Wehikuł czasu

Na jednym z wykładów profesor Zybertowicz użył określenia „tak wielu ludzi nie może się mylić” w odniesieniu do religii. Jeśli wierzyć w profesorską inteligencję to musiała być to prowokacja wyzwalająca w nas, leniwych studentach, procesy myślowe wykraczające poza niebieskie migdały. Z historii wiemy przecież, że niejednokrotnie masy ludzkie ulegały fałszywym ideom. Nieraz zastanawiałem się, jak możliwym było zaistnienie nazizmu i jego romans z narodem niemieckim? Szukałem odpowiedzi bogatszej niż obarczenie winą Traktatu Wersalskiego (co mogłoby prowadzić do wniosku, że w istocie byli biednymi ofiarami, a nie sprawcami międzynarodowej rzezi), odpowiedzi uniwersalnej zarówno na poziomie mas ludzkich, jak i przeciętnego Schmidta, żyjącego w latach trzydziestych ubiegłego wieku. Odpowiedź znalazłem w obserwacji dwu zjawisk, z pozoru niezwiązanych z sobą, a w istocie identycznych w jakiś symboliczny i mroczny sposób.
Pułapka na muszki owocówki
W domu pojawiły się muszki owocówki. Komisja w pełnym składzie nie znalazła przyczyn pojawienia się intruzów – ani za lodówką, ani za gazówką, a nawet na parapecie za oknem nie odkryto bazy macierzystej najeźdźców – gnijącego owocu. Tymczasem inwazja z kuchni rozprzestrzeniła się na cały dom. Nie było rady – trzeba było użyć broni masowego rażenia – pułapki na muszki. Przebiegłe urządzenie to w istocie pojemnik przypominający kształtem jabłko, na dnie którego znajduje się wonna i lepka ciecz, z wejściem pozwalającym muszkom na podróż tylko do wewnątrz. Ofiary ogłupione zapachem pokarmu nie zauważają zdradzieckiej konstrukcji, chłodu plastiku i trupów towarzyszy pływających na dnie owej ziemi obiecanej i oszukane obietnicą lepszej przyszłości i zaspokojenia potrzeb niezaspokojonych giną. Domyślać się tylko mogę, że idąc na śmierć biedne, głupie stworzonka czują satysfakcję, którą zrozumieć może tylko ten, kto brał udział w zrywach i akcjach masowych, gdzie towarzysz przy towarzyszu, z pieśnią na ustach, w walce ze wspólnym wrogiem… chyba trochę mnie poniosło, wszak trudno wyobrazić sobie muszki śpiewające pieśni masowe.
Noc pochodni
Oglądając sceny z Krakowskiego Przedmieścia trudno nie mieć skojarzeń z początkami Trzeciej Rzeszy. Mały, egoistyczny, cyniczny hipokryta kusi masy odnosząc się do ich niezaspokojonych potrzeb i żerując na ich lękach… ba, lęki owe wywołując. A lęk (podobnie jak słabość) wywołuje agresję. Ofiary zaś zaślepione emocjami nie zauważają, iż uczestniczą w wielkiej mistyfikacji. Będąc tam, wśród swoich, z poczuciem wspólnotowości, pośród pieśni i płonących pochodni, mając wyraźny obraz wroga, czując się elementem lepszej, wojującej części narodu nie zauważają, że w istocie są trybikami w maszynerii, której jedynym zadaniem jest spełnienie chorych ambicji wodza i jego przybocznych. Wodza, który ma niezaprzeczalnie czyste sumienie, gdyż nieużywane. Wodza, który nie cofnie się przed kłamstwem, pomówieniem, wykorzystaniem katastrofy smoleńskiej. Wodza, który w istocie nie szanuje tych, którzy niosą pochodnie. Całe szczęście jesteśmy narodem bardziej zróżnicowanym, a może mądrzejszym niż Niemcy osiemdziesiąt lat temu. Nie sądzę więc, by w tym bagnie utonął ktoś więcej, niż same muszki owocówki.

Taśma pakowa – latające skrzydła

Jak pokryć styropianowe rdzenie, by były odporne na uszkodzenia i ładne, a przy tym lekkie? Kolorową taśmą pakową.
Klej Polimer rozcieńczam spirytusem do konsystencji mleka. Lakieruję oszlifowane rdzenie. Ponieważ taki lakier nieco ściąga, to najpierw lakieruję górę, potem spód (lub odwrotnie) –  to co wygnie pierwsza warstwa to prostuje druga. Lakieruję pędzlem, cienko. Po  przeschnięciu sezonuję w negatywach z dzień, dwa. Na tak przygotowaną powierzchnię naklejam taśmę pakową. Po co ten lakier? Bo usztywnia (powierzchnia przenosi obciążenia), sprawia że styropian mimo upływu lat i kretobić nie flaczeje (po czasie skrzydełka robią się miękkie, sflaczałe), a poza tym taśma idealnie przylepia się do powierzchni.
Taśmą można uzyskać ładne „malowania”:Notos

otwory w styropianie/styrodurze

Jak równo wyciąć otwory pod osprzęt w styropianowych/styrodurowych rdzeniach (np. latającego skrzydła)? Ja robię to za pomocą mini-wycinarki. Z kabla antenowego (okrągłego) pozyskuję drut, wyginam w odpowiedni kształt, wkręcam do lutownicy „pistoletowej”. Drut wyginam tak, by powstało podparcie (ząbek), dzięki czemu mogę prowadzić drut po metalowym liniale. Efekt gwarantowany. 🙂

tm_035.jpg