bardzo chce robić to, do czego była stworzona – latać. Z duszą na ramieniu i miękkimi nogami wypuszczam moje dziełko w przestrzeń i… o dziwo mój mechaniczny ptak lata. Zapominam o tym, że steruję nim za pomocą nadajnika; wydaje mi się, jakbym był połączony z samolotem telepatycznie. Czuję niemal fizycznie każdy powiew wiatru na skrzydłach. Czuję się wolny.