Baba z brodą

Nie, takiej okazji do spłodzenia tekstu nie mogłem przepuścić. W konkursie Eurowizji wygrała kobieta z brodą, czy może mężczyzna z brodą przebrany za kobietę. Jak się dłużej zastanowić, to można dojść do wniosku, że to jednak mężczyzna przebrany za kobietę z brodą. A może kobieta przebrana za mężczyznę przebranego za kobietę z brodą… Kto to właściwie jest?
W przeciwieństwie do wielu internautów nie twierdzę, że konkurs powinny wygrać słowiańskie cycki. Piosenka jest żenująca i zarówno treść jak i forma sprowadzają się do przedstawienia Słowianek jako łatwych ślicznotek z pustymi głowami, a Polskę jako zaplecze erotyczne Europy. Z drugiej jednak strony była to miła odmiana w zestawieniu z eurowizyjnym ponuractwem. Nie sądzę jednak, by Conchita Wurst wygrała, gdyby nie miała brody. Nagroda ta jest niczym krzyk – patrzcie, jaka Europa jest tolerancyjna. Czy aby na pewno?
Nie mam nic przeciwko gejom, lesbijkom i innym kombinacjom. Podobnie, jak nie mam nic przeciwko turkuciom podjadkom. To po prostu nie mój świat. Jednak, to co dzieje się w świecie ludzi, w tym organizmie, jakim jest społeczeństwo, zaczyna mnie nie tylko niepokoić, ale także denerwować. Nasilone promowanie homoseksualizmu pod przykrywką tolerancji oraz krzewienie obcej nam kulturowo ideologii gender uważam za społecznie szkodliwą tyranię mniejszości nad większością. I nie mam złudzeń – przedstawianie przez media homoseksualizmu jako cechy pożądanej, wartościowej, czy wręcz modnej wpłynie na dzieci i młodzież w określony sposób. Homoseksualistów będzie coraz więcej. Jest to ślepa uliczka ewolucyjna z prostej przyczyny – zaprzecza naturalnej i fundamentalnej potrzebie każdej żywej istoty – zachowania gatunku na poziomie makro i przedłużenia linii genetycznej na poziomie mikro.
Jednym z elementów promocji homoseksualizmu jest indoktrynacja ideologią gender. Co właściwie kryje się pod tym pojęciem w praktyce? Głównie wpajanie dzieciom, że ich fizyczne cechy płciowe nie mają znaczenia, bo tylko od ich woli zależy, jakiej są płci. Skutek takiej edukacji łatwo przewidzieć – oprócz wspomnianego wzrostu wyuczonego homoseksualizmu także zanik standardowych ról społecznych, a co za tym idzie upadek instytucji rodziny.
Ostatni festiwal Eurowizji i szum medialny wokół kobiety z brodą to także przykład obrzydliwej manipulacji. Próbuje się nam wmówić, niestety w wielu przypadkach z powodzeniem, że kobieta z brodą to coś najzupełniej normalnego, zaś wszystkim tym, którzy mają wobec tego twierdzenia obiekcje przyszywa się łatkę nietolerancyjnych. Esencjonalnie można ująć to w zdaniu, iż odmienność seksualna (nawet w tak groteskowej formie) jest dobra, zaś wszelka opozycja do niej jest zła. A ja się pytam – a co z tolerancją wobec tych, którzy w sposób tradycyjny postrzegają zagadnienia seksualności?
Jak zawsze ktoś pociąga za sznurki. I ma w tym jakiś cel. Tylko jaki? Czy możni tego świata chcą doprowadzić do depopulacji, jak twierdzą zwolennicy teorii spiskowych, poprzez promocję zachowań ograniczających przyrost naturalny? A może to test na to, jak bardzo ogłupiałe są już narody Europy. Wszak jeśli Europejczycy bez oburzenia przyjmą coś tak absurdalnego jak kobieta z brodą jako normę, to można wmówić im niemal wszystko.

Święto Niepodległości

Jesteśmy parobkami we własnym kraju. Dzika prywatyzacja, szemrane transakcje, chybione reformy, upadające firmy i instytucje państwowe, unijne fundusze „inwestowane” w Orliki, a nie fabryki, seryjny samobójca grasuje… Demontaż kraju trwa. Służba zdrowia zniszczona. Wojsko to wielkie biuro, a nie siła militarna. Koleje zniszczone. Nawet komisariaty są likwidowane. Żyje się nam coraz gorzej, a to dopiero początek, bo kapitał stale jest wyprowadzany za granicę, a zadłużenie rośnie. Odczuwają to niemal wszyscy. Więc dlaczego siedzimy na czterech literach? My, dumni Polacy, wiecznie niepokorni, waleczni i kochający wolność, patrzymy na czwarty – ekonomiczny i polityczny – rozbiór ojczyzny.
Duża część społeczeństwa to trzoda chlewna karmiona medialną, ogłupiającą papką. Wiara w to co przekazują media mnie zadziwia. Podobnie jak ekscytacja sztucznym światem celebrytów, serialami i telewizyjnymi showami. Ci nieliczni, którzy widzą, że coś jest nie tak i chcą coś z tym zrobić często wpadają w pułapkę, pułapkę z której trudno się uwolnić. Pułapkę zastawioną przez władze. Jest nią podział. Model dwupartyjności to nie przypadek. Jest znanym na świecie sposobem na stworzenie pozorów demokracji i na ideowe podzielenie ludności. W naszym kraju dochodzi do tego silny podział na skrajną prawicę i lewactwo. Im ten podział silniejszy, im wrogość różnych frakcji większa, tym byt elit politycznych (zarówno rządzących jak i opozycyjnych) pewniejszy. Skłócony, podzielony naród nie jest zdolny do rewolty, bo ściera się między sobą.
Nic dziwnego, że rządzący nakręcają tę spiralę nienawiści. Zachowanie mediów przed Świętem Niepodległości nie dawało złudzeń – atmosfera była podgrzewana. Nie byłem w Warszawie, nie widziałem zamieszek, jednak relacje zwykłych ludzi nie pozostawiają wątpliwości – podobnie jak w zeszłym roku dochodziło do prowokacji. A wystarczy mała iskra…
Kto zdoła zjednoczyć ludzi, gdy nienawiść i zaślepienie są tak wielkie? Kto zdoła uświadomić im, że prawdziwi ciemiężyciele to wielkie finansowe kartele, którym podległa jest międzynarodowa polityka zachodu?
Tracisz kolejne drobiny wolności i człowieczeństwa. Pętla zaciska się powoli, bardzo powoli. Tak powoli, że załatwiając kolejną pilną sprawę, kupując mebel, czy patrząc na kolejny odcinek pląsających gwiazd nie zauważasz sznura na swej szyi. Gdy spojrzysz w lustro i zobaczysz siną i napuchniętą gębę będzie już za późno.

Mała Madzia z Sosnowca

-Wyjdą!
-Przy takim poparciu? Przy takim chaosie?
-Wyjdą panie premierze, nawet bydło zbuntuje się zanim zdechnie! Już wychodzą.
-To zorganizujemy prowokację, tak jak w listopadzie, wiesz, jedenastego.
-To było niepotrzebne, ostrzegałem. Teraz sami się pilnują.
-To znowu ich czymś zajmijmy. Kościół? Kibole?
-Już nie działa.
-To z Jarem zrobimy wojenkę. Wciąga ich ten cyrk.
-Panie premierze, wat, bezrobocie, paliwa rosną, podwyżki, ACTA i jeszcze emerytury. Kurwa wyjdą. Janusza wysłaliśmy, nie przejął, przepędzili.
-To co teraz?
-Poprosiłem naszych, są badania.
-I?
-Coś niepolitycznego, coś wrażliwego społecznie, coś co ich ruszy?
-Ale co?
-Śmierć dziecka.
-Gówno. Dzieci umierają, na białaczki, na sraczki… Codziennie. Jeszcze nas obwinią.
-To musi być cała historia, jak w książce, nie kurwa, jak w serialu… kryminał. Nasi już szukali i mają.
-Co?
-Śmierdząca sprawa, bardzo śmierdząca. Było kilka, ale tu od razu wiedzieli, że to rodzice, tylko udowodnić. Gówniarze mówią, że to porwanie. Tkliwa patologia.
– Niezła pasza.
-Można przeciągnąć. Wypuścimy naszych, reszta hien podłapie. Krzychu jest na fali. To on będzie pilotował. Ma u nas dług.
-Zgodzi się?
-Jasne, ma parcie na szkło. Zrobimy z niego pieprzonego Zawadę.
-A ja?
-Siedzieć cicho.
-Ale…
-Wykonać!… panie premierze.

Wehikuł czasu

Na jednym z wykładów profesor Zybertowicz użył określenia „tak wielu ludzi nie może się mylić” w odniesieniu do religii. Jeśli wierzyć w profesorską inteligencję to musiała być to prowokacja wyzwalająca w nas, leniwych studentach, procesy myślowe wykraczające poza niebieskie migdały. Z historii wiemy przecież, że niejednokrotnie masy ludzkie ulegały fałszywym ideom. Nieraz zastanawiałem się, jak możliwym było zaistnienie nazizmu i jego romans z narodem niemieckim? Szukałem odpowiedzi bogatszej niż obarczenie winą Traktatu Wersalskiego (co mogłoby prowadzić do wniosku, że w istocie byli biednymi ofiarami, a nie sprawcami międzynarodowej rzezi), odpowiedzi uniwersalnej zarówno na poziomie mas ludzkich, jak i przeciętnego Schmidta, żyjącego w latach trzydziestych ubiegłego wieku. Odpowiedź znalazłem w obserwacji dwu zjawisk, z pozoru niezwiązanych z sobą, a w istocie identycznych w jakiś symboliczny i mroczny sposób.
Pułapka na muszki owocówki
W domu pojawiły się muszki owocówki. Komisja w pełnym składzie nie znalazła przyczyn pojawienia się intruzów – ani za lodówką, ani za gazówką, a nawet na parapecie za oknem nie odkryto bazy macierzystej najeźdźców – gnijącego owocu. Tymczasem inwazja z kuchni rozprzestrzeniła się na cały dom. Nie było rady – trzeba było użyć broni masowego rażenia – pułapki na muszki. Przebiegłe urządzenie to w istocie pojemnik przypominający kształtem jabłko, na dnie którego znajduje się wonna i lepka ciecz, z wejściem pozwalającym muszkom na podróż tylko do wewnątrz. Ofiary ogłupione zapachem pokarmu nie zauważają zdradzieckiej konstrukcji, chłodu plastiku i trupów towarzyszy pływających na dnie owej ziemi obiecanej i oszukane obietnicą lepszej przyszłości i zaspokojenia potrzeb niezaspokojonych giną. Domyślać się tylko mogę, że idąc na śmierć biedne, głupie stworzonka czują satysfakcję, którą zrozumieć może tylko ten, kto brał udział w zrywach i akcjach masowych, gdzie towarzysz przy towarzyszu, z pieśnią na ustach, w walce ze wspólnym wrogiem… chyba trochę mnie poniosło, wszak trudno wyobrazić sobie muszki śpiewające pieśni masowe.
Noc pochodni
Oglądając sceny z Krakowskiego Przedmieścia trudno nie mieć skojarzeń z początkami Trzeciej Rzeszy. Mały, egoistyczny, cyniczny hipokryta kusi masy odnosząc się do ich niezaspokojonych potrzeb i żerując na ich lękach… ba, lęki owe wywołując. A lęk (podobnie jak słabość) wywołuje agresję. Ofiary zaś zaślepione emocjami nie zauważają, iż uczestniczą w wielkiej mistyfikacji. Będąc tam, wśród swoich, z poczuciem wspólnotowości, pośród pieśni i płonących pochodni, mając wyraźny obraz wroga, czując się elementem lepszej, wojującej części narodu nie zauważają, że w istocie są trybikami w maszynerii, której jedynym zadaniem jest spełnienie chorych ambicji wodza i jego przybocznych. Wodza, który ma niezaprzeczalnie czyste sumienie, gdyż nieużywane. Wodza, który nie cofnie się przed kłamstwem, pomówieniem, wykorzystaniem katastrofy smoleńskiej. Wodza, który w istocie nie szanuje tych, którzy niosą pochodnie. Całe szczęście jesteśmy narodem bardziej zróżnicowanym, a może mądrzejszym niż Niemcy osiemdziesiąt lat temu. Nie sądzę więc, by w tym bagnie utonął ktoś więcej, niż same muszki owocówki.

Bitwa Warszawska

Hordy najemników kipiały nienawiścią do obrońców. Bez znaczenia było, że to ich krajanie. Wszak nieprędko nadarzy się okazja, by urządzić sobie wojenkę, na której pokazać można wyższość swych w pocie i chemii ukutych mięśni nad ludem. Nic tak nie poprawia samopoczucia, jak w mordę dać, choćby i słabszemu. A by z czystym sumieniem w mordę dawać, trza nienawidzić. Nienawidzili zatem? dla zasady.
Obrońcy zaś, widząc te bestie kły szczerzące, swe kramy w fortecę zamienili. I w nich już krew kipieć zaczęła, wszak o byt własny walczyć mieli i sprawiedliwość ? jak im namiestnik dotychczasowy owych włości mawiał.
Wysłannik Zardzewiałej Damy (przydomek ów stąd się wywodzi, że zdawać by się mogła Żelaznej Damy uczennicą, gdyby nie głos skowyczący, jak z machiny piekielnej, rdzą pokrytej) znak dał bandzie opłaconej. Woje ci, choć przybyli tu ponoć wartę trzymać i terenu pilnować, w pełnym rynsztunku u bram stanęli, w tarcze i pały zbrojni – ot zapobiegliwość wielka w narodzie. Szturm przypuściwszy zdziwienia wielkiego doznali, bo kupiec, choć szkolony nie był i sztuki wojennej nie ćwiczył, to w codziennym trudzie i znoju charakter wyrobił, jak kowal stal hartowaną. Trwały tedy potyczki w obłokach gazu, krew i przekleństwa płynęły potokami, a diabeł ręce zacierał, bo dzień w którym Polak się hańbi dobrym jest dniem dla niego. Wysłannik Zardzewiałej Damy widząc, iż lud tanio skóry nie odda posiłki wezwał, wojska królewskie wzywając. Te przybywszy porządek siłą zaprowadzić musiały? tam, gdzie słowa mocy nie miały.

Przyglądając się relacjom telewizyjnym z eksmisji kupców z Kupieckiego Domu Towarowego w Warszawie starałem się dostrzec drugie dno ? to, co jest prawdziwą przyczyną owych zajść, a czego jako motłoch telewizyjny widzieć nie mamy. Ale jak poznać mechanizm bomby, gdy już tylko zgliszcza pozostały? Sposób jest prosty ? gdy nie wiadomo o co chodzi, to zawsze chodzi o pieniądze. Z jednej strony mamy zatem władze miasta mówiące o poszanowaniu prawa, z drugiej zaś kupców mówiących o sprawiedliwości? Niezupełnie. Mnie inny obraz wyłania się zza chmury gazu łzawiącego – góra złota w postaci terenu inwestycyjnego w centrum stolicy oraz tych, którzy do tej pory zarabiali na niej pieniądze i chcieliby taki stan utrzymać oraz tych, którzy chcą zarabiać na niej pieniądze. Kupcy zaś są pośrodku. Z jednej strony ktoś gra na ich uzasadnionym strachu o własny byt. Z drugiej strony zadufane władze mówią do wyborców w sposób urzędniczy, z pozycji silniejszego, co zaprzecza dialogowi. A przoduje temu pani prezydent miasta, mówiąca o pomocy dla posłusznych i pozostawieniu samym sobie zbuntowanych ? nieposłuszni będą ukarani? jak za dawnych czasów. Zaś propozycje nowych lokalizacji targowisk zwyczajnie mnie rozbawiły. Jedną z nich jest podwarszawski Nadarzyn. Cóż, może zamiast hali w centrum miasta przenieś kupców do Wólki Małej Z Małych Najmniejszej?
Niepokoi mnie, że demokratyczna (?) władza w imię dobra ogółu nie szanuje własności jednostki (skąd my to znamy, czy aby nie z czasów słusznie minionych?), zachowując się jak król despotyczny: ?Dom swój – w rodzinie twej od dziada pradziada – opuścisz, bo tu drogę budować MY będę. Damy Ci sto dukatów, a jeśli nie przyjmiesz, bo jakoby to za mało, to siłą cię przegonimy.?
Od niedawna rodzina moja stała się kupiecką. W planach na lata następne przewiduje się przeniesienie targu miejskiego. Jeśli władze Chełmna wykażą się podobną arogancją i lekkomyślnością, jak stołeczne, to i mnie przyjdzie do boju stanąć. Nie dla wygranej, bo ta jest niemożliwa. Dla zasady.

Kryzys

Kryzys, recesja, spowolnienie.  To już nie jest informacja medialna, to nalot dywanowy. Analitycy wychodzą z siebie, by uprzytomnić nam, ciemnej ludzkiej masie, w jakim niebezpieczeństwie się znajdujemy, po jak cienkim lodzie stąpamy. Paradoksalnie, jeśli im się to uda, to ciemna ludzka masa przestanie kupować, inwestować, obracać i przewracać? a trup wyskoczy z szafy z okrzykiem ?TADAM! Ten proces zresztą już się rozpoczął – kryzys to dobry pretekst dla dystrybutorów, by podwyższyć ceny produktów; pracodawców by ograniczyć zatrudnienie niezależnie od wyników firmy…
Czy powinniśmy bać się kryzysu? Cóż, w miarę własnych, niestety skromnych, możliwości przygotowuję się do niego. Jednak strach jest mi obcy. Odkąd sięgam pamięcią słyszałem o kryzysie, stagnacji i niezbędnych reformach. W latach siedemdziesiątych ważniejszym dla mnie był piasek w wiaderku niż sytuacja gospodarcza. Jednak lata osiemdziesiąte to już dostrzegalna, nawet przez dziecko, walka o przetrwanie. Kilometrowe kolejki, niedostatki jedzenia i opału, znoszone ubrania. I euforia po otrzymaniu darów ze zgniłego, kapitalistycznego zachodu. Pamiętacie smak tamtejszych cukierków i słonego masła? Ohyda! Nawet w czasie bumu lat dziewięćdziesiątych mówiło się o zaciskaniu pasa, kryzysie i balcerowiczowskich eksperymentach na żywym organizmie społecznym. Ostatnia dekada przyniosła ożywczy oddech gospodarki, lecz z drugiej strony pogłębiła dysproporcje społeczne, co wpłynęło na daleką od zadowolenia ocenę sytuacji gospodarczej przez społeczeństwo.
Kilkanaście dni temu Wyspy Brytyjskie sparaliżowane zostały przez kilkunastocentymetrową warstwę śniegu. Coś, co na nas nie robi wrażenia, zatrzymało nieprzystosowany naród w domach. Czy podobnie będzie z kryzysem? Świetnie odnajdujemy się w trudnych sytuacjach. Czy ponownie działki zapełnią się chlewikami, podwórka kurami, a piwnice klatkami z królikami? Mym ojcem kryzys, matką recesja, a bratem spowolnienie. Więc czegóż  nieznanego, my Polacy, mamy się bać?  🙂

Nowe prawo

Na jednym z portali ukazała się informacja: ?Polska, wzorem innych krajów na świecie, będzie miała prawo antyterrorystyczne – zbiór specjalnych przepisów do zwalczania zagrożeń terrorystycznych. I będzie to prawo restrykcyjne – wynika z informacji „Dziennika”.
Pozwoli służbom swobodniej inwigilować i zatrzymywać podejrzanych bez wyroku sądu na co najmniej 72 godziny. Chociaż nie dopuści do stosowania tortur, to prawdopodobnie umożliwi wywożenie podejrzanych do państw takich jak np. Egipt, gdzie tortury przy przesłuchaniach mogą być stosowane.”
Znamiennym jest, że pod tym tekstem znalazł się baner z nagłówkiem: ?Pamiątki po PRL-u?
W kraju, w którym nie ma terroryzmu wprowadzenie takiego prawa to rzeczywiste zagrożenie dla swobód obywatelskich. Zwłaszcza, że pod pojęciem terroryzmu można rozumieć wszelkie działania skierowane przeciwko władzom.
Kto zatem w Polsce jest potencjalnym terrorystą? Pani jest, pan jest i pani też.

Układ

Jemma Griffiths w piosence They pyta kim i gdzie są ONI ? osoby i grupy mające wpływ na życie innych. Na każdym poziomie życia społecznego mamy do czynienia z układami ? od układów międzyludzkich (na przykład w małżeństwie, pracy…), poprzez układy korporacyjne, aż do polityki zagranicznej państw. Mimo tak dużej rozpiętości obserwowanych poziomów wysnuwam przypuszczenie, iż cierpienie jednostki/jednostek pojawia się wtedy, gdy w danym układzie pojawia się zależność jednej ze stron nad drugą. Zatem zamiast układu partnerskiego, opartego na wspólnym dobru i jednolitych celach pojawia się egoistyczna dominacja, która prowadzi do relacji paraniewolniczych, a nawet niewolniczych.
Wiele przykładów z życia zdaje się potwierdzać ową teorię. W mikroskali dobrym przykładem są układy małżeńskie, w naszej kulturze często oparte na dominacji mężczyzny. Gdy dominacja owa przekracza standardy ról społecznych przypisanych żonie i mężowi (ona opiekunka ciepła domowego, on żywiciel obrońca) dochodzi do odindywidualizowania jednego z małżonków i relacji niemal niewolniczych. Co ciekawe ofiara ucisku często godzi się ze swym losem przyjmując bierną postawę ? a to z przyzwyczajenia, a to dla dobra potomstwa, a czasem zwyczajnie z niezaradności i strachu przed samodzielnością. O zgrozo spotkałem się z uzasadnieniem finansowym godzenia się na małżeńską tyranię – „bo on zarabia więcej”!
W większej skali przykładem może być dominacja jednych państw nad drugimi. Tego tematu chyba nie trzeba rozwijać. Wystarczy przyjrzeć się historii wyboru samolotu F-16 dla Polskich Sił Powietrznych.
Według mnie w każdej skali najkorzystniejszym dla wszystkich uczestników układu jest wzajemny szacunek i zmierzanie do dobra wspólnego.  Ale to już zupełnie inna opowieść.

JEM – THEY

Who made up all the rules
We follow them like fools
Believe them to be true
Don’t care to think them through

I’m sorry so sorry
I’m sorry it’s like this
I’m sorry so sorry
I’m sorry we do this

And it’s ironic too
Cos what we tend to do
Is act on what they say
And then it is that way

I’m sorry so sorry
I’m sorry it’s like this
I’m sorry so sorry
I’m sorry we do this

Who are they
where are they
how can they possibly
know all this
Who are they
where are they
how can they possibly
know all this

Do you see what I see
Why do we live like this
Is it because it’s true
that ignorance is bliss

Who are they
where are they
how do they
know all this
I’m sorry so sorry
I’m sorry it’s like this

Do you see what I see
Why do we live like this
Is it because it’s true
that ignorance is bliss

who are they
where are they
how can they
know all this
And I’m sorry so sorry
I’m sorry we do this

Wojna samolotowa

Nigdy nie przyszło mi do głowy kibicowanie któremuś z bijących się pod sklepem monopolowym kloszardów. Bójka taka znacząco różni się od zmagań sportowych bokserów czy karateków. Nie tylko stylem, ale także motywacją. Obserwując z wielkim zdziwieniem ostatnią odsłonę konfliktu między premierem i prezydentem odnoszę wrażenie graniczące z pewnością, że poziom ich wymiany ciosów, choć tak różny technicznie, niczym nie różni się od stylu i motywacji czcicieli tanich win. A jednak dotarła do mnie informacja, która sprawiła, iż jeden z uczestników burdy wydał mi się żałośniejszy od drugiego. Jak donosi Gazeta.pl:

Na kilka minut przed rozpoczęciem obrad premier Donald Tusk i prezydent Lech Kaczyński zasiedli obok siebie. Po kilku minutach miejsce Kaczyńskiego zajął minister Rostowski, bo rada zajęła się tematami finansowymi. Prezydent wyszedł.

Cóż to oznacza? Że mały (duchem) zakompleksiony człowieczek rozpętał burzę, wydał masę publicznych pieniędzy, by… pokazać się. I powinienem współczuć człowiekowi, który ma tak duży problem z samym sobą, gdyby nie to, że chybiona terapia odbywa się kosztem całego kraju. 🙁

Brukselska uprzejmość

Zbiegły się dzieci z całego podwórka. -Chłopaki, choćta, biju siem! ? krzyczą radośnie długi Antek i mały Przemek. I rzeczywiście tumult był taki, że piaskownica zatrzęsła się w posadach, a drewniane burty trzeszczały pod naporem skłębionych ciał. Regularna bitwa dwóch hersztów ? Kiełkowskiego i Gęsińskiego ? zwróciła uwagę nauczycielek. Czym prędzej podbiegły do zgromadzonych i z mistrzowską wprawą rozdzieliły walczących znanym od wieków chwytem pedagogicznych sztuk walki – Zau-cho.
-O co poszło? – spytała zirytowana pedagog? pedagorz? wychowawczyni.
-A bo szem pani Kiełek powiedział, że tylko on i chłopaki z jego bandy będą w trójce klasowej – zgodnie z prawdą wyjaśnił Antek.
-Gupi jesteś ? błyskotliwie zaoponował Tomcio Arabek ? wasze jest boisko, a nasza klasa? a trójka siedzi w klasie!
-Dość tego, znajdziemy sposób. Od dziś w skład trójki klasowej będą wchodziły cztery osoby, was trzech i Gęsiński ? głosem nie znoszącym sprzeciwu oznajmiła nauczycielka.
Mali brojarze rozeszli się w swoje strony. Tylko druga z pań ze zdumieniem przypatrywała się pustej piaskownicy.
-Czterech hultajów zamiast trzech? Jesteś pewna? ? spytała z niedowierzaniem.
-Pomyśl, tych trzech naciskałoby na nas, przekładało klasówki, pyskowało, organizowało dyskoteki. W czwórkę zajmą się sobą. A gdy oni będą się spierać, to my? – wypowiedź dokończyła szelmowskim uśmiechem.