Fortuna Imperatrix Mundi – post scriptum

Wakacje nie zapowiadały się zbyt dobrze. Wizja spędzenia ich w dusznym mieście nie była kusząca. Tym bardziej ucieszył mnie widok kolegi pukającego nocą w moje okno. Mimo późnej pory przejechał kilkadziesiąt kilometrów, by zaproponować mi obiecany ongiś pobyt na Oazie Dzieci Bożych, czyli katolickim odpowiedniku obozu młodzieżowego. Jako, że nie miałem wtedy zbyt wielu rzeczy osobistych spakowanie się zajęło mi tylko chwilę. Jadąc na miejsce dowiedziałem się, ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, że mam pełnić funkcję animatora, czyli opiekuna grupy dzieciaków. Zabawne było to o tyle, że byłem na etapie poszukiwań nie tylko odpowiedniej dla mnie drogi religijnej, ale również sensu wiary w ogóle. Świtało, gdy czarny krzyż rozpościerający ramiona na tle szaro-srebrnego nieba wskazał nam zjazd z głównej drogi. Niczym strażnik stojący na straży do innego, tajemniczego i groźnego świata, który dotąd był dla mnie tajemnicą. Wjechaliśmy do niewielkiej wsi, pośrodku której w starym parku ciemniała bryła zniszczonej, ale na swój sposób pięknej budowli. Jej niejednorodna, w wielu miejscach uproszczona elewacja pozwalała przypuszczać, że obecna forma gmachu jest wynikiem niekoniecznie korzystnej przebudowy. Wielkie, zaokrąglone na górze okna, miejscami zdobione stylizowanymi barierkami, okrągły taras wzbogacany w ten sam sposób i piękne drzwi z fantazyjnym okratowaniem, do których prowadziły wysokie schody nijak się miały do gładkich, brudnych ścian i prostego dachu. Klasztor spał. Po wielu próbach udało nam się obudzić już przybyłych rezydentów. Nie był to dobry czas na powitanie nowoprzybyłych gości dla tych, którzy z ochotą powrócili do swych snów, toteż rychło znalazłem się sam w ciemnym korytarzu. Spośród wielu pustych pokoi wybrałem znajdujące się po zacienionej stronie duże lokum z wielkim, zdobionym piecem kaflowym i kilkoma prostymi pryczami. Próbowałem zasnąć na jednej z nich, jednak coś nie dawało mi spokoju. Za oknami chmara czarnych ptaków zdawała się toczyć wielce przejmującą dysputę, często przeradzającą się w kłótnię, momentami zaś w chichot niemalże, kracząc i szamocząc się w konarach ponurych drzew. Zdawało mi się, że są to głosy demonów sprzeczających się o mój los. Choć wizja ta była tylko senną psotą bujnej wyobraźni, okazała się być proroczą – tego ranka przeniosłem się do innej krainy.

Fortuna Imperatrix Mundi

Pierwszy raz tę niezwykłą pieśń usłyszałem dzięki obrazowi  Olivera Stone’a The Doors. Znaczy to, iż towarzyszy mi ona już od 18 lat, niezmiennie wywołując szybsze bicie serca i gęsią skórkę na karku. Zdawałoby się, iż utwór tak naładowany ekspresją, poddany silnemu i regularnemu rytmowi, na wskroś monumentalny i bogaty instrumentalnie i wokalnie jest tłem dla opowieści o bohaterskich czynach herosów lub bogów. Tymczasem tekst niesie gorzkie przesłanie o zmienności, czy wręcz kapryśności losu. Jak powstało to tchnienie geniuszu? W połowie XIX wieku odnaleziono zbiór wierszy i pieśni sprzed ponad sześciuset lat. Fragmenty tych rękopisów wykorzystał w latach trzydziestych poprzedniego stulecia niemiecki kompozytor Carl Orff  do skomponowania kantaty scenicznej Carmina Burana. Trzyczęściowe dzieło spięte jest niczym klamrą powszechnie znanym chórem O Fortuna O Fortuna

1. O Fortuno
(chór)
O Fortuno
niby Księżyc
nieustannie zmienna,
ciągle rośniesz
lub zanikasz
ciemna lub promienna.
Życie podłe
wciąż kapryśnie
chłodzi nas lub grzeje,
niedostatek
lub bogactwo
jak lód w nim topnieje.

Kołem toczy
się Fortuna
zła i nieżyczliwa,
nasze szczęście
w swoich trybach
miażdży i rozrywa,
z twarzą szczelnie
zasłoniętą
często u mnie gości,
by na kręgach
mego grzbietu
grać swe złośliwości.

Los zbawienia,
cnót zasługi
przeciw mnie są teraz,
w mej słabości
albo woli
wspierały mnie nieraz.
A więc zaraz
bez zwłoki
uderzajcie w struny
i użalcie
się nade mną,
ofiarą Fortuny!

2. Rany od Fortuny ciosów
(chór)
Rany od Fortuny ciosów
opłakuję łzami
nigdy zresztą mnie nie psuła
skąpymi łaskami.
Wprawdzie mówię, że jej czoło
zdobią pukle złote,
lecz czas spod nich też obnaży
łysiny sromotę.

Na Fortuny złotym tronie
siedziałem wyniosły,
zdobny w wieniec powodzenia
z wszystkich darów wiosny.
Lecz choć stałem u zenitu
o swe szczęście wsparty,
nagle spadłem z wszystkich darów
do szczętu obdarty.

Obróciło się Fortuny
koło nieżyczliwe,
innego już po mnie wznosi
na szczyty zdradliwe,
król im wyżej nad tłum siędzie,
tym pewniejsza zguba,
gdyż na kole tym czytamy:
„Królowa Hekuba”.

Fotki różniste

Kwiaty Polskie

bratek1.jpg bratek2.jpg kwiat1.jpg
kwiat2.jpg kwiat3.jpg kwiat4.jpg
kwiat5.jpg

—————————————————————————————–
Te co skaczą i fruwają

2.jpg 1.jpg 3.jpg
IMG_0293.jpg IMG_0302.jpg IMG_0322.jpg
kici.jpg wiewiora1.jpg wiewiora2.jpg
kun.jpg sikora.jpg zoo1.jpg
zoo2.jpg zoo3.jpg zoo4.jpg
zoo5.jpg zoo6.jpg zoo7.jpg
zoo8.jpg wrzosowka.jpg wazka.jpg

—————————————————————————————–
Metalowe ptaki

bies.jpg bocian.jpg jak12.jpg
mi2.jpg

—————————————————————————————–
Różne

SU22.jpg Obraz_002.jpg ja.jpg
09140157.jpg 09140158.jpg ro1.jpg
foto.jpg dsc9454.jpg dsc9487n.jpg

——————————————————————————————

wid_3.jpg kwiat1_1.jpg kwiat2_1.jpg
IMG_0258.jpg

—————————————————————————————–

Impreza 2001 lub 2002 rok

Untitled_2.jpg Untitled_4.jpg Untitled_1.jpg
Untitled_3.jpg Untitled_5.jpg

———————————————————————————————————————