Żałoba

Niedawny wypadek lotniczy to wielka tragedia z udziałem wielu szanowanych osób, zajmujących wysokie stanowiska, która odbyła się w miejscu dla nas szczególnym. Jednak dla mnie, osoby sceptycznie podchodzącej do wszelkich autorytetów, jest to przede wszystkim straszna ludzka tragedia. Żal mi przedwcześnie zgaszonych płomieni, współczuję rodzinom ofiar… wszystkim, bez wyjątku i niezależnie od pozycji społecznej.
Przy tej, jakże smutnej okazji, obserwuję wiele zjawisk, które nie tylko dziwią, ale wywołują moje zażenowanie. Przede wszystkim niepokoi postawa mediów. Podsycanie niezdrowych emocji, wywoływanie zbiorowej histerii, granie na emocjach i nadmierna gloryfikacja pary prezydenckiej (w moim odczuciu kosztem pozostałych ofiar), to zwykłe odcinanie kuponów z tej tragedii.
Podobnie elity polityczne… Cóż, wg mnie prezydentura Lecha Kaczyńskiego była mierna i podporządkowana interesom partyjnym. I moja opinia na ten temat byłaby nieistotna, gdyby nie to, że jest spójna z opinią olbrzymiej części społeczeństwa. Tym bardziej dziwi decyzja o miejscu pochówku pary prezydenckiej. Oczywiście głowie państwa należy się szacunek, ale czy w tym konkretnym przypadku większy niż innym prezydentom i wielkim Polakom? Czyżby archikatedra warszawska, gdzie spoczywają Narutowicz, Mościcki, Sienkiewicz, Wyszyński i król Stanisław August Poniatowski była nieodpowiednim miejscem dla prezydenta Kaczyńskiego, tak ściśle związanego z Warszawą? Zdaje się, że warszawska nekropolia byłaby w pełni uzasadnionym historycznie miejscem pochówku pary prezydenckiej, zaś Wawel zaskakuje i wywołuje niesmak. Już same kontrowersje na ten temat są dla mnie wystarczającym argumentem przeciw tej decyzji. Dla mnie jest to wykorzystanie żałoby i nastrojów społecznych przez pewne kręgi polityczne i przerośnięte ego rodziny prezydenta. Nie ma w tym krzty klasy i dbania o interesy narodowe, wszak decyzja ta już dzieli Polaków.
Jako naród szalenie potrzebujemy bohaterów, autorytetów. Źle się dzieje, gdy wybieramy ich nie z powodu wyjątkowości życia, a z powodu wyjątkowości okoliczności śmierci. Nie popadajmy w skrajności!

Jedna myśl do “Żałoba”

  1. Polityka, to gra bez końca. To, co moglibysmy uznać za zakończenie pewnego etapu, a więc doskonałą porą na dokonanie rachunku sumienia, zmiany i początek „nowej epoki”, jest zaledwie krótką przerwą w grze.
    Społeczeństwo było dzielone za życia L.K. i pomimo wypowiadanych ze łzami w oczach słów o pojednaniu, grubą krechę dzielącą społeczenstwo zakreśla się jeszcze mocniej.
    Jak piszesz – żenada.
    Ale czy jestem zdziwiony? Nie, absolutnie. Świat polityki zbudowany jest na kłamstwie i żaden fakt, żadne -nawet niewyobrażalne- nieszczęście nie zmieni natury polityki – to są szachy, w których każdy ruch (w tym i smierć) musi być uwzględniony w taktyce; świat mediów budowany jest na emocjach (kłamstwie też) – a w tej chwili mamy do czynienia z emocjami najwyższymi. Natury hieny nie zmienisz… Wiesz czego może najbardziej żałować ten „świat mediów”? Wiesz co chcieliby tak na prawdę zobaczyć ludzie? O tym się nie mówi, ale można to wyczuć… Te spłakane gadające głowy, okryte żałobną czernią portale internetowe, gazety wyrażające wielkością czcionki niezmierzony ból – ci wszyscy trąbiący o szacunku do człowieka… oddaliby mnóstwo, by móc pokazać u siebie zmasakrowane ciała ofiar. „Tylko o unas!”, „My pokazaliśmy jako pierwsi!”.
    Świat nie zatrzymał się ani na chwilę, nic się nie zmieniło. Pieniądz wciąż tak samo smakuje… Politycy wrócą do kłótni (i to jeszcze większych!), a media liczą straty po niewyemitowanych reklamach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.