Kradzież

Doniesiono, iż władze Iranu skonfiskowały nagrodę Nobla działaczce na rzecz praw człowieka Shirin Ebadi. Użycie sformułowania skonfiskowały nagrodę jest wielce niefortunne. Państwo zwyczajnie ukradło cenne insygnia ze skrytki bankowej. Nie mogło zaś skonfiskować, odebrać, czy anulować nagrody, której nie przyznały i która w istocie jest czymś więcej niż medalem, czy dyplomem. Wyróżnienie to jest jak widać cenne także w świecie muzułmańskim. W moich oczach wielce straciło ze swego prestiżu, odkąd obrońcą pokoju na świecie okazał się prezydent wiecznie wojującego i powiększającego swe wpływy mocarstwa.
Zdarzenie to powinno być przestrogą dla naszego noblisty Lecha Wałęsy. Wybory tuż, tuż. Notowania Platformy Obywatelskiej spadają. Nie wiadomo też w jakich armiach walczyli pradziadkowie Donalda Tuska. Istnieje zatem niebezpieczeństwo, iż władzę w kraju przejmą Pislamiści. Bardzo prawdopodobne, iż wieści z Iranu natchnęły Wielkich Małych Braci: Lesiu, to ty se weź medal, a ja se dyplom w domu powieszę, nad łóżeczkiem… albo nie, nad kuwetą.

Filmik (uwaga, tylko dla dorosłych)

Uprawianie twórczości w tak mroczny listopadowy wieczór jak ten, to bardzo zły pomysł! Czegóż spodziewałem się wykonując kolejne klatki tej krótkiej animacji? Przyjemnego obrazu ukazującego piękno fauny? Cóż, powstał obraz przedstawiający grozę życia na tej okrutnej planecie. Mimo wszystko zapraszam. Wchodzisz na własną odpowiedzialność! Tylko dla ludzi dorosłych o silnych nerwach! Zapraszam: film owieczka i tygrys

CITY HARBOUR BOAT

W jaki sposób modelarz może sprawić radość synkowi? Kupując na targowisku tandetną chińską zabawkę za kilkanaście złotych. 🙂 Z wnętrza wyciąłem i wyrzuciłem wszystkie zbędne elementy zostawiając tylko napęd strumieniowy, do dna przykleiłem pasek rzepu krawieckiego do mocowania starego osprzętu z jakiegoś samolotu i wkleiłem do góry nogami stare serwo z jakiejś zabawki, do którego orczyka przymocowałem ster. Gotowe! Jędruś może uczyć się sterowania.

rescue4.jpg rescue5.jpg rescue3.jpg
rescue.jpg rescue1.jpg rescue2.jpg

AH1/N1

Jak bardzo jeden człowiek może być okrutny dla drugiego? Tak bardzo, jak ten mu na to pozwoli. Jak bardzo jedna grupa ludzi może być bezwzględna dla drugiej? Tak bardzo, jak wymaga tego zbiorowy interes. A nawet bardziej, gdyż rozmyta odpowiedzialność jest wylęgarnią socjopatów.
Nie jestem mikrobiologiem, a moją wiedzę medyczną można określić jako podstawową. Mimo to poważnie zastanawia mnie trwająca od miesięcy medialna histeria wokół tzw. świńskiej grypy. Co roku na ?zwykłe? grypy umierają tysiące ludzi. Tymczasem AH1/N1 pochłania ich nieporównywalnie mniej. Na przykład w kraju mamy dotąd jeden niepotwierdzony zgon, na (TYLKO) 237 zarejestrowanych przypadków zachorowań. Dane WHO na temat tej choroby są zawyżane, a pojedyncze przypadki zgonów rozdmuchiwane. Jej przebieg przez osoby chorujące określany jest jako stosunkowo łagodny. Problem umieralności, jak w przypadku każdej grypy, dotyczy krajów o niskim poziomie ochrony medycznej i terenów objętych ubóstwem ? w tym slumsów w USA. Dlaczego zatem tak bardzo straszy się nas tą chorobą? Może tajemnicą jest kryzys gospodarczy. Słowo klucz ? szczepionka.
Wokół szczepionki na nową grypę brzydko pachnie na odległość. Firmy farmaceutyczne nie biorą odpowiedzialności za własny, nie do końca przebadany produkt. Coraz częstsze są doniesienia o kłopotach zdrowotnych i zgonach po podaniu tego medykamentu. Sprzedawana jest bezpośrednio rządom, a nie hurtowniom i firmom farmaceutycznym (czyżby zrzucenie odpowiedzialności?). Elity polityczne we Francji i Niemczech otrzymały szczepionki o innym niż zwykli obywatele składzie. W wielu krajach personel medyczny odmawia zaszczepienia się? Optymizmem napawa to, że Pani minister Kopacz oraz jej zastępca Marek Twardowski wykazują się dużą dozą rozsądku. Życzę go, podobnie jak zdrowia, nam wszystkim.

Frankenstein

Czemu ma służyć ten pływający (to się dopiero okaże) model? Hmmmm… Nie wiem. Prawdopodobnie będzie to platforma dla mojej ostatniej fascynacji – oświetlenia diodowego. Diody, diódki, diodunie… Taki fetysz. 😉 Pływaki wykonałem z butelek PET. Aby nadać im odpowiednią twardość w nakrętki wkleiłem wetyle samochodowe i napompowałem. Kadłub to metalowe pudełko po słodkościach – bardzo wygodne rozwiązanie – duży właz, sporo przestrzeni. Wieżyczka silnika, mocowania pływaków i niezamocowany jeszcze ogon wykonane są z kształtowników aluminiowych. Ciągnący napęd wykonam prawdopodobnie z silnika bezszczotkowego. Aby zapewnić statkowi (?) stabilność kierunkową i zwrotność ster umieszczę na końcu długiego ogona z alumioniowego ceownika.
Skąd wzięła się nazwa tego dziwoląga? Spójrzcie na fotki, a wszystko będzie jasne. 😉

IMG_0524.JPG IMG_0525.JPG

Oczywiście Franek pomalowany będzie na jakiś odlotowy, żarówiasty kolorek ala prace drogowe. 🙂

Śmierć

Odbywałem praktyki w zawodzie pielęgniarza. Opiekowałem się dwojgiem pacjentów w izolatkach. Stan mężczyzny w średnim wieku dowodził, że ciało ludzkie nie ma szans w zderzeniu z pędzącym pociągiem. Próbowałem jak mogłem ulżyć w niedoli istocie gnijącej od odleżyn, pokurczonej, wyschniętej, popękanej. Uszkodzenie mózgu nie było dość obszerne, by mimo braku świadomości wyłączyć ból. Ofiara udanej reanimacji, której wspomnienie do dziś przywołuje uczucie współczucia. Inaczej było z miłą, starszą panią. Polubiliśmy się zaraz po zapoznaniu. Z wielkim zainteresowaniem słuchałem opowieści tej damy. Zapewne wielce to nieprofesjonalne, ale zajmowanie się nową przyjaciółką traktowałem w kategoriach przysługi oddawanej komuś bliskiemu, a nie pracy zawodowej. Tym gorzej znosiłem pogarszanie się jej stanu zdrowia. Przerzuty nowotworu do mózgu sprawiały, że z dnia na dzień, z godziny na godzinę traciłem kontakt z tą interesującą osobą. Oddalała się w jakiś dziwny, chaotyczny i hermetyczny świat, który objawiał mi się bełkotem i pozbawionym logiki zlepkiem zdań. Pewnego ranka idąc do pracy, ujrzałem w oknie jej sali fioletowe światło. Wiedziałem co to oznacza.
Osoby znające mnie bliżej wiedzą o moim silnym poczuciu przemijania i pędzie do przeżywania. Może bierze się to z tych zbyt częstych pożegnań i świadomości, że śmierć nie ma w sobie nic z filmowego patosu, a jest jedynie bezkresem samotności. Niezależnie od tego jak wiele osób znajduje się obok, umierający jest sam ze swoim konaniem, po którym nie ma już nic.

Klimaty cz. 13 Karl Jenkins – Adiemus, Dies Irae

Świat wokół zwalnia. Ostatnie promienie słońca przebijają się przez szarą zawiesinę. Zdawałoby się, że po dniu pracy ciężko będzie wykrzesać choćby odrobinę energii. Jest jednak coś, co sprawia, że konie cieszą się galopem. Przed siebie, naprzód, do utraty tchu, choćby na stracenie. Wsiadam do samochodu, zbieram kolegów i jedziemy do sali gimnastycznej. Zatłoczona, za mała jak na ilość sprzętu, słabo oświetlona siłownia przyciąga pachnącymi nowością, profesjonalnymi stanowiskami. Na monitorach zawieszonych na ścianach pod sufitem tańczą plastikowe lalki ? typowa sieczka kanału muzycznego. Nie sposób trwać w tych dźwiękach i obrazach. Zakładam słuchawki, włączam stoper i sportowego oszusta. Bieżnia pod moimi stopami zaczyna przesuwać się, coraz szybciej i szybciej ? marsz, trucht, bieg. Jak dobrze naoliwiona maszyna dostosowuję kroki do muzyki, która nie pochodzi z zewnątrz, lecz zdaje się rozbrzmiewać w mojej głowie. Moje ciało jest wyprostowane, rozluźnione, a stopy płyną tuż nad gumową taśmą. Chwila ciszy i słyszę kobiecy głos, jakby wstęp do uwertury potęgi. Szklana ściana przede mną oddala się, a ciasna przestrzeń wokół otwiera się nieskończenie. Jest słoneczny dzień. Biegnę po miękkiej trawie. Zaskoczone zwierzęta umykają w zarośla. Rozpoznaję to miejsce: przede mną rozciąga się piękny, pełen demonów Zakazany Las – niegdyś tak kochany na chwilę wraca do łask. Pokonuję kolejne ścieżki w radosnym zapomnieniu. Niespodziewanie jedna z nich kończy się. Nie spadam w przepaść, rozkładam ramiona i unoszę się ponad koronami drzew. Czarny motyl. Cieszę się wolnością znaną tylko nielicznym ? ptasim przyjaciołom i zbłąkanym duszom marzycieli, zbyt ciężkim, by wznieść się do nieba i nie dość grzesznym, by spaść w piekło. Piekło, w które wstępuję po chwili jako ognisty jeździec, przemierzając w szalonym galopie kaniony pod czerwonym niebem, a czarty uciekają zawstydzone moim wzrokiem. Szybciej i szybciej, do utraty tchu, patrząc z pogardą w oczy diabła.

Uderzam dłonią przycisk stopu. Trudno utrzymać równowagę, pot zalewa oczy. Ból w klatce nie pozwala złapać oddechu. Znowu przesadziłem.