Piper Cub z GWSa

Wiele przyjemności sprawiły mi budowa i latanie Tiger Moth`em firmy GWS. Niestety, pewnego dnia nie trafiłem modelem w balkon i rozbiłem go o ścianę bloku, w którym mieszkałem. Gdy w tym roku szukałem dla siebie prezentu na urodziny znalazłem podobny model, na dodatek przeceniony do 90zł. Jeden weekend i Piperek gotowy jest do lotu. Oczywiście nie obyło się bez przeróbek. Model dostał napęd bezszczotkowy, akumulator Li-Pol i całkiem nowe podwozie. Czekam na wiosnę, by wzbić się w powietrze tym styropianowym metrowcem, o zawrotnej wadze 330gram.

cub1cub2

Model do lotów nocnych

ŚwietlikMam własne mini-lotnisko za domem, a mimo to nieraz brakuje czasu na loty, bo wolna chwila nadchodzi dopiero po zachodzie słońca. Wiele wieczorów, a nawet nocy żałowałem, że nie mam modelu dostosowanego do lotów w ciemnościach, zwłaszcza w bezwietrzne, księżycowe, zimowe wieczory, gdy pola pokryte są gładką śnieżną powłoką. Ile uroku może mieć  latanie po zmroku pokazali mi koledzy z Bydgoszczy F3FCB w czasie ogniska modelarskiego, fruwając po zmroku swoim Fun Cubem nad moją Kosowizną. Jako płatowiec posłużył mi prosty motoszybowiec Pioneer z pianki EPP – model prosty i szybki w budowie, z pojemnym kadłubem, zdolny unieść spory ładunek. Oczywiście nieco go zmodyfikowałem dodając podwozie kołowe (wszak po ciemku trudniej się ląduje) i silnik dający bezpieczny nadmiar mocy Dualsky XM2830-7-10P. Oświetlenie to taśmy ledowe i akumulator 3S 700mAh. Całość na ziemi prezentuje się tak:

swietlik3 swietlik1 swietlik2Po pierwszych lotach sąsiedzi wyrazili swój zachwyt… a myślałem, że już nie jestem w stanie ich zadziwić. 🙂

Sanrenmu ZB4-T21 pół roku później

Gdy pół roku temu przedstawiłem moje EDC na forum „zombiaków”, a w nim nóż ratowniczy ZB4-T21 firmy Sanrenmu, rozgorzała dyskusja pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami wyrobów tego chińskiego producenta. Minęło pół roku użytkowania noża, czas zatem na małe podsumowanie. Najlepszym recenzentem jest intensywne użytkowanie w jednostce czasu – w tym przypadku niemal codzienne w ciągu pół roku.
Nóż wykorzystywany jest zarówno w zagrodzie, domu, do garnituru, jak i w pracy. Głównie tnie gumowe węże, nacina drewniane listwy, „obiera” izolacje kabli, zdziera stare uszczelki, zeskrobuje farbę z rur, nakłada kleje, odkręca niewielkie wkręty, przygotowuje posiłki, tnie młode gałęzie i pędy, linki i liny, kopie niewielkie dołki w ziemi, otwiera butelki i konserwy, otwiera kartony… Krótko mówiąc nie ma u mnie życia łatwego. Noszony zaś jest w kieszeni z kluczami i latarką. Jako, że jestem hydraulikiem nieraz pracował w wodzie. Mimo to rękojeść nie ma żadnych uszkodzeń. Nawet farba na ostrzu jest w całkiem dobrym stanie. Nie ma też luzów, mimo, iż nie był rozkręcany do czyszczenia. Śruby nie były dokręcane. Zatem można śmiało stwierdzić, iż jest to wyrób trwały. Przez cały okres użytkowania nigdy nie zawiodła blokada ostrza, a ukształtowanie rękojeści i jej faktura sprawiają, iż nóż bardzo dobrze i pewnie leży w dłoni. System otwierania jest także bardzo wygodny. Zastosowany profil głowni bardzo dobrze sprawdził się w tak szerokim spektrum działania. Uważam, że jest to scyzoryk wygodny i bezpieczny. Jedyną wadą jest konieczność dość częstego ostrzenia mojego Sanrenmu, jednak dzięki ostrzałce prętowej nie zabiera to dużo czasu i energii.
W mojej subiektywnej ocenie nie jest to dobry nóż w rozsądnej cenie – jest to po prostu dobry nóż.

Ninja

Chińska tandeta za kilkanaście złotych? Niekoniecznie. Po kilku prostych przeróbkach otrzymujemy poręczną i trwałą broń miotającą. A modyfikacja polegała na zamianie podwójnego naciągu na pojedynczy, ale dłuższy, z wykorzystaniem wężyków z zestawu. Kilka minut pracy w efekcie której mamy moc zabawy na strzelnicy.

ninja

Cuprum

Procę wykonałem z miedzianej instalacji (rurka  średnicy 15mm), którą wypolerowałem na matowo po lutowaniu. Rękojeść owinięta jest sznurkiem klejonym na całej długości. Pod owijkę wzdłuż rękojeści podłożyłem sznury dzięki czemu jest ona wyprofilowana (w przekroju owalna) i bardzo wygodna.  Naciąg to pojedyncza guma Thera-Band (złota) ze skórzanym koszykiem. Proca ma dużą moc, jednak docelowo zastosuję do naciągu cztery pasy gumy zwężającej się przy koszyku, co znacznie zwiększy jej skuteczność.

Wymiary:
wysokość – 18cm
szerokość – 9,5cm
szerokość naciągu – 2,5cm
cuprumcuprumcuprum

Osełka Taidea

Mężczyzna bez noża jest jak dziecko emo bez depresji. Nóż zaś powinien być ostry. Nabyłem więc drogą kupna (uwielbiam ten kretyński zwrot) osełkę Taidea. Posiada cztery ceramiczne pręty – dwa do obróbki wstępnej i dwa do wygładzenia ostrza. Można ustawić dwa kąty ostrzenia – 15 oraz 20 stopni. Pręty chowane są w podstawie, która posiada także osłonę na rękę przytrzymującą zestaw. Całość solidna i wygodna.
taidea

Latarka czołowa

W jakimś markecie (chyba Biedrona to była) znalazłem takie cudo:

latar2.jpg

latar1.jpg

Nigdy nie byłem wielbicielem czołówek, bo miałem kiedyś taką słabo świecącą i awaryjną tandetę z plastikowymi paskami i się zniechęciłem. Ta mimo ceny 19,99PLN jest o niebo lepsza. Zbierałem dziś młode kurczaki z ogródka po ciemku, więc test bojowy zaliczony. Elastyczne paski są wygodne. Jasność świecenia mogę określić na zbliżoną do mojego Oligchta I3S, który daje 80 lumenów. Źródłem światła jest dioda 3W (jak wyczytałem na pudełku). Szerokość wiązki jest regulowana. Ponadto można wybrać świecenie ciągłe lub miganie (niska częstotliwość). Kierunek świecenia w zakresie góra-dół można ustawić na zawiasie. Całość sprawia wrażenie solidności (o dziwo!), a na pudełku jest chwyt marketingowy w postaci napisu: „Produkcja kontrolowana, sprawdzono parametry produktu.”

Sobota z ciziami

Dojeżdżałem na miejsce lotów, od którego dzielił mnie zagajnik i wpatrywałem się z niebo nad stokiem. Czarne chmury złowrogo wisiały tuż nad drzewami, a o szyby auta coraz częściej uderzały krople deszczu. Mimo to dostrzegłem kształt szybowca tańczącego we wznoszących się prądach powietrza. „O, zboczeńcy już są” – pomyślałem. I rzeczywiście, gdy dojechałem na miejsce prawie kompletna załoga w strugach deszczu uciekała pod drzewa. Cóż, mieszkam najbliżej, nic dziwnego, że docieram na miejsce na koniec.
Pierwszy zobaczył mnie starosta zboczowy Krzysztof. Niósł w ręku model Sprint, który niedawno kupił ode mnie. Nie cierpiałem tego modelu. Zupełnie go nie czułem. W ostrych nawrotach potrafił zwalić się bez ostrzeżenia na skrzydło, a przy lądowaniu trząsł się jak stary paralityk. Jednak szelmowskie spojrzenie nowego pilota zdawało się mówić „Takiego modelu pozbyłeś się frajerze!” I rzeczywiście, okazało się, że jest to dokładnie model, jakiego oczekiwał i z którego bardzo się cieszy. Ja z kolei w miejsce Sprinta zagospodarowałem model Colibri. Jest to szybowiec idealny dla mnie. Nie posiada lotek, a uczyłem się latać i wiele lat latałem w takim układzie i w nim czuję się najlepiej. Jest stabilny, przewidywalny, ale można się też nim powygłupiać. Koledzy twierdzą, że leniwie reaguje na stery, ale ja uważam, że mają gorszy refleks niż ja i dlatego model z  opóźnieniem wykonuje ich polecenia. 😉 Jest to model niezwykły z jeszcze jednego powodu – należał do naszego kolegi Malinna, który jak go wywija harce między chmurami z aniołkami w niebie. Jak powiedział Piotr K.: „Model relikt”. Po godzince latania Colibri poczułem się tak pewnie, że odważyłem się polecieć tuż nad model dużego szybowca z EPP pilotowanego przez Niezłą Cizię i udawać, że chcę wylądować na jego karku.
A propo Ciź… stanowimy dość dziwaczne towarzystwo. Jest Starosta, czyli Parkingowy, czyli Cieć, czyli Hornet. Jego syn to Damek, a obaj noszą nazwisko Bajer. Świeżo upieczony tata Manaq (który na razie ma inne sprawy na głowie niż latanie). Dwaj koledzy to bracia Cizio. Jest też szalony, ale przesympatyczny Arabat i moja skromna osoba Kosmity. Dojechał także Piotr K. który, jak mam nadzieję, po wczorajszych lotach będzie bywalcem stoków tak jak i my. Zatem Kosmita spędził wczoraj czas z Ciziami, było dużo bajerów, a jeden z kolegów ciągle stara się coś utargować słowami „a rabat?”. Zaś opowiadając dowcip przy Damku czułem się jak bawidamek.
Nie zawiodła pogoda, nie zawiodły modele i nie zawiedli piloci. Na szczególną uwagę zasługuje popis w wykonaniu DamianaC. Niezwykły był widok Pipera, trenerka o wielkim kadłubie i z efektownym oświetleniem, który żaglował niczym rasowy szybowiec F3F udowadniając słowa Horneta, że na stoku lata wszystko. Także Arabat dostarczył nam nie lada emocji podtrzymując tradycję lądowania ala kamikadze – nie na kadłubie, a na skrzydle. Tak, jego lądowania mają niepowtarzalny styl, rzec by można, że są pełne fantazji i ekstrawagancji. Tradycją staje się też  lotnicze ognisko z pieczonymi kiełbaskami i ziemniakami. Jako urodzony prowincjusz z niedowierzaniem przecierałem oczy widząc, jak moi wielkomiejscy koledzy wycierają kiełbaski przed nabiciem na kije, używają sztućcy, a ziemniaki miast zasypiać w żarze owijają folią aluminiową. Dam im trochę czasu, znudzą im się te wielkomiejskie nawyki i niebawem będą wracać z ogniska jak należy – usmarowani, czarni i szczęśliwi… Bo modelarze to duże dzieci, a szczęśliwe dziecko, to brudne dziecko… i wylatane.

Zdjęcie Krzysztof  Bajer

aaa.jpg

Warsztat średniego chłopca

Jędruś nie lubi być nazywany małym chłopcem. Twierdzi, że jest średnim chłopcem. To zupełnie tak jak ja. 🙂 I tak jak ja uwielbia majsterkować. Budujemy zatem od czasu do czasu dziwaczne i proste zabawki – a to turbinę wodną do unoszenia zabawkowej windy, innym razem kompas wodny, wiatrak butelkowy, peryskop… Mam nadzieję, że dział ten będzie inspiracją, czy raczej podpowiedzią, dla innych tatusiów.

TERMOMETR EDUKACYJNY

Prosta deseczka z narysowaną skalą i dwoma otworami. Przez otwory przeciągnięte są połączone wstążeczki w dwu kolorach imitujące płyn w termometrze. Po drugiej stronie do wstążeczek dowiązane jest kółko jako uchwyt do przesuwania wstążek w górę i w dół, co imituje zmianę wskazania na termometrze. Dziecko nie tylko poznaje zasadę działania i odczytywania termometru, ale ćwiczy liczenie.

termo1.jpg termo2.jpg termo3.jpg

ZEGAR EDUKACYJNY

Bardzo przydatna zabawka do nauki odczytywania godzin z zegara. Także jego budowa daje dużo radości i uczy młodego majsterkowicza. Na przykład jak używa się cyrkla, jak wyznacza się za pomocą przekątnych linii środek prostokąta, czy też kontruje śrubki tak, by się nie odkręcały. Ten cyferblat wykonany jest z cienkiej płyty meblowej. Za wskazówki służą listewki, a oś to zwykła śrubka. Dziecko może dowolnie przestawiać wskazówki pokazując zadane godziny.

zegar.jpg

PERYSKOP

Nawet nie sadziłem, że to proste urządzenie sprawi Jędrusiowi tyle radości. W chwili zapomnienia próbował podejrzeć sąsiadkę zza ściany. 🙂
Obudowę wykonaliśmy z płyt pod panele podłogowe. Wewnątrz  wkleiliśmy dwa lusterka kieszonkowe. Całość okleiliśmy żółtą taśmą pakową:

1.jpg 2.jpg 3.jpg
4.jpg 5.jpg 6.jpg

MAGNETYCZNA PANIENKA
Jak poprzez zabawę „pokazać” dziecku magnetyzm? Wystarczą dwa magnesiki i kawałek papieru. Wycinamy kształt ludzika i przyklejamy jego spód do jednego z magnesików. Kładziemy taką zabawkę na jakiejś płycie (może być blat stołu), drugi magnes przyklejamy z dołu. Dziecko ruszając magnesem pod płytą wprawia w ruch także magnetycznego ludzika. I magnetyczna panienka zaczyna tańczyć. 🙂

panienka.jpg

WODNY KOMPAS

Jędruś ma zabawkowy globus. Dzięki niemu wie, że ziemia jest kulą. Że na tej żółtawej plamie na dole mieszkają kangury i Bracia Koala, a po drugiej stronie na tym białym polu biegają misie polarne, pingwiny i Święty Mikołaj.Wie też, że nasza planeta jest jak wielki magnes. A czerwona wskazówka na kompasie pokazuje jak trafić na działkę dziadków i do białej plamy. 🙂 Ale co to jest właściwie ten kompas? Hmmm… To też magnes, ale w kształcie igły.
Do zbudowania kompasu potrzebujemy magnesu, igły, skrawka papieru, miski i wody. Najważniejsze jest odpowiednie namagnesowanie igły – w palce jednej dłoni chwytamy igłę i przesuwamy po niej magnesem trzymanym w drugiej dłoni. Ale zawsze w jednym kierunku – tak, jakbyśmy czesali igłę magnesem. Wpinamy igłę w kawałek papieru i kładziemy na taflę wody. Igła układa się wzdłuż linii północ-południe. Kompas gotowy. 🙂

kompas.jpg

Budowa i oblot

Model Sky Star świetnie sprawdził się w roli modelu wielozadaniowego. Niestety intensywnie używany do wygłupów w powietrzu i lotów szpiegowskich zużył się na tyle, iż czas było pomyśleć o następcy. Ponieważ samolot o rozpiętości 1,2 metra był trochę za duży, jak na model na każdą okazję i trochę za mały, jako stabilną platformę dla aparatu fotograficznego kupiłem dwa modele:  trenerek 1,5 metra rozpiętości do szpiegowania i maleństwo do zabaw w powietrzu, oba z EPP.

Easy produkcji czeskiej firmy FREE AIR to mały górnopłat z EPP z moim ulubionym napędem pchającym. Oczywiście nie obyło się bez pewnych przeróbek. W małych modelach z „pianki” (np. klasy ESA) nie lubię szpecących przewodów biegnących po zewnętrznych powierzchniach i pakietu wciśniętego w ordynarny otwór. Ponieważ kadłub jest szeroki udało mi się schować elektronikę wewnątrz, zaś wnękę akumulatora zamknąłem klapką z balsy. Jedynym poza silnikiem elementem umieszczonym na zewnątrz jest regulator obrotów, znajdujący się pod wieżyczką silnika. Tę ostatnią wykonałem samodzielnie (oryginalnie silnik szczotkowy znajduje się na laminatowej płytce), dzięki czemu w modelu mogę zainstalować śmigło do 7 cali średnicy. Aby usztywnić elastyczny materiał, z którego wykonany jest płatowiec użyłem prętów węglowych o średnicy 1mm. Wpuściłem je od dołu i góry w skrzydła, po bokach kadłuba, po bokach i na górze belki ogonowej, na obu powierzchniach statecznika poziomego. Dodatkowo z prętów wykonałem zastrzały wzmacniające mocowanie wieżyczki i usztywniające usterzenie. Mimo tak wielu zmian model waży mniej niż 250g, czyli mniej niż maksymalna masa podana przez producenta (to niezwykle rzadkie). Do tego wyniku przyczynił się zapewne lekki osprzęt, w tym mały silniczek RAY C1826/31 i pakiet Li-Pol 3S 800mAh.

Dane techniczne:
rozpiętość – 860mm
długość – 770mm
waga – 250g
profil – E205 mod.

W locie model zachowuje się więcej niż prawidłowo i co ciekawe wbrew nazwie potrafi także pokazać pazur. Choć prędkość minimalna jest rzeczywiście nieduża, to na pełnych obrotach dogoniłby być może niejeden model ESA. Przy tym jest bardzo stabilny i zwrotny. Loty nim po intensywnej pracy w ogrodzie to świetny wypoczynek. To ładny, wygodny w użytkowaniu i prosty w pilotażu model zarówno dla początkujących, jak i zaawansowanych modelarzy.

1.jpg 2.jpg 3.jpg
4.jpg 5.jpg 6.jpg