Bitwa Warszawska

Hordy najemników kipiały nienawiścią do obrońców. Bez znaczenia było, że to ich krajanie. Wszak nieprędko nadarzy się okazja, by urządzić sobie wojenkę, na której pokazać można wyższość swych w pocie i chemii ukutych mięśni nad ludem. Nic tak nie poprawia samopoczucia, jak w mordę dać, choćby i słabszemu. A by z czystym sumieniem w mordę dawać, trza nienawidzić. Nienawidzili zatem? dla zasady.
Obrońcy zaś, widząc te bestie kły szczerzące, swe kramy w fortecę zamienili. I w nich już krew kipieć zaczęła, wszak o byt własny walczyć mieli i sprawiedliwość ? jak im namiestnik dotychczasowy owych włości mawiał.
Wysłannik Zardzewiałej Damy (przydomek ów stąd się wywodzi, że zdawać by się mogła Żelaznej Damy uczennicą, gdyby nie głos skowyczący, jak z machiny piekielnej, rdzą pokrytej) znak dał bandzie opłaconej. Woje ci, choć przybyli tu ponoć wartę trzymać i terenu pilnować, w pełnym rynsztunku u bram stanęli, w tarcze i pały zbrojni – ot zapobiegliwość wielka w narodzie. Szturm przypuściwszy zdziwienia wielkiego doznali, bo kupiec, choć szkolony nie był i sztuki wojennej nie ćwiczył, to w codziennym trudzie i znoju charakter wyrobił, jak kowal stal hartowaną. Trwały tedy potyczki w obłokach gazu, krew i przekleństwa płynęły potokami, a diabeł ręce zacierał, bo dzień w którym Polak się hańbi dobrym jest dniem dla niego. Wysłannik Zardzewiałej Damy widząc, iż lud tanio skóry nie odda posiłki wezwał, wojska królewskie wzywając. Te przybywszy porządek siłą zaprowadzić musiały? tam, gdzie słowa mocy nie miały.

Przyglądając się relacjom telewizyjnym z eksmisji kupców z Kupieckiego Domu Towarowego w Warszawie starałem się dostrzec drugie dno ? to, co jest prawdziwą przyczyną owych zajść, a czego jako motłoch telewizyjny widzieć nie mamy. Ale jak poznać mechanizm bomby, gdy już tylko zgliszcza pozostały? Sposób jest prosty ? gdy nie wiadomo o co chodzi, to zawsze chodzi o pieniądze. Z jednej strony mamy zatem władze miasta mówiące o poszanowaniu prawa, z drugiej zaś kupców mówiących o sprawiedliwości? Niezupełnie. Mnie inny obraz wyłania się zza chmury gazu łzawiącego – góra złota w postaci terenu inwestycyjnego w centrum stolicy oraz tych, którzy do tej pory zarabiali na niej pieniądze i chcieliby taki stan utrzymać oraz tych, którzy chcą zarabiać na niej pieniądze. Kupcy zaś są pośrodku. Z jednej strony ktoś gra na ich uzasadnionym strachu o własny byt. Z drugiej strony zadufane władze mówią do wyborców w sposób urzędniczy, z pozycji silniejszego, co zaprzecza dialogowi. A przoduje temu pani prezydent miasta, mówiąca o pomocy dla posłusznych i pozostawieniu samym sobie zbuntowanych ? nieposłuszni będą ukarani? jak za dawnych czasów. Zaś propozycje nowych lokalizacji targowisk zwyczajnie mnie rozbawiły. Jedną z nich jest podwarszawski Nadarzyn. Cóż, może zamiast hali w centrum miasta przenieś kupców do Wólki Małej Z Małych Najmniejszej?
Niepokoi mnie, że demokratyczna (?) władza w imię dobra ogółu nie szanuje własności jednostki (skąd my to znamy, czy aby nie z czasów słusznie minionych?), zachowując się jak król despotyczny: ?Dom swój – w rodzinie twej od dziada pradziada – opuścisz, bo tu drogę budować MY będę. Damy Ci sto dukatów, a jeśli nie przyjmiesz, bo jakoby to za mało, to siłą cię przegonimy.?
Od niedawna rodzina moja stała się kupiecką. W planach na lata następne przewiduje się przeniesienie targu miejskiego. Jeśli władze Chełmna wykażą się podobną arogancją i lekkomyślnością, jak stołeczne, to i mnie przyjdzie do boju stanąć. Nie dla wygranej, bo ta jest niemożliwa. Dla zasady.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.