Bodzio był Pierwszy. Atrakcją i sensem Bodzia było istnienie. Nudził się zatem Bodzio z tym swoim istnieniem, jak mops. A gdy ktoś jest samotny i znużony, to sprawia sobie zwierzątko, a najlepiej parkę. Stworzył zatem terrarium dla swoich zwierzątek, dnia szóstego zasiedlił je, a na dzień siódmy rozsiadł się wygodnie w fotelu, by delektować się swoim dziełem. Jak to zwykle bywa, gdy chcemy w spokoju wypocząć, zjawił się znajomy Bodzia – Lucek.

-Niezłą rozrywkę sobie Bodzio wymyśliłeś.
-Eeeee… Nudy… Nic się nie dzieje. Łażą z rozanielonymi minami, wcinają owoce, bawią się ze zwierzątkami, odpoczywają… kraina szczęśliwości… rzygać się chce. I jeszcze rozmnażać się nie chcą.
-Rozruszaj ich jakoś.
-Próbowałem. Wstawiłem im na środku drzewo i powiadam, że nie wolno im z niego jeść, bo staną się tak mądrzy jak ja.
-I co, i co?
-Nie dali się podpuścić.
-Ale ty tak poważnie?!
-No coś ty, zwykła malinówka, nawet nie szczepiona. Nie wiesz, że głupim narodem łatwiej manipulować? Ale wiesz co? Przebiorę cię jakoś dla niepoznaki, zejdziesz tam do nich i ich przekonasz do grzechu. Ja za karę sprowadzę na nich śmierć. Ty spraw, by miętę do siebie poczuli… ile można patrzeć na te same gęby.
-Pfiii…
-Ty mi tu nie sycz Lucuś, ty mi tu nie sycz. Albo wiesz co, jak już tak ładnie syczysz, to przebiorę cię za węża.

———————————————————————————————————————–

-No Bodzio, teraz to przesadziłeś. Jak poślesz tam chłopaka, to gotowi go zlinczować.
-I oto chodzi Lucuś, o to chodzi. Zajmują się sobą, nie zwracają uwagi na mnie, nie…
-…dowartościowują cię. Rety Bodzio, i to niby ja gram nie fair. I co to wszystko ci da?
-Będą mieli poczucie winy, że to niby przez nich.
-A, tak zagrywasz. A nie połapią się, że to prowokacja. Znajdą się tacy, co powiedzą, że skoro możesz wszystko, to…
-Powiemy Lucuś, że to wielka tajemnica.
-No ale nie żal Ci chłopaka?
-To wielka tajemnica Lucuś, wielka tajemnica.

———————————————————————————————————————-

-Ale jak? Ciąża bez… no wiesz, zapłodnienia?
-A co, ma się wyobraźnię, co Lucuś? Ha, ha, ha…
-Ale po co to?
-Marketing Lucuś, marketing to potęga. Hi, hi…
-Takie starożytne in vitro? Hi, hi… To ten twój posłaniec to taki pierwszy ginekolog na świecie.
-Nawet lepiej Lucuś, nawet lepiej, bo i po porodzie matka jest dziewicą.

———————————————————————————————————————–

-Skaczą sobie do oczu jak dzikie bestie. To przez ciebie.
-A bo tych lubię, a tamtych nie.
-Niezłe omłoty dostają ci twoi ulubieńcy Bodzio, hi, hi.
-E, wszystko przez tego dużego, ot błąd genetyczny. Tak być nie może, by moi przegrywali. :/
-Ty, zobacz tego karakana, co tam na tyłach się kryje. Ot szczeniak niegrzeczny, procą się bawi.
-Czekaj, czekaj, upokorzymy drągala. Pchnij no młodego.
-Trach… Ale mu walnął! Teraz mu głowę odcina, krew się leje jak w rzeźni… Ale że takim kamykiem go powalił ten chudzielec.
-On strzelał, a ja kamień niosłem, hi, hi.

———————————————————————————————————————

-Co Ty tak tam skrobiesz Bodzio? Nagrobek robisz?
-Rozbestwili się psie syny. Wolność im się marzy… Ja im ten liberalizm z głowy wybiję!
-Poczekaj, co Ty tam mażesz… „Wprowadzam stan wojenny na terenie…” Bodzio, toś przegiął. Nie tak ostro.
-No co?
-Trochę kultury Bodzio, a nie tak z grubej rury… przywitaj się, przedstaw w tym liście.
-„Jam jest Bóg twój…”, dobre co? A ty trzymaj spokojnie Mojzi, bo mnie się ręka omskła. Nie trzęś tą płytą.
-Tak im zakazujesz i grozisz… może jakiś miły element, zmotywuj ich jakoś.
-Dobra dobra… wiem, dam im wolne, dzień wolnego na tydzień… albo nie, dwa dni… a niech mają. A Ty trzymaj równo!
-Bodzio, „pożądał” pisze się przez zet z kropką.
-A bo trzyma nierówno, a masz ty… no i masz babo placek…
-Aleś mu przywalił. Twardą głowę ma skurczybyk.
-Jasny gwint, płyta pękła. Tyle roboty na marne. Cholerni ludzie. Za karę dostaną tylko jeden dzień wolnego.
-Może to i lepiej Bodzio… Oni mają słabe wątroby. 🙂

———————————————————————————————————————

-A co tu tak mokro Bodzio?
-No ba, rury pękają, te od zasilania chmur.
-Ba, po tysiącach lat mają prawo. Ale to wszystko na dół leci.
-No… i coraz więcej zalewa. Jak tak dalej pójdzie to potopią się w cholerę, zanim naprawię instalację.
– Z nudów orła wywiniemy Bodzio, bez nich. Zrób coś.
-Poczekaj, poczekaj… Daj no tę księgę, o tę. Poszukamy jakieś wiernego wyznawcy, niech łódź zbuduje i ocali co się da.
-Mam, Noe niejaki.
-Podaj no telefon z łaski swojej, pogadam z nim.
(…)
-No, sprawił się chłopak, piękna łajba.
-Na podstawie moich planów!
-Ale niech ładuje delikatniej… no masz, spadła mu z rampy kolejna para… w cholerę.
-No i nie będzie na świecie ptaktozaurusa.
-Trudno. No, teraz już może wypłynąć. Dmuchnij no Bodzio tak, co by do tej wyspy dopłynął.
-Zaraz, zaraz, Lucuś… dowcip Ci się stępił? Za dobrze by miał, niech sobie popływa. Wokoło go przepuszczę. Niech się spręża, a wyspa będzie tuż za horyzontem.
-Genialnie Bodzio, no genialnie, ale… Ty, ty, zobacz jaki cwaniak… gołębia wypuścił.
-O rzesz w… Dawaj kamienia, strącę ptaszysko.Trach… I po sprawie
-Następny… teraz ja. Bum… Trafiony, zatopiony. Ale zabawa.
-I następny… Uważaj, uważaj… cel…. Pal… trafiony! Aż się pióra posypały! Brawo Lucuś…. Teraz ja…
-Piorunem go, piorunem…
-No i nie trafiłem, wyspa rozpiep… Zniszczona. No to sobie chłopina popływa, hre, hre. 🙂

——————————————————————————————————————–

-Powiem ci Bodzio, że jestem pod wrażeniem. Zobacz jak ładnie się rozwijają. Z parki zagubionych nagusów stali się prawdziwą cywilizacją, potęgą.
-Wcale mi się to nie podoba.
-Zobacz, tworzą coraz większe skupisko.
-Budują wielkie miasto, na środku którego wznoszą wysoką wieżę. Tak się zwołują – im wyższa wieża, z tym większej odległości ją widać.
-I w czym problem Bodzio?
-Są zjednoczeni, coraz potężniejsi, poznali siłę techniki. W przyszłości nic nie będzie dla nich niemożliwe, cokolwiek zamierzą uczynić. Jeszcze gotowi stworzyć machiny latające i… wiesz, te historie o niebie i takie tam, które im podesłaliśmy…
-To zadziwiające, że tak dobrze sobie radzą, że tak się dogadują…
-Właśnie!!!!!
-Co właśnie?
-Dogadują się. Trzeba zrobić coś, by się nie dogadywali, by byli podzieleni na rody…
-Co to są narody?
-Rody mówiłem, Lucuś, rody. Ale wiesz, fajna nazwa – narody. Tam, po lewej jest szkicownik, podaj.
-A co to?
-A takie notatki… jak ich projektowałem… śledziona… to nie.…. ucho… O, mam! Ośródek mowy. Zrobimy małe sprzężenie zwrotne i żegnaj potęgo, żegnaj wolności…. Hi, hi.
-Ale zagubieni są teraz… jak bezbronne dzieci…
-Minie wiele wieków, zanim zaczną się łączyć, podpisywać pakty, tworzyć unie kontynentalne… ale i wtedy coś zaradzimy…
-Podsuniemy im coś, co ich skłóci… na przykład podpowiemy komuś, że banany muszą być krzywe albo że ślimaki to ryby… i niech się wtedy dogadają.  Hre, hre…

———————————————————————————————————————

-Co tam Bodzio, coś taki strapiony?
-No połapał się. Łazi i cuda czyni.
-Ech dzieci…
-Zniosłem, gdy bawił się w lekarza, ale gdy powołałem jego kumpla, a on mi go z rąk wydarł… To wbrew zasadom! I ta popijawa…
-Ale musisz przyznać, że ma klasę.
-Taaa… Chateau Latour rocznik 1968 w pierwszym wieku na bliskim wschodzie… co za wstyd.
-No widzisz, poczucie humoru ma po ojcu… hre, hre…
-Ja mu dam poczucie humoru… pstryk.
-Ty, patrz, po wodzie chodzi! Ale numer!
-No… ha, ha, ha, a chciał sobie popływać. 🙂

CDN