Pluton

W ścisłej czołówce moich ulubionych filmów znajduje się obraz Olivera Stone`a Pluton. W trakcie seansu widz zalewany jest pełnymi klimatu scenami wzmacnianymi niezwykłą muzyką Georgesa Delerue`a. Tak duża dawka emocji sprawia, że refleksje przychodzą później, gdy ostatnia łza spadnie z policzka.
Świat pełen jest Barnsów, ale nie brakuje na nim też Eliasów. Problem polega na tym, że ludzie w życiu, w przeciwieństwie do postaci literackich czy filmowych, z małymi wyjątkami nie są w 100 procentach źli lub dobrzy. Nawet najgorsi dranie zdolni są do dobrych uczynków, tak jak święci grzeszą. Zaś linia pomiędzy tym co dobre, a tym co złe nie jest wcale wyrazista i jednoznaczna, gdyż zależy od kontekstu społecznego i motywacji. To co dobre w Nowym Jorku, w afrykańskiej wiosce może być nie do przyjęcia.
W każdym z nas jest Barns i Elias. Kogo jest we mnie więcej? Nie wiem.

Wyprawa na lotnisko – Lisie Kąty

Czas nie jest stały. Na przykład w niedzielę ósma rano to środek nocy. Zaprzęgając wszystkie zasoby swojej silnej-słabej woli zwlokłem leniwe cielsko z łóżka. Za oknem szaro, ponuro i mokro. Krótka wymiana esemesów z kolegą. Zapada decyzja – jedziemy mimo wszystko, wszak modelarze to twardziele. Podróż w miłym towarzystwie mija szybko i niezauważalnie. Na miejscu dołączyli do nas nowi znajomi –  modelarz z Grudziądza i paralotniarskie małżeństwo z Chełmży. Odbyliśmy kilka lotów. Ja swoim modelem próbowałem przebić się do kreta biegającego w tunelach pod murawą lotniska. Wynik był do przewidzenia – model kontra kret – 0:1. Glajciarz zrobił małą prezentację sprzętu i opowiadał o swojej pasji.  Dziękujemy Borysie! Przyjechała też rodzina z rakietką. Jak dobrze mieć syna. Tata rakietmistrz z dumą prezentował synowi „statek kosmiczny” i miał przy tym więcej zabawy niż junior. 🙂 Choć zimny i mokry, to niedzielny ranek był bardzo miły. A teraz  do domu na herbatkę z cytryną. 🙂

1.jpg 2.jpg 3.jpg
4.jpg 5.jpg 6.jpg
7.jpg 8.jpg 9.jpg
10.jpg 11.jpg 12.jpg