Klimaty cz. 13 Karl Jenkins – Adiemus, Dies Irae

Świat wokół zwalnia. Ostatnie promienie słońca przebijają się przez szarą zawiesinę. Zdawałoby się, że po dniu pracy ciężko będzie wykrzesać choćby odrobinę energii. Jest jednak coś, co sprawia, że konie cieszą się galopem. Przed siebie, naprzód, do utraty tchu, choćby na stracenie. Wsiadam do samochodu, zbieram kolegów i jedziemy do sali gimnastycznej. Zatłoczona, za mała jak na ilość sprzętu, słabo oświetlona siłownia przyciąga pachnącymi nowością, profesjonalnymi stanowiskami. Na monitorach zawieszonych na ścianach pod sufitem tańczą plastikowe lalki ? typowa sieczka kanału muzycznego. Nie sposób trwać w tych dźwiękach i obrazach. Zakładam słuchawki, włączam stoper i sportowego oszusta. Bieżnia pod moimi stopami zaczyna przesuwać się, coraz szybciej i szybciej ? marsz, trucht, bieg. Jak dobrze naoliwiona maszyna dostosowuję kroki do muzyki, która nie pochodzi z zewnątrz, lecz zdaje się rozbrzmiewać w mojej głowie. Moje ciało jest wyprostowane, rozluźnione, a stopy płyną tuż nad gumową taśmą. Chwila ciszy i słyszę kobiecy głos, jakby wstęp do uwertury potęgi. Szklana ściana przede mną oddala się, a ciasna przestrzeń wokół otwiera się nieskończenie. Jest słoneczny dzień. Biegnę po miękkiej trawie. Zaskoczone zwierzęta umykają w zarośla. Rozpoznaję to miejsce: przede mną rozciąga się piękny, pełen demonów Zakazany Las – niegdyś tak kochany na chwilę wraca do łask. Pokonuję kolejne ścieżki w radosnym zapomnieniu. Niespodziewanie jedna z nich kończy się. Nie spadam w przepaść, rozkładam ramiona i unoszę się ponad koronami drzew. Czarny motyl. Cieszę się wolnością znaną tylko nielicznym ? ptasim przyjaciołom i zbłąkanym duszom marzycieli, zbyt ciężkim, by wznieść się do nieba i nie dość grzesznym, by spaść w piekło. Piekło, w które wstępuję po chwili jako ognisty jeździec, przemierzając w szalonym galopie kaniony pod czerwonym niebem, a czarty uciekają zawstydzone moim wzrokiem. Szybciej i szybciej, do utraty tchu, patrząc z pogardą w oczy diabła.

Uderzam dłonią przycisk stopu. Trudno utrzymać równowagę, pot zalewa oczy. Ból w klatce nie pozwala złapać oddechu. Znowu przesadziłem.