Zefir reaktywacja

Syn modelarza to ma klawe życie. Tyle ciekawych zajęć, tyle zabawek. Jako, że ciągnie Jędrusia do modeli, postanowiłem sprawić mu niespodziankę. Wyciągnąłem z czeluści zapomnienia łódź ślizgową ZEFIR i ją wyremontowałem. Otrzymała nowoczesne, lekkie serwo Hs81, lekki mini odbiornik, nowy silnik Permax klasy 400sta z zabawnym żółtym śmigłem, zmodyfikowałem oświetlenie, dodałem maszt anteny, zmieniłem sposób podłączenia silnika do zasilania i całość instalacji elektrycznej. Tak zmodyfikowana łódź jeździła już po podłodze. Gdy tylko poprawi się pogoda, dokonamy jej wodowania i przekazania sterów jej nowemu właścicielowi. 🙂

zef1.jpg zef2.jpg zef3.jpg

Kapitan Jędrzej w akcji:
zef4.jpg zef5.jpg zef8.jpg

Filmiki:
Zefir
Zefir

CITY HARBOUR BOAT

W jaki sposób modelarz może sprawić radość synkowi? Kupując na targowisku tandetną chińską zabawkę za kilkanaście złotych. 🙂 Z wnętrza wyciąłem i wyrzuciłem wszystkie zbędne elementy zostawiając tylko napęd strumieniowy, do dna przykleiłem pasek rzepu krawieckiego do mocowania starego osprzętu z jakiegoś samolotu i wkleiłem do góry nogami stare serwo z jakiejś zabawki, do którego orczyka przymocowałem ster. Gotowe! Jędruś może uczyć się sterowania.

rescue4.jpg rescue5.jpg rescue3.jpg
rescue.jpg rescue1.jpg rescue2.jpg

Łódź sportowa

Kolega kupił ślizg Speed Boat 2 na silnik klasy 400 wyprodukowany przez firmę Jamara (fot. 1). Po obejrzeniu nabytku doszedłem do wniosku, że jest to świetna baza do zbudowania modelu za rozsądną cenę. 🙂 Niewiele elementów fabrycznego osprzętu uda się wykorzystać (fot. 2), ale kadłub jest obiecujący. Lista przeróbek jest długa i obejmuje m. in. wymianę elektroniki, wymianę steru, wymianę wału i sprzęgła, wymianę silnika i zasilania, wykonanie chłodzenia wymuszonego (chłodzenie powietrzem za pomocą wentylatorka). Zacząłem od usunięcia niestabilnego, posiadającego spore luzy steru (fot. 3) i siłownika udającego serwo, a będącego w rzeczywistości silniczkiem (jakaż strata energii!!!). W dnie kadłuba wywierciłem otwór i wkleiłem tuleję steru (fot. 4). Z plastikowej płytki wykonałem podpórkę steru, łącząc go z rufą (fot. 5 i 6). Wzmocnienie takie jest niezbędne, gdyż ster w momencie zarycia w dno jeziora działa jak dźwignia i mógłby wyrwać tuleję z dna łodzi. Kadłub usiany jest słupkami/wspornikami do których przykręcany był osprzęt. Wykorzystałem jeden z nich, inny wyciąłem i przykleiłem w innym miejscu – tak powstało mocowanie serwa Hs 55 (fot. 7). Większość z pozostałych wsporników usunę. Teraz wystarczy wsunąć ster w tuleję, przykręcić orczyk do osi steru, połączyć go z dźwignią serwa i układ sterowania gotowy (fot. 8). Wolne miejsca z prawej i lewej strony tulei steru zajmą odbiornik i regulator obrotów. Przed serwem nad wałem znajdzie się długi pokład, na którym umieszczony będzie pakiet zasilający. Takie rozmieszczenie osprzętu pozwoli na łatwe wyważenie łodzi poprzez przemieszczenie akumulatora do przodu i tyłu. To jednak jeszcze przed nami. 🙂

Pokład wykonałem z pudełka CD, tak, by był on przezroczysty. Płytkę solidnie trasowałem skalpelem, po czym pękała niczym nacięta szyba (fot. 9). Dzięki „szklanemu” pokładowi widoczny będzie wał znajdujący się pod nim – to na wypadek jakiś nieszczelności. Obecnie nie jest to zbyt ciekawa część łodzi – wał jest osadzony niefachowo i nieestetycznie – ale poprawię to przy montowaniu nowego wału. W płytce wywierciłem dwa otwory pasujące do słupków w dnie łodzi (fot. 10) – po przytwierdzeniu pakietu przyciskany nim pokład nie będzie się przesuwał. Będzie to więc stabilna, chociaż nie przyklejana platforma dla akumulatora. W dwu drewnianych listwach wywierciłem otwory, w które wkleiłem przygotowane ze szprychy rowerowej haczyki (fot. 11). Po pomalowaniu wkleiłem listwy w dno łodzi (fot. 12) Gdzie stanowią lekkie (4 gramy całość), trwałe i wygodne mocowania pakietu (fot. 13). Jak widać na fotce pozbyłem się też oryginalnego wału.

Nie mam jeszcze wału, więc mogę pobawić się w eksperymentatora. Silniki łodzi często chłodzone są za pomocą wody lub zwykłego radiatora. Mnie zamarzyło się coś oryginalnego – chłodzenie powietrzem. 🙂 Z wiatraczka komputerowego i małego silniczka wykonałem nawiew przytwierdzony do górnej części kadłuba za pomocą aluminiowego łącznika – żółty element na fotce 14. W kadłubie umieściłem wtyczkę, włącznik i okablowanie (fot. 15 i 16). Akumulatorek umieszczony będzie na rufie przy osi steru za pomocą rzepu krawieckiego. Nawiew skierowany jest na radiator silnika i regulator (po namyśle postanowiłem umieścić go przed silnikiem, by był oddalony od odbiornika). Myślę, że będzie to wydajny system chłodzący – wiatraczek daje spory strumień wiatru. Gdyby jednak próby wodne wykazały, że silnik grzeje się nadmiernie lub że ze zdemontowanym chłodzeniem łódź jest szybsza (waga układu to około 40g) to w każdej chwili mogę zrezygnować z wentylatora. Jedynym elementem zamocowanym na stałe jest lekkie mocowanie silniczka. Mogę zainstalować chłodzenie wodne, do którego mam wszystkie elementy.

Wykonałem próbę działania systemu chłodzenia. Czujnik temperatury ładowarki Pulsar umieściłem w miejscu silnika łodzi i włączyłem wiatrak. Temperatura szybko spadła o kilka stopni, po czym spadek był wolniejszy. Zatem działa. 🙂

Dotarł przecudnej urody wał MP Jet z kielichem dostosowanym do silnika klasy 400 (fot. 18). Podziurawiłem ów kielich tak, by nie zasłonić nawiewów powietrza znajdujących się na silniku – fotki 19 i 20.

Przygotowany wał wkleję jutro, a dziś… okazało się, że nie mam dźwigni steru. 🙁 Skonsultowałem się z sobą i wykonałem taką dźwignię z dźwigni serwa i połowy zacisku z kostki elektrycznej, które to elementy połączyłem za pomocą żywicy (fot. 21 i 22)

Prace tuningowe nabrały tempa. Pozbyłem się okropnie nalepionych naklejek, dla ochrony polakierowałem kadłub lakierem akrylowym – ten plastik wchodzi w reakcję nawet ze spirytusem, którym usuwałem klej z naklejek. Przygotowałem chłodzenie silnika z oryginalnego radiatora do silników i przeciętego na pół radiatora komputerowego (fot. 23), przy czym połączenia między radiatorami i między radiatorem, a silnikiem posmarowałem warstewką specjalnej maści przewodzącej ciepło, normalnie używanej w komputerach. Wkleiłem wał (fot. 24) zmniejszając, na ile to było możliwe, kąt między nim, a kadłubem. Różnicę w ustawieniu wału widać na fotkach 8 i 26. Za radą kolegów z forum szkutniczego wkleiłem też wręgę silnikową, znajdującą się między wałem a silnikiem i zapobiegającą tendencji silnika do obracania tuleją wału. Jest to niewielka blaszka aluminiowa, którą wkleiłem w dno łodzi, przedłużając jej ramie działania poprzez wklejenie dwu prętów węglowych – lekkie i trwałe rozwiązanie (fot. 25). Zarówno wręga, jak i kielich wału przyklejone są do dwu wsporników/słupków, co stanowi solidne wzmocnienie osadzenia silnika (fot. 24 i 25). Z kompletnym osprzętem łódź waży 520g. Ta waga wzrośnie o kilka gram, gdyż muszę zainstalować maszt anteny odbiornika. Mimo dość ciężkiego układu chłodzenia jest to świetny wynik w porównaniu do 800g podawanych przez producenta. 🙂

Model jest wyposażony. Na fotografiach 27 i 28 widać osprzęt w kadłubie – po środku pakiet Li-Pol 3P1S, w lewej części rufy odbiornik z masztem anteny. Odbiornik przymocowany jest za pomocą rzepa krawieckiego, ale poprzez podkład z gąbki tłumiącej drgania. W prawej części rufy znajduje się akumulatorek wentylatora mocowany na rzep. Regulator zaś znajduje się przed silnikiem. Cięgno łączące ster z serwem wykonałem z pręta węglowego.

jak każdy szanujący się szkutnik przed wyjściem w teren wykonałem próbę wannową (fot. 29). Model jest szczelny, ster działa w dobra stronę, ciąg jest taki, że woda kipi w wannie, zatem mogę dokonać wodowania. A po nim malowanie i nadanie nazwy OKIJA. Zastanawiałem się nad nazwą i wtedy żona zaproponowała, że nazwiemy łódź słowem, które pierwsze wypowie nasz półtoraroczny synek. No i jest nazwa, oryginalna, prawda? 🙂 Martwi mnie tylko rozmiar śruby – około 30mm i duży skok, muszę zatem pomyśleć o mniejszej.

Łódź zwodowana. Na wodzie zachowuje się jak paralityk w czasie ataku, zatem nie spełniła moich nadziei. Czas zatem zbierać fundusze na kadłub laminatowy klasy ECO400 – fotki 30-33.

boat1.jpg boat2.jpg boat3.jpg
boat4.jpg boat5.jpg boat6.jpg
boat7.jpg boat8.jpg boat9.jpg
boat10.jpg boat11.jpg boat12.jpg
boat13.jpg boat14.jpg boat15.jpg
boat16.jpg boat17.jpg boat18.jpg
boat19.jpg boat20.jpg boat21.jpg
boat22.jpg boat23.jpg boat24.jpg
boat25.jpg boat26.jpg boat27.jpg
boat28.jpg boat29.jpg boat30.jpg
boat31.jpg boat32.jpg boat33.jpg

Tirpitz

Tirpitz, dane techniczne:

Klasa-> BISMARCK
Rok wejścia do służba-> 1941 rok
Wyporność standardowa-> 42900 ton angielskich (43586 naszych ton)
Wyporność pełna-> 52600 ton angielskich (53441 naszych ton)
Długość-> 251 metrów
Szerokość-> 36 metrów
Zanurzenie-> 9-10,6 metrów
Prędkość-> 30,8 węzłów
Artyleria główna-> 8X380 milimetrów
Artyleria lekka-> 12X150 milimetrów
Artyleria przeciwlotnicza->
16X105 milimetrów
16X37 milimetrów
12X20 milimetrów, od 1942 40X20, od 1944 58X20
Wodnosamoloty-> 6, 1 katapulta
Wyrzutnie torped-> 4 rufowe, 4 dziobowe, kaliber 533 milimetry
Zasięg-> 10,200 Mm przy prędkości 16 w
Załoga-> 2608 ludzi

Okręt zatopiony został 12 listopada 1944 roku, bombami Talboy o wadze 5,5 tony. W krótkim czasie okręt wywrócił się do góry dnem. Razem z nim śmierć poniosło 800 marynarzy.

Model

Model, będący raczej półredukcją niż redukcją, wykonałem na bazie plastikowego zestawu firmy Heller w skali 1:400. Jedynym, i jak się okazało nie rekompensującym trudności w czasie budowy, atutem modelu była niska cena. Niestaranne wykonanie elementów kadłuba, brak szczegółów pokładu i błędy wymiarowe to niestety wizytówka tego producenta. Dodatkową trudnością było to, że dla modelu nie przewidziano zastosowania napędu (jak czynią to inne firmy, na przykład Tamiya).
Do wykonania napędu wykorzystałem silniczek elektryczny wyjęty ze starego magnetowidu (napęd wciągania kasety), cechujący się wysoką sprawnością. Wał wykonany został na zamówienie przez pana Andrzeja Pieca z Bydgoszczy (www.pwpart.prv.pl). Zastosowałem też najmniejszą, z dostępnych w sklepie modelarskim w Bydgoszczy, śrubę o średnicy aż 30mm.
Model sterowany jest za pomocą starej trzykanałowej aparatury multiplex EUROPA, jednokierunkowego (niestety) regulatora obrotów Jeti JES 180 i nieproporcjonalnie do kadłuba dużego steru, zapewniającego dobrą manewrowość przy małych prędkościach.
Całość zasilana jest pakietem wykonanym z akumulatorów telefonicznych firmy GP, 7x300mAh. Model pływa kilka godzin bez ładowania akumulatorów.

Film przedstawiający rejs Tirpitza:

film

1.jpg 2.jpg 3.jpg
4.jpg 5.jpg 6.jpg
wal.jpg wne.jpg

Zefir – ślizg wodno-szuwarowy

Na VI Zlocie Modelarzy Internautów „Piła 2002” poznałem wielu wspaniałych ludzi, między innymi Przemka Jakubczaka. Znajomość nasza z wietrznego lotniska przeniosła się na łono matki sieci. Pewnego dnia Przemek przysłał mi (oczywiście drogą elektroniczną*) fotki swojej łodzi z napędem śmigłowym. Hybryda ta, będąca połączeniem samolotu i barki desantowej, od razu wzbudziła moje zainteresowanie. Jej prosta budowa wróżyła łatwe i szybkie wykonanie, trwałość i obszerną kabinę, w której można pomieścić różnoraki osprzęt i dodatkowe wyposażenie. Zaletą jest też to, że model ten może pływać po płytkich i zarośniętych zbiornikach.
Jako, że stronię od silników spalinowych postanowiłem wykonać wersję elektryczną. „A gdyby tak…” – szatańska myśl zrodziła się w mojej galaretce czaszkowej. Kaper udowodnił, że depron potrafi latać, może ja przejdę do historii jako ten, który udowodnił, że depron także pływa? „Kości zostały rzucone”, czy jakoś tak. 🙂

Budowa

Pracę zacząłem od wyrysowania i wycięcia (z depronu rowkowanego 4mm) ścian bocznych kadłuba, dwu podobnych do nich elementów, dna oraz ściany tylnej . Części te skleiłem z sobą klejem Polimer, wstawiając jednocześnie wzmocnienia z listew sosnowych , depronowe przegrody i diody. Następnie przykleiłem pokład z wyciętym otworem nad przednią częścią kabiny. Wykonany w ten sposób kadłub jest sztywny, posiada obszerną kabinę i osiem hermetycznych komór zapobiegających zatonięciu w razie uszkodzenia powłok zewnętrznych łodzi (konstruktor Tytanika też tak mówił).
Wykorzystując wyniki przeprowadzonych doświadczeń (nie miałem nic innego) dobrałem napęd – silnik klasy 400 i śmigło Gunthera 125×110. Zespół napędowy umieściłem na wieżycce wykonanej z wykałaczek do szaszłyków – jest to rozwiązanie tanie, lekkie i bardzo mocne. Silnik leży na drewnianym siodle i przymocowany jest za pomocą kilku gumek. Pod wieżyczką, w zakrytej na stałe części kadłuba, umieściłem regulator obrotów.
W środkowej części dna przykleiłem depronową „podłogę”, a na niej pasek montażowy, czyli jedną stronę popularnego rzepu krawieckiego. Druga część rzepu przyklejona jest do pakietu akumulatorów. Mocowanie takie pozwala na łatwe wyważanie modelu.
Podobnie przytwierdzony jest odbiornik. Naprzeciw odbiornika znajduje się serwo napędzające depronowe stery.
Przód kabiny zajmuje „komputer pokładowy” oświetlenia , czyli diodowa lampka rowerowa sprzężona z serwem. Do niej podłaczone są diody pozwalające na zabawę modelem po zmierzchu. Maksymalne wychylenie steru włącza, wyłącza oraz zmienia rodzaj świecenia diód na ciągłe i migające (dwa rodzaje migania).
Kabina zamykana jest szczelnie włazem leżącym na silikonowej uszczelce.

Wymiary:

długość pokładu 46cm
długość na linii wodnej około 40cm
(w zalezności od zastosowanego akku – ciężaru)
szerokość 23cm
wysokość 6cm
zanurzenie około 1cm
(przy akku Panasonic 1,5Ahx8)

*Informacja dla młodszych czytelników – w dawnych czasach maile, zwane listami, pisane były odręcznie na zwykłym papierze i przesyłane za pośrednictwem poczty. Korespondencję taką roznosili listonosze. Możecie ich jeszcze zobaczyć – niczym żywe skamieliny przemierzają miasta i wsie z duszą i pustą torbą na ramieniu.

3.jpg 4.jpg 5.jpg
7.jpg 1.jpg 2.jpg

Shark

Shark jest starą, czeską, bardzo udaną konstrukcją. Dostatecznie szybki i niezwykle zwrotny dostarcza mi wielu atrakcji, zwłaszcza teraz, gdy silnik klasy 540 napędzam nowoczesnym pakietem Li-Pol 3S1P. Ster obsługuje serwo Hs81, silnik zasilany jest poprzez regulator Jeti Jes 045, a całość sterowana odbiornikiem Hitec Feather. Chłodzenie silnika wodą zapewnia własnoręcznie wykonana chłodnica; wlot do układu znajduje się tuż za śrubą, a wylot z boku kadłuba – na niektórych fotkach widać strużkę wypływającej z chłodnicy wody.

0.jpg 1.jpg 2.jpg
3.jpg 4.jpg 5.jpg
6.jpg 7.jpg