Faun

Jeszcze niedawno w wietrzną pogodę nie wychodziłem z domu z modelem. Zmieniło się to odkąd zaznałem latania na tzw. żagielku. Nadszedł czas wyboru odpowiedniego modelu do stokowego szaleństwa. Po konsultacjach z kolegami i w wyniku własnych obserwacji zdecydowałem się na Fauna z firmy Blejzyk. Pierwszym miłym zaskoczeniem był kontakt z producentem, człowiekiem niezwykle miłym, a przy tym fachowcem i pasjonatem. I pasję tę widać w zestawie. Mocne i lekkie skrzydła, pokryte fornirem wysokiej jakości; smukły, solidny kadłub wzmocniony rowingiem węglowym; wyszlifowane usterzenie i wiele drobiazgów. Model jest po prostu piękny… ba, to dzieło sztuki modelarskiej. A mam porównanie z modelami wielu innych firm. Czuję niemal strach przed niedbałym i nieprofesjonalnym złożeniem zestawu.

faun1.jpg

Dodatkowa „galanteria” modelarska:

faun2.jpg

Przed przystąpieniem do prac odrysowałem kształt stateczników na papier – w razie kraksy może się przydać. Budowę rozpocząłem od przerobienia mocowania usterzenia. Producent wyprowadził jedną śrubę mocującą i dwa kołki węglowe. Wyrwałem je, powiększyłem otwory, wkleiłem w nie nakrętki śrub o średnicy 2mm i zabezpieczyłem przed wyrwaniem płytką ze sklejki. Mam teraz mocowanie na trzy śruby – bardzo lekkie, a wytrzymałe. Dzięki temu z łatwością będę mógł wymienić usterzenie w razie uszkodzenia oryginalnego, poeksperymentować z usterzeniem i wygodnie zmieniać kąt natarcia:

f1.jpg f2.jpg f3.jpg f4.jpg

W ogon wkleiłem deseczkę sklejkową i wywierciłem otwory do śrub mocujących usterzenie. Na spodzie wywierciłem większe otwory pozwalające owe śruby włożyć i dokręcić.

f5.jpg f6.jpg f7.jpg

Stateczniki polakierowałem pierwszą warstwą Caponu i odłożyłem do wyschnięcia. W kabince wyciąłem otwory na serwa – Ster wysokości TowerPro SG91R i ster kierunku Hitec Hs55. Prowadząc cięgna wykorzystam różnicę w wysokości serw – jeden bowden pod drugim. Serwa bedą z boku kabinki, dzięki czemu zmieszczą się ich dźwigienki w pełnym wymiarze. Pod otworami wkleiłem deseczki z twardej balsy wzmacnianej żywicą – w nie wkręcane będą śruby mocujące serwa.

f8.jpg f9.jpg

Raz pomalowane Caponem stery i statecznik pionowy (poziomym zajmę się później) przeszlifowałem papierem ściernym 800. Nie stosowałem mniejszej gradacji, np. zalecanej w sieci 240, gdyż w przypadku miękkiej balsy i dobrze przygotowanej przez producenta powierzchni jest to strata materiału i czasu. Przeszlifowana powierzchnia jest gładka, a pokryta drugą warstwą zaczyna już błyszczeć. Nie rozcieńczam Caponu – przecież nie o to chodzi, by balsa wchłaniała duże ilości lakieru.

Kolejne szlifowanie papierem 1500 i kolejna warstwa Caponu.

Wyciąłem także otwór na pakiet, jego krawędź wzmocniłem rowingiem węglowym. Takim samym laminatem z włókien węglowych wykonałem pierwsze wzmocnienia kabinki. Opis nakładania rowingu znajduje się tu:rowing

f11.jpgf10.jpg

Wspomniałem, że statecznik poziomy zostawiam na później. Chcę go usztywnić, ale tak, by był lekki i ładny. Nie zastosuję laminatu szklanego, bo to spora waga. Nie dam wzmocnień z rowingu udającego dźwigar, bo nie podoba mi się ta metoda – niewątpliwie usztywnia w kierunkach góra-dół, ale nie wierzę w jej skuteczność na skręcanie. A przecież największym zagrożeniem jest właśnie skręcenie usterzenia przy dużej prędkości. Nie pokryję też krawędzi natarcia rowingiem, bo to w ogóle nie usztywnia, a jedynie chroni przed badylami. Zastosowałem barwiony papier japoński. Bardzo usztywnia we wszystkich kierunkach, jest lekki i zdobi. Chroni dość dobrze krawędź natarcia, gdyż tam nakładają się na siebie dwie warstwy. Pokrywałem w następujący sposób: wyciąłem kontur z naddatkiem (dla wygody pokrywałem po połowie statecznika). Wyprasowałem wycięte elementy żelazkiem (na gazetach), bo papier był bardzo pognieciony (poczta kurierska czasem zawodzi). Położyłem papier na balsę i rozrzedzonym caponem polakierowałem. Papier pięknie przesiąknął i przykleił się do balsy. Okazało się, że łatwiej pokrywa się surową balsę niż zaimpregnowaną caponem. Ewentualne zmarszczki można rozprostować szmatką nasączoną w rozpuszczalniku. W razie konieczności można odkleić papier jeszcze długo po pokryciu – nakładamy pędzlem warstewkę rozpuszczalnika, czekamy aż capon zmięknie i odklejamy papier. Jutro kolejna warstwa caponu.

f14.jpg

Niestety statecznik poziomy pod wpływem japonki nasączonej caponem zaczął się wyginać. Zaradziłem temu ściskając go (poprzez bibułę) między dwie płaskie powierzchnie, zanim na dobre wysechł. Zobaczymy, czy to pomoże. Prawdopodobnie zrobię nowe stateczniki jako sklejkę balsową z trzech warstw balsy grubości 1mm. Mocowanie usterzenia na śrubki daje spore możliwości eksperymentowania.

Wzmocniłem też ostatecznie kabinkę:

f15.jpg

UWAGA: jedni mówią, że węgiel to strata czasu i przyrost wagi, inni, że całość kabinki powinna być wyłożona rowingiem. Ja starałem się mądrze wzmocnić kabinkę – znaleźć złoty środek pomiędzy ilością rowingu, a wytrzymałością kabinki.

Zdecydowałem, że skrzydło będzie oklejone folią modelarską, po uprzednim zaimpregnowaniu jedną warstwą caponu. Dzięki temu, że nie będę lakierował forniru mogę pozwolić sobie na to, by wstępne prace nad płatem wykonywać przed połączeniem skrzydeł w całość. Tak będzie dużo wygodniej.  Zacząłem od wycięcia wnęk na serwa – w rogach przyszłej wnęki wywierciłem otwory , powiększyłem je okrągłym frezem (tak, by rogi były zaokrąglone), a linie proste przeciąłem za pomocą “dremelka” mini tarczą do cięcia. Naciąłem styropian i wydłubałem go. Całość wyrównałem papierem ściernym i wymazałem klejem polimerowym. Cienka warstwa polimeru po stwardnieniu scali styropianowe boki wnęki i ją wzmocni.

f16.jpg

W miejscach, gdzie skrzydła będą przykręcane do kadłuba należy wstawić drewniane klocki. Skalpelem wyciąłem boki otworów pod klocki i wydłubałem zawartość. Klocki wyszlifowałem do odpowienich rozmiarów. Całość jest spasowana ciasno, ale tak, by fornir poszycia nie wyginał się w tym miejscu, także po nadaniu skrzydłom wzniosu. Klocki wkleję dopiero sklejając skrzydła w płat, a nie tak jak to widziałem u innych kolegów – klocki wklejone z jedno skrzydło przed ich połączeniem. Dzięki temu nadając wznios odchylą się one równo. Gdybym wkleił klocki z jednej strony, druga musiałaby odchylić się w gnieździe w dwójnasób.

f17.jpg

Jak równo wyciąć otwór na odbiornik? Za pomocą cyrkla wyżłobiłem zaokrąglenia otworu. Linie proste wyżłobiłem czubkiem skalpela przy linijce. Krawędzie wyszlifowałem papierem ściernym i gotowe.

f18.jpg f19.jpg

Koledzy przekonali mnie, bym nie oklejał skrzydeł folią, a malował je. Czas zatem skleić płat. Ale jak to zrobić, by było równo i by skrzydła na czas łączenia były mocno zsunięte, ściśnięte? Przede wszystkim stosuję bądź klej Polimer, bądź (tak jak w tym przypadku) żywicę, a unikam kleju o szybkim działaniu. Chcę mieć czas na ewentualne poprawki. Po odczekaniu aż żywica nieco zgęstnieje pokryłem nią klejone elementy. Zsunąłem z sobą skrzydła i na dolną powierzchnię przykleiłem taśmę klejącą (malarską w paski – jest mocniejsza niż standardowa) wzdłuż połączenia i kilka pasów w poprzek połączenia. Odwróciłem płat, przycisnąłem książkami jedno skrzydło, uniosłem na wysokość 5cm końcówkę drugiego. Nieco żywicy wypłynęło ze szczeliny. Oczywiście starłem ją papierowym ręczniczkiem.

f20.jpg f21.jpg

Pozostałą żywicę wykorzystałem do przygotowania podłoża pod klocek mocowania skrzydła – wyścielałem je rowingiem węglowym i przykleiłem ów klocek. To nie koniec wzmocnienia tej części kadłuba, ale kolejne pasy laminatu (łączące klocek z bokami kadłuba i hakiem)  będę wykonywał wykorzystując żywicę po pracach nad skrzydłem.

f22.jpg f23.jpg

Laminatowe połączenie skrzydeł to dwa paski (jeden na drugim) tkaniny szklanej (na oko osiemdziesiątka), o szerokości 30mm. Rozmiar ten wymuszony jest umiejscowieniem lotek (odległość między lotkami), ale zastanawiam się nad dodaniem szerszego pasa przed lotkami, przynajmniej od spodu. Włókna tkaniny ułożone są na skos w stosunku do łączenia. Wielu początkujących modelarzy ma problem z równym docięciem tkaniny szklanej, tak, by jej brzegi nie były poszarpane. Ja na tkaninę przykleiłem wąski pasek taśmy malarskiej, do jej krawędzi dostawiłem liniał z metalu i nowym nożykiem do tapet wyciąłem tkaninę. Co prawda straciłem zaklejony kawałek tkaniny, ale za to mam idealnie przycięty kształt. Na skrzydło przykleiłem maskujące pasy taśmy malarskiej, tak, by żywicą nie ubrudzić forniru. Powierzchnię laminowaną wymalowałem za pomocą pędzla żywicą, nałożyłem tkaninę, przesączyłem żywicą, nałożyłem drugi pasek, nieco szerszy (o milimetr z każdej strony) i przesączyłem. Ta różnica w szerokości sprawia, że brzeg laminatu będzie się łagodniej obniżał. Należy przygotować dłuższe pasy tkaniny, gdyż rozciągając ją można łatwo zmienić jej rozmiar – wydłużając staje się węższa, rozciągając na boki staje się krótsza, ale szersza. Dzięki temu można zmieniać szerokość pasa tkaniny i idealnie dopasować rozmiar do potrzeb. Na mokry laminat nałożyłem papierowy ręczniczek i poczekałem chwilę, aż odsączy nadmiar żywicy, po czym pozbyłem się go. Ściągnąłem taśmę malarską i na całość położyłem folię, dzięki czemu powierzchnia będzie gładka, a krawędzie nie będą postrzępione i odstające – czyli będzie mniej szlifowania. Folię oczywiście zdejmę po stwardnieniu żywicy.Na folię położyłem trzy T-shorty by ją docisnąć. Teraz czekam na efekty mojej pracy. Ostatnio tak się czułem przed wynikami z pisemnego egzaminu maturalnego.  🙂

f24.jpg f25.jpg f26.jpg

Kolejna (ostatnia) warstwa laminatu na spodzie płata ma kształt trapezu rozszerzanego w okolicy lotek – koledzy zgłaszali problemy z trwałością tego miejsca. Na ogół zabezpieczają je trójkątnymi wzmocnieniami z laminatu. Ja poszedłem nieco inną drogą.

f28_1.jpg

Dorobiłem też nowy klocek mocowania skrzydła, dopasowany do kształtu kadłuba. Waga oryginalnego klocka to 1g, mojego 2g.

f29.jpg

Jak widać mocowanie płata staram się wykonać „pancernie”, tak, by w razie wypadku lotniczego pękły plastikowe śruby mocujące, a nie mocowany skrzydła lub kadłub.

Tylny klocek mocowania skrzydła wkleiłem w taki sam sposób jak przedni – na podłożu z rowingu węglowego.  Górną powierzchnię łączenia skrzydeł zalaminowałem podobnie jak spodnią, tyle, że zastosowałem 2 warstwy tkaniny, a nie 3. Odłożę płat na kilka dni przed szlifowaniem, by żywica dobrze stwardniała.

f30.jpg

Oryginalny hak do holowania zamienię na solidniejszy. Przygotowałem też płytkę sklejkową do jego zamocowania.

f31.jpg

Poniższy rysunek przedstawia sposób jego mocowania. Warstwa rowingu węglowego pod płytką sklejkową nie tylko wzmacnia, ale także wypełnia przestrzeń między zaokrąglonym spodem kadłuba, a płaską sklejką. Mógłbym oczywiście wyszlifować płytkę dopasowując ją do kształtu podłogi, jednak ta jest nierówna – w tym miejscu znajduje się zakładka łączenia dwu połówek skorupowego kadłuba. Wyrównanie laminatu w tym miejscu znacznie osłabiłoby laminat. Zatem za optymalne rozwiązanie uznałem to zastosowane.

f32.jpg

Dlaczego tyle uwagi poświeciłem temu elementowi? Uważam, że utrata modelu w wyniku urwania haka w czasie holowania zasługuje na modelarski odpowiednik nagrody Darwina.

f33.jpg

Waga tych dodatkowych wzmocnień jest doprawdy niewielka. Po każdym laminowaniu w naczynku pozostaje mi więcej żywicy niż jej zużywam. (To ważne, by laminując nie było jej za dużo, gdyż to osłabia laminat.) Taką pozostałą żywicę oraz kłębek rowingu położyłem na wadze i… ta wskazała 2 gramy. Zatem dodatkową wagę wzmocnienia mocowania skrzydła oceniam na nie więcej niż 5 gram – 2 gramy rowingu na każde łączenie oraz dodatkowy gram sklejki. Ponieważ mocowanie haka musiałbym i tak wylaminować (przecież nie wkleję haka na klej, bo to byłoby zbyt ryzykowne), to wzmocnienie kosztowało mnie kolejne 2 gramy – waga płytki sklejkowej. Łącznie wzmocnienia tych trzech ważnych miejsc to nie więcej niż 7 gram. I na tym koniec, bo nie ma dalszych elementów do wzmacniania.

f34.jpg

Wyrównuję, szlifuję, wygładzam, poleruję… laminatowe połączenie skrzydeł i fornir. Żmudna to praca, której bardzo nie lubię. Będę ją wykonywał zatem w przerwach innych robót.

Dziś zdradzę Wam tajemnicę, jak precyzyjnie wykonać łączenie skrzydeł z kadłubem tak, by leżały one na kadłubie symetrycznie, z zachowaniem kątów i tak, by nakrętki, śruby i gniazda śrub w skrzydłach były idealnie w jednej osi (śruby łatwo się wkręcały, nie wyginały się). Oczywiście można przytwierdzić taśmą klejącą lub gumami skrzydło do kadłuba i całość przewiercić. Niesie to jednak za sobą pewne pułapki – elementy w czasie wiercenia mogą się rozsunąć, wiertło może pójść bokiem, jeśli nie ma się wprawionej ręki, to można przewiercić pod kątem (krzywo). Ja zrobiłem to inaczej. Wytrasowałem na płacie miejsca pod otwory. Zrobiłem czubkiem skalpela wgłębienie, by nie zeszło mi wiertło. Nawierciłem małym wiertłem, potem rozwiercałem większym, potem jeszcze większym. Cały czas starałem się prowadzić wiertło prosto oraz idealnie na linii łączenia skrzydeł. Przy średnicy 3mm położyłem płat na kadłub i wytrasowałem na nim miejsca pod śruby. Nawierciłem otwory w kadłubie jak poprzednio, pamiętając by były one idealnie w środku szerokości kadłuba. W oba otwory włożyłem wiertła, nasunąłem skrzydła i pierwszy raz sprawdziłem ustawienie obu elementów – zmierzyłem odległość od końcówki skrzydła prawego do końcówki ogona i lewego skrzydła do końcówki ogona. Oba rozmiary powinny być takie same. Docelowo otwory w kadłubie będą miały rozmiar 6mm, więc na tym etapie mogłem jeszcze dokonać poprawek. Rozwierciłem otwory w płacie do średnicy śrub (4mm), a w kadłubie do 6mm. W otwory te wsunąłem tzw. pajączki, którymi zastąpiłem oryginalne śruby w plastikowej obudowie. Zmiana ta podyktowana jest kilkoma powodami: plastikowe elementy nie są zbyt równe, ich tuleje (części wsuwane w otwory) są za krótkie, a kołnierze bardzo wąskie.

f35.jpg

W pajączkach pozbyłem się wąsów, które normalnie wbijają się w drewno. Pajączki tymczasowo zabezpieczyłem taśmą klejącą przed wypadnięciem z otworów, nałożyłem na kadłub skrzydła i przykręciłem śrubami. Tuleje mają średnicę około 5,5mm, co oznacza, że miałem niewielki luz, pozwolił on na ułożenie się pajączków równo w otworach – pajączki ustawiąją się tak, jak poprowadzą je śruby.

f36.jpg

Kolejne sprawdzenie ustawienia skrzydeł względem kadłuba.

f37.jpg

Po odklejeniu zbędnej już taśmy klejącej wstępnie przykleiłem pajączki do beleczek w kadłubie Poxipolem (uwaga na śruby, ich nie kleimy 🙂 ). Po stwardnieniu kleju  odkręcę skrzydła i poprawię klejenie – będę miał lepszy dostęp. Szparkę między tulejami, a otworami zaleję klejem CA.

f38.jpg

Wyciąłem część wewnętrznej kabiny, gdyż inaczej nie zmieściłaby się na miejscu z powodu klocka mocowania skrzydła.

f39.jpg

Wywierciłem otwór w kadłubie, wkleiłem tuleję mocowania haka, wkręciłem hak oraz śrubę kontrującą także na klej Polimer. Stanowi on dobre zabezpieczenie przed przekręceniem się haka, ale daje też możliwość demontażu (na siłę). Wkleiłem też kabinę wewnętrzną w kadłub. Tu ważna uwaga – należy robić to bardzo dokładnie, by wystawała najbardziej jak to możliwe. Dzięki temu wsunięta na nią kabina zewnętrzna będzie dobrze przylegała i w czasie gorszych lądowań przenosiła naprężenia na kabinę wewnętrzną nie pękając.

f40.jpg

Wstawiłem serwa, przytwierdziłem dźwignie sterów i pociągnąłem pancerzyki zewnętrzne bowdenów. Jeden z nich (napęd steru wysokości) w belce ogonowej. Ważne jest, by był on unieruchomiony, gdyż luźny dawałby luz na sterze. Znam dwa sposoby na jego unieruchomienie – puszczając kropelki kleju CA po bowdenie, by przykleił się on do ścianki belki ogonowej oraz wsuwając kawałki gąbki w belkę (wystarczą 3) by ta przycisnęła bowden do ścianki. (Do zaciężnych bojowników o monopol jednej formy modelarskiej, własnej formy – te trzy kawałki gąbki ważą mniej niż jeden gram i usztywniają skutecznie bowden!) Bowden steru kierunku wyprowadziłem na zewnątrz tuż za skrzydłem – wykorzystałem kształt kadłuba, dzięki czemu uniknąłem wyginania bowdena po krótkich i ostrych łukach (czasem tak jest, gdy z wąskiej belki ogonowej wyprowadza się bowden do steru umiejscowionego wysoko nad belką, czyli tak jak w tym modelu). Miejsce wyjścia bowdena zalałem na gładko przezroczystym Poxipolem, a później pomaluję białą farbą – „ręce myć, gębę myć, suknie prać – nie będzie znać”. 🙂

f41.jpg f42.jpg f43.jpg

Pozostało mi tylko podłączenie orczyków serw z dźwigniami sterów za pomocą bowdenów. Tę czynnośc jednak wykonam po otrzymaniu zamówionych mocowań. Kadłub w zasadzie gotowy

f44.jpg

Pozostało wykończenie skrzydeł. Z tym muszę jednak poczekać na paczkę ze sklepu z lakierami.

Długo zastanawiałem się nad pokryciem skrzydeł. Jest kilka sposobów – folia modelarska, capon, cellon, szpachla do drewna, lakier… Postawiłem na sposób podpowiedziany (wymyślony?) przez kolegę Krzysztofa Horneta Bajera. Po oszlifowaniu skrzydło pomalowałem szpachlą w spraju. Po tej operacji skrzydełko już wygląda rewelacyjnie – niezwykła gładkość. Podoba mi się nawet kolor (stonowany kremowy złamany zielonym). Być może jedną ze stron pokryję tylko lakierem akrylowym bezbarwnym, by ów kolor zachować. Zanim zacznę nakładać lakier na szpachlówkę czeka mnie nielubiane szlifowanie. W przyszłości w przypadku skrzydeł pokrytych fornirem tak dobrej jakości pominę nakładanie szpachlówki. Będę malował od razu lakierem, traktując jego pierwszą warstwę jako podkład do przeszlifowania. Nawet jeśli delikatnie będzie widać fakturę drewna, to w niczym to nie przeszkadza – profil nie jest laminarny, a taki wzór dodaje uroku. W przypadku forniru o gorszej jakości taka warstwa szpachli jest świetnym rozwiązaniem – wyrazy szacunku dla Krzysztofa.
Szpachla Motipa:

f45.jpg

Powierzchnia szkrzydła po szpachlowaniu natryskowym:

f46.jpg f47.jpg

Kilka rad dla młodzieży na temat malowania farbami w spraju: malowanie tą techniką jest niezwykle łatwe (zwłaszcza powierzchni poziomych)  i nie należy się bać prac malarskich. Najlepiej końcówkę spraju naciskać poza malowanym elementem, gdyż z dyszy mogą oderwać się kropelki farby. Po naciśnięciu strumień prowadzimy w odległości około 20cm od skrzydła (producent podaje 25-30) malując ruchami płynnymi, długimi i „miękkimi”, a nie tak jak nieraz widziałem u niedoświadczonych malarzy krótkimi i szarpanymi. Maluję w ten sposób, że pokrywam najpierw jedną  połowę skrzydła, a następnie drugą. Wtedy najgrubsza warstwa (bo podwójna) wychodzi na łączniku skrzydła, czyli w miejscu potencjalnych nierówności. Nakładamy kilka cienkich warst, a nie jedną grubą.

Dziś opowiem o innym sposobie wykończenia balsowych stateczników (zrobię to na przykładzie innego modelu). Oszlifowane stateczniki pokrywam za pomoca pędzelka cienką warstewką żywicy (doprawdy potrzeba niewiele żywicy, „włoski” balsy powinny być widoczne). Na pomalowaną balsę nakładam z obu stron folię ze skoroszytów biurowych, palcem i linijką wyciskając ewentualne bąbelki powietrza. Całość wkładam między dwie deseczki i przyciskam. Po dobie zdejmuję folię i mam szklaną, mocną i lekką „politurę”. Krawędzie stateczników szlifuję, w razie potrzeby można też przeszlifować (by uzyskać idealnie „szklaną” powierzchnię) lub/i pomalować całe stateczniki, ja jednak tego nie robię, bo to strata czasu. Zaletami tej tej metody są: zupełny brak ryzyka zwichrzenia elementów (co zdarza się przy cellonowaniu, lakierowaniu), usztywnienie balsy, mała waga, łatwość wykonania, możliwość „wtopienia” naklejek.

f48.jpg f49.jpg
Skrzydła pomalowane:

f50.jpg

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.