Wiatrowskaz, wiatromierz

Zasmakowałem ostatnio w lotach na zboczach na tzw. żagielku. W tego typu lataniu przydaje się znajomość kierunku i siły wiatru. Zbudowałem więc swoją stację pomiarową. 🙂 Duża chorągiewka wskazuje kierunek wiatru, a śmigło napędza silniczek, który w tym przypadku jest pradnicą. Im szybciej się kręci, tym większe napięcie wytwarza. Jest ono mierzone za pomocą woltomierza kupionego w sieci za całe 10zł. 🙂 W woltomierzu wymieniłem tabliczkę ze skalą (na razie zastosowałem podziałkę orientacyjną, z czasem wyskaluję mój wiatromierz na m/s, węzły, lub km/h). Do wskazówki wewnątrz obudowy przymocowałem choragiewkę z folii wywarzając ją w ten sposób. Działa ona też jak tłumik drgań – ruchy wskazówki są płynne.
Wiem, mógłbym kupić gotowy wiatromierz… ale czy miałbym wtedy tyle zabawy?  🙂

wiatromierz.jpg wiatromierz1.jpg wiatromierz2.jpg

BHP

Na jakimś forum modelarskim czytałem opis wypadku. Nie pamiętam już w jakich okolicznościach (chyba w czasie lądowania do ręki) modelarz wbił sobie w dłoń wystającą końcówkę popychacza. Krew się lała, szwy itd. Od tego czasu stosuję prosty patent zabezpieczający mnie przed takimi niespodziankami:

notos13.jpg

Majówka 2010 – oblot Lazy Bee

IMG_1488.jpg

„Ta… Ta… W tak pięknych okolicznościach przyrody… I niepowtarzalnej…” A zaiste okoliczności pięknymi były. Na umówioną majówkę modelarską przyjechałem jako pierwszy. Miała się ona odbyć tuż obok dobrze mi znanego lądowiska paralotniowego. Poszedłem opisaną przez kolegów drogą w gęsty las, który nagle się przerzedził, tak, iż korony sosen tworzyły jakby sklepienie kościoła gotyckiego, wspartego na solidnych kolumnach pni. Spośród nich przedzierała oślepiająca jasność. Wyszedłszy z zielonej świątyni ujrzałem widok iście górski – stałem na skraju wysokiego stoku, z rzadka porośniętego drzewami, u podnóża którego rozciągała się bajkowa kraina przypominająca planszę szachów stworzoną przez szalonego impresjonistę, gdzie pola zadziwiają przeróżnymi kształtami i kolorami. Doprawdy, nie sądziłem, iż po przejściu kilku kroków w nieznane znajdę się w tak niezwykłym miejscu.
Po przyjeździe innych uczestników spotkania rozpoczęliśmy loty „na żagielku, wykorzystując prądy wstępujące wiatru wiejącego z doliny. Nie byliśmy osamotnieni w tej technice. Wysoko nad naszymi głowami kołowały bociany i drapieżniki, których nazwać nie potrafię. Być może przybyły w nadziei udanych łowów, gdyż na stromym pastwisku pojawiły się przepiękne owce wrzosówki oraz kozy. Pasły się one pod bacznym okiem pasterza i psa pasterskiego. No może tego drugiego mniej, gdyż był on niezwykle zajęty zabawą z nami. Po wyczerpaniu ruchliwości elektronów w moim motoszybowcu postanowiłem oblatać Lazy Bee. Okazało się, że to maleństwo lata tak samo jak wygląda – zabawnie. Chwiał się i podskakiwał na wietrze i zadziwiająco dobrze szybował. Pętle wykonywał niczym sportowiec ćwiczący na drążku. Idealny do rekreacyjnych lotów w letnie, bezwietrzne wieczory.

lazylot1.jpg lazylot6.jpg lazylot2.jpg
lazylot4.jpg lazylot5_1.jpg lazylot3.jpg