RAZ, DWA, TRZY

Wieczór w małym urokliwym miasteczku, zaniedbanym i zapijaczonym. Zdaje się, że istniejącym tylko dzięki cieniowi, jaki rzuca wielki zamek. Na ciasnym ryneczku pod gwiazdami zebrali się chyba wszyscy mieszkańcy i nieliczni turyści. Zniecierpliwienie i podniecenie rosło we mnie wraz z pojawianiem się na scenie coraz to nowych instrumentów. Wreszcie światła błysnęły, a z głośników popłynęła muzyka. Ta spokojna, kołysząca mną niczym wiatr drzewem nad jeziorem doznań, i ta żywsza, dodająca energii? zwłaszcza nogom.  Moje myśli podążały za melodiami jak zahipnotyzowane. I za tekstami, pełnymi mądrości i wyszukanymi w swojej prostocie. Śpiewanymi głosem o barwie lirycznej i w sposób tak naturalny, jakby tworzenie muzyki było niczym oddychanie. Jedyne, czego mi brakowało w tym koncercie, to mojej ulubionej piosenki o Czarnej Inez.

Raz Dwa Trzy
Czarna Inez
Na wielu śliskich parkietach
przy wielu nadzianych facetach
tańczyła ona motyl kobieta
królowa seksu i łez
Czarna Inez

a potem pojawił się on
piękny jak anioł jej ramiona
zadrżały tak że on
białą śmiercią mógłby w niej skonać
całą w królowej seksu i łez
w Czarnej Inez

biały był ból który przeszył ją
i nóż w jednej chwili błysnął
w sercu motylim
pył ze skrzydeł i krew na mankietach
on z królową nieruchomą
z królową seksu i łez
z Czarną Inez

20090829_4759.jpg 20090829_4806.jpg

O smoku Pieczarze

W najdalszych krańcach świata gród owy sławny był ze swej urody, bogactwa i życzliwości mieszczan. Kopuły świątyń złotem się mieniły na tle białych, jak śnieg domów. Trakty szerokie, a na nich konni i wozy tak gęsty ruch tworzyły, że pieszy trudność z przejściem na drugą stronę miewał. Zaś w samym centrum rynek wielki marmurem wykładany, z ratuszem co zdał się być ósmym świata cudem. Tu krzyżowały się szlaki handlowe, tu port morski egzotyczne statki przyjmował, tu też w domu warownym najznamienitsze rycerstwo przebywało. Prosperita owa  lata długie by trwała, gdyby nowy mieszkaniec do miasta nie zawitał. W dzień ponury tak bardzo, że nocą się zdawał, ryk potężny nad miastem się rozległ, a w powietrzu czuć było zapach siarki i stęchlizny. Spojrzawszy w niebo przerażeni mieszkańcy cień wielkiej, skrzydlatej bestii ujrzeli, o trzech łbach jaszczurczych, cielsku niczym dom wielkim, szponach jak kotwice okrętowe i skrzydłach, co zdawały się dwu krańców nieba dotykać. W klifie morskim pieczara prastara lęk budziła za sprawą mroku, chłodu i legend, z ust do ust opowiadanych. W niej to stwór podły zamieszkał i z niej wypady rabunkowe na miasto czynił. Dachy z domów zdzierał, konie z jeźdźcami porywał, wozy przewracał i ogniem pluł na kościoły. Wielkie szkody czynił i strach, tedy mer miasta nagrodę wyznaczył dla śmiałka, który smoka pokona i wolność przywróci. Zastępy rycerzy z kraju i z zagranicy przybywały, by chwałę zdobyć lub zginąć chwalebnie. I ginęli, w pojedynkę i zastępami całymi. Gad uciechy przy tym miał co niemiara, bo to i rozrywka i pokarm mięsisty, a i zbroje niczym witaminy mu służyły, jako że łuski jego z metalu były. Gdy odwaga zbrojnych czmychnęła jak mysz przed kotem, nadzieja wraz z nią odeszła. Wtedy mer prześcieradło na kij nabił i z flagą taką do groty poszedł. Trzy łby z niej wystawały, a każdy pięcioro oczu miał, nozdrza jak u konia i kły mieczom podobne. Cielsko mchem porosłe jak grzyby śmierdziało. Pieczarem bestię ludność nazwała, lecz po wiekach nikt już nie wie, czy z powodu zapachu owego, co pieczarki na myśl przywodził, czy dlatego, że domem dlań pieczara była. Włodarz całą swą odwagę zebrawszy ukłonił się i głosem błagalnym przemówił:
-Bestio okrutna, z krain dalekich przybyła, czemuż to śmierć i zniszczenie nam niesiesz? Czemuż spokoju strapionym nie dasz? Czegóż chcesz od nas? Jak cię udobruchać, byś żyć nam dała? Złota chcesz? Jadła?
Pieczar dwa z trzech łby podniósł, groźnym wzrokiem spojrzał na małego człowieczka, zdumiał się odwagą jego i rzekł głosem jednym z trzech paszcz:
-Jadła i bogactwa mi nie trzeba. Dzień za dniem spędzam w samotności i nuda mnie zżera. Dziewic mi trza! Dziewic, lecz nie na pożarcie.
Tu łypnął oczyma wszystkimi porozumiewawczo, łby na piachu położył i zasnął. Lecz merowi sen nie był dany. Całą noc nad żądaniem intruza myślał, a rano skrybie nakazał plakaty czynić, nawołujące dziewice miejskie do ofiary składania ze swej czystości,  dla ogółu dobra. Od dnia tego smok już miasta nie nawiedzał złowieszczo, lecz gościem w nim bywał. A to w budowie domu jako dźwig pomagawszy, a to w święta państwowe fajerwerki pluciem czyniąc.
Wieść o smoku, co dziewic nie pożera, rozniosła sie niczym błyskawicy światło. Rychło królowie z czterech stron świata naradę wielką odbyli i sposobu szukali na białogłów zatrzymanie, gdyż tworząc na szlakach pielgrzymki w jednym kierunku podążały, domy zmartwionych rodziców i narzeczonych opuszczając.