B.O.B. czyli, gdy już wszystko inne zawiedzie

A co, jeśli przyjdą zombi? Ja będę gotowy. Jeśli jednak się nie pojawią, to nie będę bezbronny w obliczu wichury, powodzi, ognia, czy wojny.

Moja koncepcja B.O.B.’a różni się nieco od ogólnie przyjętej. Nie jest to spakowany plecak leżący w szafie w przedpokoju i czekający na złe czasy. Jest natomiast połączeniem plecaka ucieczkowego, plecaka wycieczkowego oraz doczepianego E.D.C.
Podstawą jest 25 litrowy Texar Oliv, do którego dopięte są na taśmach i karabińczykami zasobniki i osprzęt (np. do szelek przypięte są latarka, nóż, baton, kompas). Całość można umownie podzielić na trzy części:
1. Część wspólna (stała) znajdująca się w dwu mniejszych komorach plecaka, w wybranych ładownicach i sprzęt doczepiany do taśm. W części tej znajdują się przydatne drobiazgi, jak oświetlenie, noże, źródła ognia, drobne narzędzia, środki obrony, apteczka, manierka… wszystko to, co może przydać się na wyprawie w lesie, czy w czasie ucieczki przed zombi.
2. Część wymienna – czyli dwie duże komory plecaka. Przed wyprawą wyjmuję niepotrzebne elementy B.O.B.’a, takie jak – zapasy żywności, zapasowa odzież, śpiwór (kupiony, w drodze) itd. W to miejsce wrzucam prowiant wycieczkowy, aparat fotograficzny… po powrocie ponownie przywracam plecakowi standard B.O.B.
3. E.D.C. – doczepiany do plecaka klamrami. Opis tego zestawu znajduje się w tym dziale bloga.
System ten zastosowałem, gdyż większość elementów B.O.B.’a pokrywa się w z tym, co zabieram w teren na wycieczki i tym, co zawiera mój E.D.C. Głównie ze wzgledów ekonomicznych nie chciałem dublować wyposażenia. Rozwiązanie takie, prócz oczywistej wady (konieczność przepakowywania plecaka po wyprawach) ma też zalety. Mój zestaw jest mi doskonale znany, elementy są sprawdzone w terenie i modyfikowane, mam wprawę w posługiwaniu się moim zestawem, żywność i medykamenty wymieniane po przeterminowaniu.
Tył plecaka: po prawej apteczka, po lewej u góry „kosmetyczka”, poniżej manierka, a z tyłu worek podręczny, w standardzie B.O.B. zawierający saperkę:

bob11.jpg

bob21.jpg

bob31.jpg

Apteczka
Ładownica MB-10 firmy Texar jest idealna w roli apteczki. Składa się z dwu elementów – mocowanej w systemie Molle do plecaka podstawy oraz torebki mocowanej do podstawy za pomocą rzepa i klamry zabezpieczajacej. U góry ładownica posiada uchwyt. W przypadku nagłego zdarzenia odpinamy klamrę, „zdzieramy” apteczkę z podstawy i biegniemy na pomoc poszkodowanym, bez ciężkiego plecaka.
Wewnątrz umieściłem zawartość atestowanej apteczki samochodowej, dodając tabletki przeciwbólowe, węgiel, wodę utlenioną.

apteczka1.jpg

apteczka2.jpg

„Kosmetyczka”
Ładownica MB-10, a w niej papier toaletowy (sporo), ręcznik szybkoschnący (w drodze), mydło, szczoteczka do zębów, chusteczki chigieniczne, worki na śmieci, chusteczki nawilżone.

Dwie małe komory (drobnica):
A w nich drobiazgi przydatne w terenie, stale uzupełniane: linki 2x5m, kompasy (mój i synka), wata w woreczku strunowym, krzesiwa w woreczku strunowym 2x, zapasowa latarka, osełka Lansky, długopisy, srubokręt-próbnik, kopie dokumentów w woreczku strunowym, notes, penseta, zapasowy scyzoryk, dwie zapalniczki z oświetleniem, shurikeny, zestaw do wędkowania w woreczku. W woreczku na drobne narzędzia – nóż do tapet, woreczki strunowe, super glue, trytytki, taśma izolacyjna, gumki recepturki, miara 1m. Brakuje – gwoździ.

drob.jpg

Manierka
Także z Texara. W komplecie aluminiowy kubek. Pokrowiec wyściełany jest futerkiem i kieszonka na tabletkami do uzdatniania wody.

manierka2.jpg

Przód plecaka

A z przodu dwie ładownice na szelki firmy Mil-Tec (nr 1 na zdjęciu poniżej). Są tylko troszkę szersze niż szelki, dobrze do nich dolegają, nie usztywniają ich. Nie ograniczają ruchu i znajdują się na wysokości piersi – bardzo wygodne umieszczenie ekwipunku dostępnego od zaraz. Zależało mi na długich, gdyż jedna z nich zawiera pałkę teleskopową z latarką w rękojeści. Jest to wg mnie świetne rozwiązanie, gdyż pałka bardzo źle kojarzy się w moim środowisku, choć mało kto trzymał taką w ręku. Sprawdzałem, myślą, że to taka długa latarka. Zatem mam zakamuflowaną broń zawsze pod ręką. A na cóż mi ona? Każdej niedzieli wędrujemy przez lasy i knieje i chcę mieć coś do obrony pod ręką, choćby przed psami. Pałka to ESP, oczywiście hartowana, 16″. W drugiej ładownicy znajduje się nóż Sanrenmu Enlan EL-01. Nóż ten mam zawsze przy sobie – w pracy, w obejściu i domu. Rękojeść jest bardzo wygodna, otwieranie noża także. Blokada daje poczucie pewności. Mimo wykonywania przeróżnych prac (cięcie węży, obróbka kabli, przecinanie sznurów, czyszczenie metalowych gniazd z nadmiaru farby… nóż zachowuje ostrość. Jak dotąd nie ma luzów.
Worek zrzutowy może być też na pasie biodrowym zamiast z tyłu (nr 3 na zdjęciu). Póki co służy mi on jako podręczny pojemnik, w tym na śmieci (nie zostawiam śmieci w lesie). Docelowo będzie w nim proca, kulki i będzie jeszcze sporo miejsca. Także na pasie biodrowym umieściłem pokrowiec latarki Olight M22 (nr 2 na zdjęciu):

szelki1.jpg

To co pod ręką:

szelki2.jpg

Środki obrony
Pałka teleskopowa udająca latarkę (by nie gorszyć i nie straszyć znajomych i bliskich), proca (konieczna wymiana na mniejszą), shurikeny (uwielbiam rzucać nimi dla rozrywki po pracy), noże rzutki. Dodatkowo noże (2x Mora, Sanrenmu EL01), maczeta, latarka Olight M22 950 lumenów (oślepia) oraz luneta Yuko Sout 50×20 do wypatrywania niebezpieczeństwa.

obrona.jpg

Duża komora i dół plecaka:

palatka.jpg

Mniejsza maczeta MTech 38cm – w sam raz do plecaka. Pałatka wojskowa z odzysku, saperka i mały śpiworek.

Oznaczenia:

By niedźwiedzie nie miały wątpliwości czyj to sprzęt:

naszywki.jpg

Z lewej mój osobisty znak rozpoznawczy.

Sanrenmu ZB4-T21 pół roku później

Gdy pół roku temu przedstawiłem moje EDC na forum „zombiaków”, a w nim nóż ratowniczy ZB4-T21 firmy Sanrenmu, rozgorzała dyskusja pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami wyrobów tego chińskiego producenta. Minęło pół roku użytkowania noża, czas zatem na małe podsumowanie. Najlepszym recenzentem jest intensywne użytkowanie w jednostce czasu – w tym przypadku niemal codzienne w ciągu pół roku.
Nóż wykorzystywany jest zarówno w zagrodzie, domu, do garnituru, jak i w pracy. Głównie tnie gumowe węże, nacina drewniane listwy, „obiera” izolacje kabli, zdziera stare uszczelki, zeskrobuje farbę z rur, nakłada kleje, odkręca niewielkie wkręty, przygotowuje posiłki, tnie młode gałęzie i pędy, linki i liny, kopie niewielkie dołki w ziemi, otwiera butelki i konserwy, otwiera kartony… Krótko mówiąc nie ma u mnie życia łatwego. Noszony zaś jest w kieszeni z kluczami i latarką. Jako, że jestem hydraulikiem nieraz pracował w wodzie. Mimo to rękojeść nie ma żadnych uszkodzeń. Nawet farba na ostrzu jest w całkiem dobrym stanie. Nie ma też luzów, mimo, iż nie był rozkręcany do czyszczenia. Śruby nie były dokręcane. Zatem można śmiało stwierdzić, iż jest to wyrób trwały. Przez cały okres użytkowania nigdy nie zawiodła blokada ostrza, a ukształtowanie rękojeści i jej faktura sprawiają, iż nóż bardzo dobrze i pewnie leży w dłoni. System otwierania jest także bardzo wygodny. Zastosowany profil głowni bardzo dobrze sprawdził się w tak szerokim spektrum działania. Uważam, że jest to scyzoryk wygodny i bezpieczny. Jedyną wadą jest konieczność dość częstego ostrzenia mojego Sanrenmu, jednak dzięki ostrzałce prętowej nie zabiera to dużo czasu i energii.
W mojej subiektywnej ocenie nie jest to dobry nóż w rozsądnej cenie – jest to po prostu dobry nóż.

Osełka Taidea

Mężczyzna bez noża jest jak dziecko emo bez depresji. Nóż zaś powinien być ostry. Nabyłem więc drogą kupna (uwielbiam ten kretyński zwrot) osełkę Taidea. Posiada cztery ceramiczne pręty – dwa do obróbki wstępnej i dwa do wygładzenia ostrza. Można ustawić dwa kąty ostrzenia – 15 oraz 20 stopni. Pręty chowane są w podstawie, która posiada także osłonę na rękę przytrzymującą zestaw. Całość solidna i wygodna.
taidea